Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
czwartek, 31 stycznia 2008
Polka roku 2007.

A Wy? Na kogo oddaliście swój głos?

Jakoże dziś ostatni dzień, to ja pokierowałam się tylko instynktem, a nie wnikliwą analizą poczynań każdej z nich.
Padło na tę kobietę. Za postawę życiową i za wyraz twarzy na tej fotografii:

 Irena Sendlerowa.

tak sobie siedzę i myślę.

Bo skoro pisać mnie się nie chce, to myślę choć ;) Że gdybym tu miała stolnicę i wałek, to zrobiłabym michę faworków w ramach tłustych pączków, i w ramach nudy obczyźnianej, i w ramach tradycji. Widziałam u wiedźmyKa przepis i zdjęcie apetyczne.

Mam za to mikser (wersja uproszczona, niemniej zelmer), wodę, mąkę, olej (jadalny), cukier (nie puder) i patelnię (głęboką). Może z tego coś by się dało? Jak myślicie?

PomUSZcie! ;)

środa, 30 stycznia 2008
a co

jak celnicy przechwycili w locie moją wenę, którą szczelnie opakowałam w folię spożywczą i upchałam w bagaż główny między sosy knorra a rosołki winiary?

Co wtedy?!

poniedziałek, 28 stycznia 2008
chcecie bajki?

Oto bajka.

Była sobie Pchła Szachrajka.

Z Molly Malone jest o tyle problem, że nikt nawet z najstarszych górali nie wie, czy owa pani istniała na pewno. Któregoś twórczego dnia pewien Szkot napisał tekst piosenki, która stała się w jednej chwili nieformalnym hymnem Irlandii.

"Przez uliczki Dublina szła raz piękna dziewczyna".

Jeśli Molly Malone w ogóle była postacią prawdziwą, to żyła w XVII-wiecznym Dublinie. Urodliwa i uboga, co rano ciągnęła swój straganiarski wózek i stając na rogu Grafton Street, krzyczała: "Świeże ryby i małże dziś mam".

W dzień handlara, w nocy kurtyzana. Odziana w wytworną suknię udawała się na podbój miasta,  pełnego mężczyzn różnych maści. Od biednych studentów Trinity College po opasłych krezusów.

Skończyła żywot tragicznie. Hojnie obdarowana chorobą weneryczną, zmarła w wieku 36 lat.

Amen.

niedziela, 27 stycznia 2008
tFUrcza blokada blogowa.

Niby nic wielkiego się nie stało. Zmieniłam tymczasowo kraj zamieszkania i tym samym całe otoczenie, powoli zmieniam tryb życia i priorytety, a jednak trudno mi napisać tutaj coś sensownego.

Nie wiem, od czego zacząć. Co sobie (i Wam zarazem) odpuścić, a co uwydatnić. Czy pisać, że już tu kiedyś byłam, więc żadne to dla mnie novum? Czy pisać, że mieszkam w tym samym mieszkaniu, co wówczas? Że w tym samym pokoju, że w tym samym łóżku, że nawet z tym samym mężczyzną (wtedy JeszczeNieNarzeczonym)? Czy pisać o pierwszych wrażeniach po wylądowaniu, czy może o pierwszych, gdy weszłam do starego mieszkania?

Zapach. Inny w przedpokoju, a inny w łazience. Ale w gruncie rzeczy ten sam. Domowy.

Czy pisać o tym, że na razie nie mam ochoty odgrzewać starych irlandzkich znajomości? Czy o tym, że w tesco na kasie pracuje pani, którą pamiętam jeszcze sprzed trzech lat?

Pamela jej na imię, (widziałam plakietkę), co w zestawieniu z jej fizys brzmi komicznie.

Czy może skupić się na miejscu naszej dawnej pracy, obok którego przechodziliśmy wczoraj?

Ani nie wstąpiliśmy do środka, ani ja się nie porzygałam. A mogłam...

Czy może opowiedzieć tonem wyuczonego przewodnika o zabytkach miasta? Historię biuściastej Molly Malone na przykład.

