|
piątek, 13 listopada 2009
"trzy kobiety".
Ostatnio przebywałam z Trzema Kobietami. Nakarmiłam się psychologią maczaną w przedziwnym enigmatyczno-erotycznym kotle, gdzie nigdy nic nie wiadomo... Złota myśl tegoż dzieła: Unikać szemranych mężczyzn. Więc unikam.
wtorek, 10 listopada 2009
nie wiem kiedy i gdzie
skradziono mi wyobraźnię. Co z tego, że używana była, skoro w dobrym stanie. Rysopis? Panie Władzo (lub też Władzio), a bez zbędnej biurokracji się nie da? Podpisać? Czytelnie? Tuż pod tekstem? Apsik. Na zdrowie. Tak, kicham. Na wszystko.
niedziela, 08 listopada 2009
czwartek, 05 listopada 2009
ave PKO BP, czyli tak powinno być w każdym banku?!
Dziś mogłam zginąć w dwóch całkowicie odmiennych okolicznościach przyrody: 1. Bo sama poruszałam się po mieście powiatowym autem. Korki, objazdy, bo ronda, ronda, bo objazdy, brak miejsc parkingowych, piesi, nie tylko na pasach. 2. Bo w banku (i tu nie zawaham się podać nazwy) PKO BP gotówkę w kwocie 20 tys. polskich złotych wypłacono mi klasycznie w okienku kasowym, na oczach wielu petentów stojących w kolejce za mną. Gdy zagaiłam uprzejmie, czy nie ma tu jakiegoś azylu do tegoż typu transakcji, usłyszałam, że nie TAKIE pieniądze ludzie tu wypłacają, a ponadto w banku jest ochroniarz. Zapytałam toteż, czy mogę tego ochroniarza wypożyczyć celem konwojowania mnie do drugiego banku, jednak starsza pani kasjer uznała to za żart, uśmiechając się do szeleszczących w maszynie liczącej setek. Matko, co za chory kraj! Ze szczęścia, że nie zaciukał mnie w jakiejś obskurnej uliczce równie obskurny Cygan na kacu, co to obserwował mnie już w holu obsługi klientów indywidualnych, zanabyłam drogą kupna golfik. O!
poniedziałek, 02 listopada 2009
dzisiejszą notkę sponsoruje vratizolin.
Jezuuu, jakam chora była. Gorączka, dreszcze, opryszczka. Standardowa kolej rzeczy w literatkowym wydaniu grypowym. Do tego poowiewało mnie na cmentarzach, przez co zimno na połowie górnej wargi zamiast zmaleć, powiększyło rozmiary. Nim się tam jednak znalazłam, to w stolycy byłam. Nic nie zwiedziłam z powodów wiadomych, toteż nadal pojęcie o syrence i innych wazach mam zielone, z przewagą bladego. Mam też za sobą kierowanie sporym samochodem osobowym oraz potyczkę na linii kobieta - mężczyzna, bo, i tu cytat, "istnieje coś takiego jak redukcja biegów". A teraz to już uczyć się idę, bom studentka, tak?
piątek, 30 października 2009
"w strasznych mieszkaniach strasznie mieszkają straszni mieszczanie"?
Mimo łzawień ocznych i kataru po brodę polazłam do teatru. Współczesnego teatru. Na kapitalną sztukę o enigmatycznym i lakonicznym tytule "Napis". W windzie ktoś wyrył obraźliwy napis "Lebrun = ch..". Rzeczony i obrażony publicznie pan Lebrun wszczyna śledztwo wśród sąsiadów... Mieszczański landszafcik ulokowany w paryskim kanapowym pokoju. Trzy małżeństwa w prześmiewczych, przerysowanych, quasi-intelektualnych dialogach. Hasła-klucze, nic nieznaczące slogany: alterglobalizacja, Internet i jego ludyczność, tabloidy, apoteoza młodości, macierzyństwo a tacierzyństwo, plotka i sztuczny lans. Po spuszczeniu kurtyny aż chciałoby się zacytować Gogola: Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie. I trochę smutna to prawda o nas samych, i karykaturalna. Polecam. Polecam. I jeszcze raz polecam!
czwartek, 29 października 2009
pozdrowienia i inne wyrazy od Zygmunta III Wazy.
Zasadniczo rzecz biorąc, jestem w gościach. Kicham, prycham i pocę się jak mysz w połogu. Jak tak dalej pójdzie, nie ujrzę ani syrenki, ani łazienek, ani powązek, ani choć złotych tarasów. Wrócę na swoją prowincję i nikt mi nie uwierzy, żem w stolYcy była. Z gorączką wrócę i opryszczką. O!
poniedziałek, 26 października 2009
gaudeamus igituuuur.