Już się z nią zdążyłam przywitać.

Nadal z kamienną twarzą sprzedaje ryby...

molly malone

piątek, 25 stycznia 2008
tytułu nie będzie.

Przedwczoraj, gdy o godz. 19. doszło do tragedii lotniczej w Mirosławcu, my byliśmy już po odprawie celnej we Wrocławiu. Siedzieliśmy w samolocie, a tuż przed startem podjechało pogotowie techniczne, spryskując oblodzone z dwóch stron skrzydła. Trochę to trwało. Ciszę i czekanie przerwało małe dziecko: silnik się zepsuł - stwierdził rzeczowo chłopczyk, wywołując u podróżnych salwy śmiechu. Wylecieliśmy z opóźnieniem...

Jeszcze nieświadomi katastrofy.

My nieświadomi, rodzice świadomi.

Takie wieści wpędzają w psychozę.

                   już z kraju św. Patryka nadawała dla Państwa pusta_literatka.

środa, 23 stycznia 2008
może bociany, co wracają tu, do gniazda...

Ja: kwietny słowotok

JeszczeNieMąż: bo Ty taka cFaniara to jesteś tylko tutaj, a w Irlandii znów będziesz mimozą! 

_______________________

Hm. I co odpowiedzieć na takie dictum, skoro szczerą prawdę chłop prawi?

TU dupę noszę wysoko niczym klacz brabancka - TAM twarz zaszczutego zająca. Że tak się posłużę krótkim porównaniem homeryckim!

Wyfruwam o 20.05.

Torby spakowane i zważone.

Nastrój w domu nostalgiczno-newralgiczny.

Ubrałam się w pozę nr 7 pt. Kochani rodzice, będzie dobrze, już to przerabialiśmy 3 lata temu, pamiętacie? 

Trochę mnie ten strój ciśnie, zwłaszcza przy gardle. A ściągacza nie da się poluzować...

P.S. Wpis sponsorowany przez firmę Herbapol. Dziś w menu melisa. 

Do "poczytania" już z wyspy, kochani! W stylistyce pogodniejszej, niż ta dzisiejsza elegia!

Słowo harcerki! ;P

 

wtorek, 22 stycznia 2008
ogłoszenie parafialne.

Zamienię 2-osobowy bilet lotniczy relacji Wrocław - Dublin na 2-osobowy bilet lotniczy relacji Wrocław - Paryż.

Bo w Paryżewie nie byłam, a słabość mam do kina francuskiego i literatury francuskiej i bardzo chciałabym na przykład pokłonić się nad grobami mistrzów: Flauberta, Balzaka, Hugo.

Pójść śladami Amelii... też.

Że nie znam francuskiego? No fakt, ale przecież ktoś tym wszystkim merom, markizom i margrabiom musi wymiatać pająki spod łóżek, nieprawdaż?

Żem alergiczka? Zyrtec na czczo łyknę i niestraszne mi koty będą!

____________________________________

Jakby kto reflektował na zamianę, to czekam tu przez godzinę. Potem mogę się rozmyślić ;]

P.S. Zamiana drogą fifty-fifty. Bez dodatkowych opłat i promocji ;P

 

18:53, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
K+M+B 2008.

Po radosnej chwili znalezienia dowodu (służył za zakładkę w aktualnie pożeranej przeze mnie książce pt. "Nie ma z czego się śmiać", o ironio, pani Stefanio nieoceniona ;]) udałam się do babci w dniu babci. Nie minęłam się z księdzem na schodach, bo na przykład mój tato wespół zespół z sąsiadem Ka. się minęli.

U babci zdążyłam wypić herbatę, porozmawiać o nowych ściegach szydełkowych, zjeść dwa pierniki z nadzieniem marmoladowym i dostałam telefon od mojego osobistego taty z prośbą o rychłe ubranie się, gdyż on wraz z wymienionym wyżej zaprzyjaźnionym sąsiadem Ka. czekają na mnie pod blokiem babcinym. Stamtąd udaliśmy się na piwo, a leżąca w łóżku chora mamusia informowała nas na bieżąco o wizycie duszpasterskiej, do której tego roku w naszym domostwie nie doszło ;]

To był pierwszy w życiu bojkot kolędowy. Nie, nie mam wyrzutów.

09:44, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 stycznia 2008
monolog zewnętrzny.

Rzecz o dowodzie. Osobistym dowodzie. Nowym, nie starym, przez co idealnym do zgubienia. No i zgubiłam! 3 dni do odlotu, a ja nie mam plastykowej gwarancji mojej dojrzałości (sic!) Nie wiem, może choć świadectwo maturalne wezmę, książeczkę zdrowia, zdjęcie rentgenowskie moich dorosłych, wykształconych (od kształtu, nie kształcenia) płuc?

Paszport? No mam. Ważny nawet do listopada 2008. W nim zdjęcie takie, że matkojedynoboskokochano ;] Zdjęcie ze zdjęcia, bo się uparłam. Raz na granicy pan celnik-Czech to się nawet pofatygował z tej budki przy szlabanie, co by mnie obejrzeć. To na mnie, to na paszport, to na mnie, to na paszport. Aż wreszcie łamanym czeskim wydusiłam:

- To je ja, pane. Tilko mlodsza.

Zważywszy na wyjątkową upierdliwość wrocławskich służb celnych, to ja się znów gęsto tłumaczyć będę. Chwała Bogu, że choć po polsku.

Nie umniejsza to faktu, że nie ma dowodu na istnienie gdziekolwiek mojego dowodu. Jak już go ktoś znalazł, to ładne kFiatki, pani Krysiu! Ja na obczyźnie, a mama na erce, bo pisma słać będą z banków, że ktoś na moje konto pożyczek nabrał w begieżetach i innych prowidentach, ze mam pińć tysięcy mandatów  za przejazd bez biletu po Wybrzeżu Zachodnim tudzież po Mazurach i w ogóle to poszukuje mnie listem gończym Interpol!

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

P.S. 1. JeszczeNieMąż niechaj zamilknie w swej uprzejmości i nie wygłasza tradycyjnego "a nie mówiłem".

P.S. 2. Istotnie, mówił. I nie rozumie, jak można nie mieć wszystkich dokumentów w jednym portfelu. Ano właśnie dlatego. Żeby nie posiać wszystkiego hurtem ;]

P.S. 3. Dziś mamy ko-lę-dę! Świetnie!

14:06, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
monolog wewnętrzny.
 
 
cholerna bałaganiara <!>
10:33, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 stycznia 2008
babcia z namaszczenia.

Sprawa jest poważna. Chodzi o moją mamę. Ona mianowicie, proszę ja Was, udała się na Akademię z okazji Dnia Babci. No niby z urzędu zaproszenie dostała, tym niemniej nikt, kto babcią nie jest i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie nią był, nie chadza na akademie w tematyce powyższej, czyż tak? ;)

No i wyrzuty mam. Było naprędce wiosną zrobić bobo, w sam raz by się teraz urodziło i byłby prezent dla mamy jak trzeba. A tak? W obliczu mojego wyjazdu na dłuuugo to pomysł się jakby nieco zdeaktualizował. No chyba, że w Irlandii... Po 9. miesiącach prześlemy priorytetem do Polski z odpowiednią naklejką na paczuszce. Wiecie, taką, coby się z nią obchodzono delikatnie podczas transportu. UWAGA, SZKŁO! UWAGA , INSTRUMENTY! Czy może UWAGA, CHOMIKI! No bo przecież nie UWAGA, NIEMOWLĘ!

I doprawdy nic nie szkodzi, że żywa zawartość paczuszki po 3. latach nie widzenia swojej rodzicielki będzie mówiła do mnie: ciociu, albo co gorsza, chowała się za szafą na mój widok. Nie szkodzi. Grunt, że ja dostanę odchowane z fazy pieluchowej dziecię, a mama będzie chadzać na akademie w charakterze całkiem legalnej babci.

A synowi, jakby co, damy na imię Eliza.