Oczywiście, że nie przestawiłam zegarka. W efekcie miałam trudności ze zdobyciem kawy oraz godzinne czekanie na wydziale pewnej uczelni, gdzie od miesiąca pobieram nauki. Tak, odbiło mi do reszty i zapisałam się do szkoły. Inauguruję zatem nową kategorię w życiu mem rozmaitem: Literatka znów na uniwersytecie, czyli nie miała baba kłopotu, kupiła se prosię.
piątek, 23 października 2009
brawa dla polityki googlowej! gromkie i niecichnące.
Historia oto: Od wczoraj dywagowałam nad nowym mailem, jaki przyszło mi założyć w celach poważno-służbowych. Wybrany login jest zajęty - ujrzałam. Nitką do kłębka wyszło, że słuszna polityka prywatności google nie tworzy nazw kont skasowanych. NIGDY! Szkoda, że w innych przypadkach (zdjęcia, picasa) nieszczególnie o tę anonimowość dbają, ale niech im będzie! Jeszcze trochę, a tak sobie zawężą pole manewru, że trza się będzie nazywać: matylda1234567890, bo wszystkie inne okażą się zajęte! Mimo iż wolne! Z poważaniem, nieszczesliwie.bezloginowa.1234567890@gmail.com _____________________ 1. Bemol odzyskał rezon po muzykoterapii pt. "Śpiewy delfinów w kanonie". 2. Namiary na inne konta pocztowe mile widziane.
czwartek, 22 października 2009
Bemol w tonacji mollowej.
Pamiętacie Bemola? Teraz, gdy ma już zmienioną wodę, pełną schludność i harmonię, to nie chce jeść kulek oraz wykazuje małe zainteresowanie otaczającym go światem. Czy on się potłukł?
poniedziałek, 19 października 2009
"tam bym chciała damą być, ach damą być, ach damą być i na wyspach bananowych dyrdymały śnić"
Trzy dni spędzone w butach na obcasach, z czego jeden, bo tak wypadało, spowodował nagniotki i śladowe opuchlizny w okolicach mego śródstopia oraz umocnił w przekonaniu, że damOM to ja nigdy, k****, nie BEDE. No nic, pozostały mi baleriny tudzież botki, no i wygląd trzpiotki ;> Kim więc będę? Kim jestem? Dokąd zmierzam? Yyy, dobra, koniec żartów i nadętej filozofii życia. Nałykałam się ostatnio Kołakowskiego, to mi odbija i myślę, żem mądra. Z soboty na niedzielę jadłam OBIAD kilka minut przed północą. Smaczny był, zwłaszcza marchewka z cebulą, śmietaną i tymiankiem. Właśnie! Gdybym porodziła syna, a najlepiej dwóch prawie że naraz, to mogłabym ich nazwać Tymianek i Podbiał. Oryginalnie. Z pewnością mieliby masę przygód już od przedszkola. Z soboty na niedzielę utoczyłam sporo babskich rozmów, przez co z niedzieli na poniedziałek śniło mi się, że Aga była na okresie próbnym menadżerką DODY i musiała strasznie szybko zmieniać jej pióropusze między jedną piosenką a drugą. Stresowałam się razem z nią, bo to mój pomysł był. Z tą pracą. I paczka do mnie dziś przyszła. Z perfumami, których poszukiwałam jakieś dziesięć lat. Jutro się nimi wypsikam i powłóczę do pracy, zostawiając za sobą smugę wyrafinowanej kobiecości.
środa, 14 października 2009
reklama dźwignią handlu, znaczy się?
Na pytanie zadane respondentom przebywającym mniej lub bardziej w moim towarzystwie, czy ktoś wczora z wieczora obejrzał "Pora umierać", usłyszałam, że nikt. N I K T. Oglądajta se nadal Dżona Travoltę w Taxi Szesnaście, mecze piłki plażowej Ryga-Baku oraz Słowo na niedzielę (we wtorek zwłaszcza). Albo choć M jak miłość śledźcie, jak i ja śledzę. Skoro tak przy telewizji jestem, to mam znajomego. Baaardzo ostatnimi czasy medialnego. I to, co on wyprawia na pewnym portalu społecznościowym celem zjednania sobie sympatii szurniętych licealistek, to już zakrawa na niezdrową desperację. Trąci mi to retoryką Edzi Górniak i ogólną miłością do świata z takim mniej więcej przekazem: Kochani moi, dzięki Wam istnieję i doprawdy nie wiem, cóż ja bym uczynił bez Was. Zjadłem na kolację parówki berlinki z keczupem pudliszki, ale nawet w tak trywialnej czynności byłem z Wami, wiedząc, że i Wy jesteście ze mną. I wypisuje z wypiekami na policzkach, ufny, że swobodnie pływa w kryształowym basenie komunikacji, o ja pier****, społecznej. A taki fajny koleś z niego.
wtorek, 13 października 2009
ciepłe, kraśne skarpetki babcinej robótki ręcznej chyba.