Na cześć Beethovena ;]

09:27, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
piątek, 18 stycznia 2008
za co kocham...

Czechów?

absolutnie!

bezapelacyjnie!

dozgonnie!

Za język ich ojczysty ;)

Znacie? Znamy! No to klikamy jeszcze raaaaaaaaz i podrygujemy w rytm ichniej polki!

Moim faworytem jest pan bardziej zarośnięty lub, mówiąc artystycznie, z choreografią własną. Ivan z Mladek (?) Matko, ileż w nim wdzięku! A ile entuzjazmu! :))) <się prawie posikała> :)))

Na Eurowizję ich, a nie jakieś patetyczne kajne grenzen!

_________________________

p.s. Dobrze mniemacie, Flygymutrze, nie naumieniałam się wstawić filmu, toteż jest jak jest. Mówcie mi per matoł ;]

09:31, pusta_literatka
Link Komentarze (14) »
czwartek, 17 stycznia 2008
mów mi, wuju!

Czy może mi ktoś wyjaśnić, dlaczego mój wujek (nie pierwszy raz zresztą) dzwoni do mnie po pijoku o 2.17 - 2 nie 14! z namiarami na nowe modele kibordów, upierając się przy Rolandzie E-70? I dlaczego nie bardzo rozumie mojej prośby o przełożenie rozmowy na rano?

Wujka już pytałam, "aj, bo mnie tak wtedy nachodzi" - odpowiedział ;]

A skoro już przy wujkach jestem, to gdy mój inny wujek podjechał pod nasz dom nowym, lśniącym sejczento (!), które to sejczento dostał w przydziale firmowym* jako samochód służbowy.  I gdy wysiadł z tegoż sejczento dumny i blady, i ja to zobaczyłam, to palnęłam:

- Ładne autko. Takie kobiece ;P

_____________________________

* takie GA-DŻE-TY rozdaje TePsa jakby co. zainteresowani niechaj ślą siwi na stanowiska kierownicze. tylko takim stanowiskom się należy! ;] 

09:15, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
środa, 16 stycznia 2008
pomocna dłoń? ale nie własna! ;]

Skłamałabym, pisząc, że nie znam pojęcia tremy. Znam, choć nie paraliżuje mnie do tego stopnia, by spanikować, uciec albo w ogóle nie wyjść. Ot, taki drobny dreszczyk emocji (bardziej na koncertach w pomieszczeniach zamkniętych niż na otwartych przestrzeniach - nie wiem dlaczego akurat tak).

Przed niedzielnym występem jednak się spięłam. Pewnie przez fakt tylko dwóch prób z chórkiem i duetem tanecznym, po którym nie wiedziałam, czego się spodziewać. Tuż przed godz. 19. bałam się za siebie, za dziewczyny i za pokminienie tekstu szczególnie w utworze, którego zwyczajowo nie wykonuję. Wpadłam na genialny pomysł:

dłoń literatki***

Za wyjątkiem lat szkolnych, zrobiłam to po raz pierwszy i ... ostatni! Tuż po mało ukradkowym luknięciu, owszem, odczytałam początek drugiej zwrotki, zaraz potem jednak dostałam totalnego zaćmienia umysłu! I przez resztę piosnki, mówiąc branżowo - haf-to-wa-łam. Szy-łam naprędce co mi ślina na język przyniosła!

Co w tym czasie robił stojący za mną chórek? Nie wiem. Obejrzałam się raz i wzrokiem pojednawczym prosiłam o litość ;] Dość trzeźwo zachował się pan akustyk - śśśśściszył offy ;]

________________________________________

*** zdjęcie jest jak najbardziej autentyczne. Oto dłoń pustej (matko, jakiej pustej!) z własnoręcznie nasmarowanym tekstem.

p.s. Zbzikowanych chiromantów uprasza się o nie interpretowanie na forum mojej linii życia ;P

12:39, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
wtorek, 15 stycznia 2008
praca organiczna, praca u podstaw.

Wstałam w nastroju iście radosnym, zapału do pracy pełnym. I przylazłam do Internetu. Popracować ;] Najpierw tu. Że co? Że tu się nie liczy? Że liczy się tylko wbicie czipa punkt siódma w zakładowanym czytniku i wybicie punkt piętnasta? Być może, być może, jednak niech mnie ręka boska broni przed takim rozwiązaniem docelowym.

Bo natenczas wiadomo, jaki jest cel:

Heloł, maj nejm is pusta_literatka. Ajm luking for e dżop. Ken aj tok tu menadżer?

I cały czas kiping smajl, o taaaaaki :-))) żeby było widać nawet tę kuriozalną  siódemkę u dołu, co to mi wyrasta spóźniona o dobrych kilkanaście lat.

Kto wie, jak ktoś przyfiluje i dopatrzy się dziwności w mym uzębieniu, to może mnie zatrudni jako żywy eksponat w Dublińskim Muzeum Osobliwości na przykład. Stanę odziana w ichni strój narodowy za szybką z naklejką "NIE PUKAĆ!" i tylko za wrzuceniem do skarbonki 2 ojro będę rozdziawiała paszczękę.

Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń,

gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chceeeesz ;]

10:09, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
niedziela, 13 stycznia 2008
A!

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wesprę...
swym głosem słowiczym, perlistym, mglistym ;] Choć nie jestem Krystyną Czubówną.

A w ogóle to z MOK-u nadaję. Jak przystało na prawdziwą gwiazdę wieczoru, skitrałam się za ostatnim komputerem i udaję, że szukam słów na www. teksty.org.pl ;)

A, i nikt mi noska nie pudruje, włosa nie przeczesuje, nie nadskakuje. Herbatę zrobiłam sobie sama, a na pytanie o cytrynę, zostałam obśmiana.

A Wy, moi mili, lepiej panoramę o 21 oglądajcie. Nie, nie. Nie będzie transmisji na żywo z mojego koncertu, tylko światełko do nieba ma odpalić pan Piotrek, który nigdy wcześniej tego nie robił, o czym był uprzejmy poinformować wszystkich przed chwilą. Na szczęście wszystkich tych od zaplecza, a nie od frontu, widowni znaczy.

Tym niemniej gdyby w tiwi o eksplozji petard było w malowniczym mieście dolnośląskim, to to o nas będzie.

Jezuuuu ;]

16:02, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
sobota, 12 stycznia 2008
jasne!

Rozmowa telefoniczna. Ja w domu, JeszczeNieMąż w aucie. Wieczór.

ja: jak droga?

on: a nie wiem, bo jest ciemno.

ja: no o tej porze to jasne, że ciemno.

;]

piątek, 11 stycznia 2008
torebka, ale już nie czerwona_torebka ;]

Koniec z małymi torebkami! - stanowczo zaprotestowała pusta, nabywając egzemplarz, który mieści w sobie 5 kilo kartofli oraz 5 kilo buraków (ćwikłowych czy pastewnych - bez znaczenia). Ignorując tym samym wszystkich fashionznawców, co to twierdzą, że małe kobiety winny nosić małe torebki! A figę!

Będę przechadzała się po gościńcach wszelakich właśnie z tym worem, bowiem dość mam subtelnych torebek, w których mieści się tylko portfel (pusty, bo już wypchany banknotami niekoniecznie), telefon z klapką, pomadka ochronna oraz dowód osobisty (wersja plastykowa, bo stara książeczkowa to już raczej jest za gruba i się może zameczek nie dosunąć tudzież magnesiki nie przyciagnąć).

Teraz to dopiero będzie tam bajzel! ;]

____________________

P.S. Nabyłam też beret. Oj nie moherowy, tym niemniej mama jakoś dziwnie wysyła mnie w nim na różaniec ;]

13:17, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
środa, 09 stycznia 2008
spóźnione, lecz szczere ;)

Nie było mnie, bo wyjechałam, ale już jestem, bo wróciłam.