Jeśli dziś kto słyszał bądź czytał bądź widział w telewizORZE pierwszą tego roku śnieżycę w Polsce to to transmisja ode mnie była. Na żywo. Luuudzie. Jak zawiało i sypło, to mi naleciało puchu za kołnierz jesiennej katany dżinsowej i nawet postawiony na sztorc kołnierzyk nie pomógł. Raczę się teraz zwykłą herbatą ze zwykłą cytryną. A w pracy to albo jest poważnie, bo przed poważną imprezą, albo śmiesznie, bo TUŻ przed poważną imprezą i już wiadomym jest, że się z czymś nie zdąży. Dziś na ten przykład przyszedł do nas w interesach kulturalnych pan pewien. Oto obrazek: Biuro. Ja i kilka innych osób wmieszanych w dialog. Wtem dostaję od stażysty siedzącego tuż obok SMS o treści: Spójrz na skarpetki tego pana. Z pewnością muszą być ciepłe. Jak żem parskła, tak pod pozorem zakrztuszenia się śliną, resztę wizyty pana spędziłam w sali muzycznej.
sobota, 10 października 2009
bezpuencie.
Jestem już w takim wieku, że niewiele mnie w życiu dziwi. Ani ta szopka wokół PO, ani ta wokół gdańskiej stoczni, ani ta wokół Baracka noblisty. Wizyta u pani kosmetyczki zaowocowała idiotycznym wzorkiem na paznokciach, przez co wyglądam obecnie jak panna z neonowego klubu disco zaadoptowanego w podmiejskiej remizie. To się wyyytnie (a raczej zamaluje) - jak mawiają raperzy znad Wisły czy tam hip-hopowcy znad Oki. A'propos oka to tuż nad ta sama pani wyrwała mi kilka zbędnych włosków, przez co wyglądam jak niegdyś Linda Evangelista. Ta długonoga piękność, o pięknie której toczyli spór specjaliści od piękna. Miała za sobą parę afer oraz epizod w teledysku Dżordża Majkela. Teraz to nawet nie wiem czy jeszcze żyje. Ona, nie Majkel. Bo póki co, pewnikiem jest, że nie żyje Dżekson. O czym to ja chciałam... Acha, o mężczyznach. Boję się ich, mówiłam już kiedyś? Z biegiem czasu, coraz mniej rozumiem, z tendencją do wcale. Rośnie między nami przepaść. Ja za dużo myślę - oni za mało mówią. Ci nowo poznani mają coś z głową i mocno odbiegają od moich ustawowych ram, ci starzy podobnież mają coś z głową i w ramach też przestają się mieścić. W ten sposób moje życie emocjonalne jest w stanie permanentnej rozpierduchy. Jeśli zaś chodzi o moje życie służbowe to dostałam premię od derektora mego oraz całkiem cucącą zjebkę od pani sprzedającej zasłony, które to zasłony nasza firma zanabyła 6 sierpnia 2009 r. i do tej pory nie uregulowała należności w kwocie 890 zł. Zważywszy, że ja się param, że tak powiem kulturą, a nie księgowością, co też usiłowałam pani wyklarować via telefon, to brzmiałam mało wiarygodnie w zakresie finansów. Acha, mialo byc o mezczyznach...
wtorek, 06 października 2009
afera nie-biżuteryjna tym razem.
Po dworze pląta się wczesna jesień, co mnie popycha do refleksji wszelakich o życiu, nie_życiu oraz rzyci. Żeby nie było - dobrze jest. Bardzo nawet. Wszystko idzie zgodnie z planem A, przez co nie muszę uruchamiać lądowań awaryjnych, po których zwykle mam bóle głowy i łupanie w karku. Moje nowe dwie bluzki okazały się pudłem: jedna w kolorze, rzekomo, brudnego różu w istocie jest prozaicznym różem majtkowym, druga mnie uwiera w biuś-cie, co oznacza, że chyba była szyta dla coccodrillo czy innego happy kids. W sprawie polityki to powiem tylko tyle, że XVIII wieczna afera naszyjnikowa wydaje mi się znacznie bardziej ciekawa niźli obecna afera hazardowa. Bo i romas tam był, i pożądanie, i intryga. Chociaż nie, na naszej arenie też jest uwodzenie. Wszak panią Becię Sawicką uwiódł mężczyzna, o którym oskarżona w sądzie powiedziała: "Przystojny był. Miły. Miał takie ładne białe zęby". Ahahaha.
poniedziałek, 05 października 2009
czwartek, 01 października 2009
pierwsze (i ostatnie na szczęście) podejście (bo drugiego razu bym nie przeżyła).