Z tego wszystkiego całkowicie zapomniałam o istnieniu mojego bloga, któremu 7 stycznia 2008 stuknął tu-taj okrągły rok. Zważywszy na to, że blog jest moim pierwszym dzieckiem literackim, kochanym, hołubionym, rozpieszczanym, to jako matka Polka raczej się nie popisałam w tak ważnym dla niego dniu.

Nie popisałam. Dosłownie i w przenośni.

________________________

A teraz poproszę o dyscyplinarne kolejno odlicz. Ot taka fanaberia moja. Ile Was tu zagląda? Statystyki wskazują zwykle setkę dziennie. Ale jak wiadomo, statystyki kłamią! Matematyka kłamie! Lepper kłamie! Pinokio kłamie! Upssss, chyba mnie poniosło ;]

10:11, pusta_literatka
Link Komentarze (40) »
sobota, 05 stycznia 2008
dysk_obol.

JeszczeNieMężowi dysk odmówił posłuszeństwa. Twardy w laptopie, a nie międzykręgowy, na szczęście, lecz tym niemniej atmosfera jest mało przyjazna.

Parzyć melisę, milczeć w rogu pokoju czy może od razu wyprowadzić się do sąsiadów? ;]

 

23:58, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
piątek, 04 stycznia 2008
trendy hair fashion - wersja dla ubogich ;)

U fryzjera byłam. Żaden tam laurent czy jean louis david. Przytulny salon z gustownym mleczno-czekoladowym wystrojem, zapachem wanilii i dobrze obciętą fryzjerką. To mnie urzekło... Ale gdy pomocnica pani fryzjerki (co się okazało później) nałożyła mi na włosy odżywkę marki szałma zielone jabłuszko chyba kurna, tłumacząc, że w sylwestra wszystko im się pokończyło i czekają na przedstawiciela faruka, to już podobać mnie się przestało! Nie, żebym gwiazdą była, ale w salonach powinni używać chyba profesjonalnych preparatów, skoro już się słono buli za usługi, nieprawdaż? Czekałam tylko aż pani pomocnica wyciągnie zza szafki jakiś zakurzony szampon familijny made in biedronka i mnie nim potraktuje dość oszczędnie, coby starczyło dla reszty klientów. 

I gdy ta pani jeszcze raz myła mi włosy, i masowała takim urządzonkiem, i nawet nie szarpała przy rozczesywaniu, tośmy sobie porozmawiały o strukturze moich włosów, o kosmetykach pro-fe-sjo-nal-nych (a na szafce szałma zielone jabłuszko!), o tym, jak chcę, by je pocieniowała. Po sympatycznej dyspucie okazało się, że to pomocnica i że jeszcze raz muszę opowiedzieć moją wizję pani fryzjerce!

Podcięła, wymodelowała, poskręcała precyzyjnie na paluszku loczki, spsikała wszystkimi sprayami w zasięgu ręki (marki faruk, na szczęście). Spsikała moje włosy, czoło, oczy, policzki, pewnie trochę też spsikała sobie fartuch (marki faruk) i gdy już naprawdę prawie nic nie widziałam, a w ustach miałam posmak lakieru, żelu, jedwabiu, proteiny, keratyny i innych, to poprosiłam, żeby może jednak zasłoniła mi twarz ręką podczas tych czynności, gdyż nie chciałabym jutro obudzić się w pryszczach.

Taka byłam odważna! ;]

Po wyjściu czem prędzej nałożyłam kaptur, gdyż z tak misternie wyfiokowaną głową wyglądałam jakbym wracała z późnego sylwestra lub wczesnego karnawału. Brakowało mi tylko trąbki w ustach i petardy w ... ;)

20:34, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
czwartek, 03 stycznia 2008
p.s. komentarz zbiorowy.

Dla jasności, jak każdy w miarę sprawny umysłowo człowiek, jakieś tam plany mam, część zacznę realizować (albo i nie) już w końcówce stycznia, jednak co innego marzenia, a co innego postanowienia. Kilka tygodni temu miałam się ostro wziąć za angielski, tak? no właśnie...! ;]

Być może za rok napiszę, że planuję ślub na Haiti, gdzie wystąpię w stroju toples, wywołując tym samym skandal w mojej rodzinie z tradycjami, że planuję trójkę dzieci w trzech różnych kolorytach skóry biegających po naszym ogrodzie pełnym renglod i bzów, że planuję startować w konkursie miss foto magazynu CKM dla nienastolatek. 