Powiem krótko. Ufffffffffffffffff. A teraz można gratulować rezolutności oraz zwracać się do mnie per Kierownico ;]
środa, 30 września 2009
po prostu persen.
Ponieważ pierwszy raz w życiu połknęłam tabletkę uspokajającą - postanowiłam ten fakt zaznaczyć w moim osobistym pamiętniczku ;) Jeszcze nie wiem, jak się czuję, tymbardziej nie wiem, jak czuć się powinnam. Ani mnie ona nie uspała, ani mnie ona nie pchnęła do demolki własnego pokoju czy też ogródka sąsiada. Spokój mam. Luz jakiś taki odśrodkowy. Phi.
wtorek, 29 września 2009
czwartek, 24 września 2009
by.
Mnóstwo spraw niepozałatwianych. W gruncie rzeczy. Albo w rzeczy samej.
wtorek, 22 września 2009
w ostatnim czasie.
W ostatnim czasie kilka osób dość poważnie mnie zaskoczyło. Negatywnie zaskoczyło dla jasności. Ale w sumie nie ma o czym mówić - wszak sama siebie też potrafię równo zdziwić, więc nad czym tu deliberować. W ostatnim czasie uczę się bardziej ostentacyjnie wyrażać swoje emocje. Podejrzewam, że ciut przed siedemdziesiątką będę waliła ludziom prawdę prosto w oczy. W ostatnim czasie przebywałam w otoczeniu, w którym nie przebywałam dobrych parę lat. Nic się tam nie zmieniło. Ani martwe wnętrza, ani żywe postaci. Uśmiechałam się. Mimo pms-u i napier*** migreny. Uśmiechałam się. W ostatnim czasie dostałam książkę pod tytułem "Smaki Turcji". Jak za rok dostanę w prezencie kapcie to się powieszę.
piątek, 18 września 2009
taki wiek.
1. Od tygodnia dość intensywnie rozważam pomysły podsunięte przez Was (jeszcze raz dzięki!), dorzucam do nich swoje, docieram do innych źródeł i gotuję to wszystko na parze w jednym wielkim kotle. 2. Nie do końca podoba mnie się nowa formuła bloxa. Póki co, jestem na NIE. 3. W zeszłym tygodniu byłam na ślubie, w tym tygodniu będę na chrzcinach. 4. Dialog przedstawiam sprzed kilku dni: ja: Jutro chyba mama będzie robiła mi urodziny. nie-ja: Nawet w TYM wiekuuu? No tak, w TYM wieku to się powinno obchodzić już tylko święto matki boskiej zielnej.
niedziela, 13 września 2009
CASTING 2.
Widzę, że weekendowa burza mózgów trwa. Wykorzystam to haniebnie i o jeszcze proszę ;) Bo w sumie bardziej mnie się o firmę rozchodzi: doradztwo stylistyczne i malowanie ryłek. Moje typy to: the-kadencja stylu stylistyczne inspi_racje ob_sesje art pod_szepty manufaktura stylu __________________________ Wasz ruch ;] <dygnęła w podzięce>
piątek, 11 września 2009
CASTING.
Ja wiem, że pewnie wszyscy tu zaglądający żyją weekendem. Siedzą podparci łokciami o biurka pracowe i z absolutnym znudzeniem snują się po blogowych stronicach. Ogłaszam konkurs na najciekawszą nazwę sklepu (firmy) z ubraniami i dodatkami. Styl bardziej wyszukany i maczany w art niźli bazaru pod ogródkami działkowymi "Kwitnąca Jabłonka". Wstawki z Fashion NIEmile widziane ;] Mile widziane natomiast zbitki wyrazowe i inne słów cięcia-gięcia. Dla zwycięzcy przewidziana nagroda.
czwartek, 10 września 2009
moralna lewatywa uczyniona?
Dziś powinnam napisać coś mądrego, ale mój umysł twierdzi inaczej i odmawia współpracy. Czuję się ani dobrze, ani źle. Nadal nie mam domu, męża, psa i dzieci, choć nocą śniło mi się posiadanie córeczki. Całkiej małej, cichej, w beciku po uszy. Taaa. Zastój intelektualny mam pewnie przez to, iż nie oczyściłam organizmu. Za późno sie dowiedziałam, nad czym ubolewam, bo cokolwiek chłopaki grają, to inwencji twórczej im nie brak ;]
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Na afiszu gazety.pl
Tu można słać petycje, konkluzje oraz ogłoszenia matrymonialne.
|