Być może... W tym roku jednak, cytując lepszą, "idę na żywioł" ;)

Co ma swoje uzasadnienie, gdyż przede mną jeden wielki znak zapytania pod tytułem "Życie (druga wersja) zagubionej pustej_literatki w wielonarodowościowej Irlandii".

23 stycznia 2008, godz. 20.05.

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

Albo inaczej: decyzja podjęta, literatka na lotnisku ;]

21:55, pusta_literatka
Link Komentarze (17) »
reasumując.

Wszyscy już dawno podsumowali przeszłość, złożyli postanowienia na przyszłość, a ja jak zwykle spóźniona w działaniach.

Stary rok: pierwsza połowa pracowita, kreatywna i tFUrcza - druga leniwa, szewska i rozlazła. Co w bilansie pozwala mi być szczerze zadowoloną z życia ;]

Nowy rok: zaczął sie totalnym nieróbstwem, co według staropolskich porzekadeł źle wróży na resztę dni. Jakieś obietnice? Heh, zważywszy na mój wrodzony brak silnej woli oraz ogólną niekonsekwentność, to ja się raczej wygłupiać nie będę ;] O! Mogę przyrzec, że nie będę paliła!

Bo nie palę ;] 

 

12:19, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 01 stycznia 2008
żeby nie było samolotu, czyli sylwester 2007.

Stary rok pożegnalim szykownie i z wdziękiem jak na osoby z klasą przystało: czterogodzinna ganianka po galeriach sklepowych w poszukiwaniu akcesoriów odzieżowych z metką -50%, romantyczny (bo z jednej michy) obiad w "piramidzie", wieczór w gronie bliższych i dalszych, niemniej miłych i rzeczowych postaci.

Pielesze domowe, przestronny pokój z wszechstronnymi ludźmi. Stół w kształcie kwadratu. Na nim trunkowo wielce. Łyski (1 łysek, 4 łyski). Z colą. Śledzie po japońsku. Sałatka po żydowsku. Tatar po tatarsku. Całość wieczoru przetykana: wujkiem (nie moim) Ryśkiem oraz  tatą (nie moim) Zenkiem. Wesoło. Serdecznie. Swojsko. W tle klimaty czilałtowe, klasyczny wężyk tudzież pociąg schodami w dół, za oknem petardy i race.

Nowy rok przywitalim w stylu nieco nadgorliwym. Bowiem kolega Strzała strzelił z korka od igristoje czy innego czinczina siedem minut wcześniej, ale oj tam. Owczym pędem poszłoooo. Zresztą północ czy ciut przed - ten sam huk ;]

I ognisko było w samym epicentrum ogrodu. Gospodarze wypalili chyba przydział drwa na cały styczeń, coby atmosferę gościom zgotować. I zgotowali!

Potem to już wymieniano mi tylko zawartość talerzyka deserowego oraz zawartość literatki (SIC!) ze szkockiej na szkocką. Aż w mej głowie zrodziło się marzenie: łóżko, pod łóżkiem wiadro herbaty z cytryną, ja w pozycji embrionalnej (żeby nie było samolotu).

JeszczeNieMąż z gracją i szarmancją zapakował mnie w samochód, przywiązał pasami, przewiózł po mieście nieznanym celem odtransportowania reszty gości, na miejscu wygramolił z tegoż pojazdu i asekurując osobistą pachą zaprowadził do domu. Gdzie nastąpiła zupełnie nieoczekiwana czołówka z powracającymi z balu przyszłymi teściami ;]

W łóżku byłam o czeciejczydzieściczy. 

W makijażu.

W pozycji embrionalnej (żeby nie było samolotu). 

______________

Radości. Optymizmu. Komizmu.

Każdego dnia.

Wiernym czytaczom - córa ojczyzny ;]

21:48, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi