Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
wtorek, 27 lutego 2007
ale kwas! (tytuł zmodyfikowany za sugestią Giaccoma. Bo był bigos)

Wracając ze sklepu spożywczego, wstąpiłam do Empiku, by zapytać o mocno rekomendowaną książkę pt. "Najgłupszy anioł". Nie znałam autora, proszę więc panią, by sprawdziła w komputerze. Ekspedientka znajduje i tako do mnie rzecze: "Autorem jest Moore. Na literaturze zagranicznej pod literką M pani znajdzie".

Nie no, dziękuję bardzo, bo już miałam gnać na dział techniczny i szukać pod Ć! Ja nie wiem, czy to siatka zakupów zabruździła w mym ogólnym wizerunku, ale prawda jest taka, że poczułam się jak miejscowa gosposia-analfabetka.

Jak się parę minut później okazało, całkiem adekwatnie. Kretynka jedna!

Knigę znalazłam. Sama! Spoczęłam na pufie pośród innych czytelników, wertuję karteczkami i nagle... coś mi zaczyna śmierdzieć. Początkowo ignoruję fetor, ten jednak okazuje się tak dokuczliwy, że wysiedzieć nie można. Rozglądam się badawczo dookoła i widzę, że reszta rozgląda się równie badawczo. Dyskretnie obwąchuję pana obok, pana, co stoi nade mną z atlasem samochodowym też, nachylam się w celu obwąchania swoich butów (bo może w coś wlazłam) i co się okazuje?! Że to ode mnie jedzie! Z siatki znaczy się z zakupami mymi.

Bo w niej kapusta ki-szo-na była. Prosto z beczki. Na bigos.

___________________________________

Ciągnąc więc psychoblogowy łańcuszek dodaję nadprogramowo punkt 6:

6. Będąc dojrzałą, zrównoważoną i stateczną kobietą zasmrodziłam wrocławski Empik kiszoną kapustą. Niechcący :>

20:32, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 26 lutego 2007
łańcuszek blogowy.

Zawsze bałam się łańcuszków. Takich, co przychodziły w kopercie, pisane odręcznie z groźbą na końcu, że jak nie odeślesz na czas 100 przepisanych listów, kolejnym 100 osobom, to w ogóle koniec świata za 3 dni. Pamiętam, że jako dziesięciolatka pół nocy spędziłam na odręcznym przepisywaniu tych farmazonów. Około 3 nad ranem okazało się, że podaż przerosła popyt i nie mam aż tylu znajomych, do których mogłabym je pchnąć. Potem szczerze dygotałam i przez kolejne dni byłam czujna jak Cerber.

Aż tu dziś, po tylu latach wewnętrznego spokoju Rumuński Cukier śle mi zaproszenie do łańcuszka. Z drżącymi nogami pognałam na jej stronę, pełna obaw, że znów czeka mnie pół nocy klepania listów, bo jak nie to koniec świata za 3 dni i teraz to już serio serio, a tam przemiła zabawa w ekshibicjonizm. I to bez żadnych gróźb! Trza 5 rzeczy wymienić o sobie, ale mało znanych. No to lecimy:

1. moje stopy - moja intymność (poważniejsza od pupy, poważniejsza niż przód pupy)
2. od dziecka nie mam żadnego ubrania na guziki (awersja na wszelakie, od koszulowych po pościelowe)
3. nic na gotowanym mleku! (nawet garnka nie umyję)
4. mam fioła na punkcie czystych rąk (myję je nałogowo)
5. w dzieciństwie ukradłam wraz z kolegą drabinę spod apteki i schowałam ją do komórki rodziców (oj nie wiem po co) ;P

___________________________________

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale 5 każą to 5. Nadgorliwość wszak gorsza od faszyzmu. Kto chce się uzewnętrznić w tymże temacie, to śmiało, jesteśmy jedną wielką polską rodziną (żeby nie powiedzieć ligą) ;P

16:00, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 lutego 2007
dosadność na sprzedaż.

A to znalazłam wczoraj na allegro. Kiedyś już zresztą ten anons widziałam, co świadczy o nieudanej poprzednio transakcji.

Witam mam do zaoferowania mało uzywane organy!!Ojciec kupil je bo chcial cos lepszego gral w zespole na imprezach weselach itp ale zmarl a mi one tylko leza w szafie!! jesli jakis muzyk bylby zainteresowany kupnem to dozucam do nich FUTERAL STOJAK I OPARCIE NA ZESZYTY!!  http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=121458684

___________________________________ 

Ot tato! Nie dość, że zmarł, to jeszcze nieopatrznie zagracił szafę! Tym bardziej łączę się w bólu, smutku i żałobie owej sieroty ;P

16:51, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
środa, 21 lutego 2007
wdech - wydech.

Wczoraj usłyszałam, że jestem cholernie pewną siebie, uprzejmą, zdecydowaną, ale i zdystansowaną do wszystkiego kobietą. Chichotam, kokietuję, przykuwam wzrokiem, tonem, gestem, ale wzbudzam respekt. Baa, wyglądam na taką, która nieoczekiwanie może wyciągnąć zza pazuchy broń. I zastrzelić. (do tej pory nie wiem, czy to była tylko przenośnia)

Nie dementowałam. Nie powiedziałam, że w sytuacjach patowych kulę się szybciej niż mimoza. Że w przypływie nerwów mam pieczenie w przełyku. Że czasem cierpię na bezsenność, przewalając się z boku na bok - ja i moja zgaga. Że wzruszam się na filmach, w muzeach, przy książkach i przy muzyce. Że potrafię zamilknąć na kilka godzin przed całym światem.

No bo po co o tym mówić? Iluzoryczność jest "fajniejsza".

A swoją drogą, skoro ja niby taka harda jestem życiowo i z zimną krwią mogę robić pif-paf, to

Szanowny Panie Tarantino. Przy produkcji kolejnej części Kill Billa proszę mieć na uwadze moją kandydaturę. Coprawda z wykształcenia nie jestem aktorką, ale czymże jest wykształcenie wobec zimnego, twardego, okrutnego charakteru?

 

P.S. Wieczorem (o, ironio!)  dostaję sms od mojego bliskiego kolegi: "mam ochotę kogoś zabić!". Potraktować to jako wyzwanie?

________________________________________________

A póki co, nastrój mam taki, że uroczyście zamykam się w hermetycznym pudełku. Będę oddychać głeboko. Sobą. 

W razie chronicznej impotencji emocjonalnej odrobaczyć i uśpić.

                                                                                  Z poważaniem.

                                                                                                 Uma.

16:54, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 lutego 2007
ryś.

O "Rysiu" być miało, to będzie. Ale krótko, w przeciwieństwie do filmu, który był... bardzo dobry!

Fragmentarycznie niestety. Start udany, śmieszny, wartki. Od połowy kardynalne spowolnienie, naciąganie, trącające o nudę. Lecz TYM niemniej to zabawna komedia. Słowny i sytuacyjny humor, zachowanie konwencji Barejowskiej, rewelacyjne kreacje (zdumiewające obsadzenie w role sprzątaczek Jandy, Tyszkiewicz, Szapołowskiej) Mocno czuć opary PRL-u z całym jego swądem absurdu. I mnie się to podobało.

Bite 120 minut to jednak ze strony reżysera wyczyn nieco heroiczny, jak na mój cenny stosunek do czasu.

Mówią, że od przybytku głowa nie boli, ale w przypadku tegoż filmu powiedzenie według mnie kompletnie nie ma racji bytu.

Dłużej nie zawsze oznacza lepiej.

Zupełnie na odwrót niż w seksie ;) 

_____________________________

Zdanie o imprezie drugiej: powinowata kapela zwyciężyła. Potem kwiaty, gratulacje i życzenia ;>

23:27, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 lutego 2007
kOOlturka, panie.

Niedziela przebiega pod znakiem kultury. Żeby nie było, że ja tylko po sklepach latam, piję piwo i kwitnę w stancjowej kuchni z brązowymi lamperiami ;P

Najwprzód idę ocenić "RYSia". Ciekawam, czy MI Się włosy zjeżą na głowie czy wyjdą. Na wszelki wypadek sprawdzę szampon. Żebym potem nie musiała z reklamacją jak w poniższym sklepie:

"Won mi stąd jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rzucał. Panie! Tu jest kiosk ruchu. Ja tu mięso mam" hahah.

Potem zaś zasiądę z kartą do głosowania TU, oddając swój głos na zespół Coffee Break. Między Bogiem a prawdą nie znam ich repertuaru ;) Jako żem powinowata towarzysko z częścią instrumentalną kapeli, to głosować na nich będę.  

I w ten sposób rodzi się korupcja ;]

 

 

14:30, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 lutego 2007
jest świetnie.

Dziś dwa razy, od dwóch innych osób dostałam reklamę o kursach przygotowawczych do matury. Hmm... Wytłumaczyłam to SOBIE faktem, że ulotkarze nie patrzą, komu wpychają tony karteczek. Chcą się ich pozbyć jak najszybciej i tyle. Na przystanku słyszę, jak starszy pan fuczy zbulwersowany treścią ulotki, bo dostał taką samą. Uśmiecham się do siebie, gdyż moja teoria o wciskaniu wszystkim się sprawdza. Wtem pan podchodzi do mnie, wręcza karteluchę i mówi: - TOBIE się przyda.

A w zadaszonej wiacie wysyp rżących licealistek!!! Bo to koło L.O było!

________________________________

To, że wyglądam młodziej, niż bezczelnie wskazuje metryka, to wiem, ale, że aż taaak?! A może ja mam jakiś dziwny wyraz twarzy? I panu skojarzyłam się z repetującą 3 rok w tej samej klasie uczennicą OHaPu?

Chciał dobrze, to pewne.

 

Poza tym jest świetnie, jak mawia optymistycznie nasz premier.

"Jest świetnie. Naprawiamy państwo i nie możemy zaniechać tego procesu" - orzekł wczoraj. Parę tygodni wcześniej równie triumfalnym tonem podsumował "Możemy powiedzieć uczciwie, że to był najlepszy rok spośród ostatnich siedemnastu". (dlaczego tylko 17, nie wiem, ale szczerze dziwi mnie skromność wypowiedzi, bo gdyby tak przetrząchnąć annały historii, to ostatnie czasy świetności Polski miały miejsce za króla Sasa, a to daaaawno temu było, bo w Oświeceniu)  ;)

 

I tu nasuwa mi się puenta z dowcipu. 

 

Przychodzi zajączek do sklepu i pyta:

- Są śledzie w czekoladzie?

- Nie ma.

Przychodzi na drugi dzień i pyta:

- Są śledzie w czekoladzie?

- Nie ma!

I tak kilka razy z rzędu. W końcu sprzedawca postanowił przyrządzić taki produkt.

Przychodzi zajączek i uradowany pyta.

- Są śledzie w czekoladzie?

- Są!

- I kto to, kurna, kupi?!

 

Taaaa. I kto to, kurna, kupi, panie premierze?

21:33, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 lutego 2007
pączek a olej ekstrahowany.

Jako że się nie odchudzam, hołduję tradycji tłustego czwartku. Nie odchudzam się, ponieważ nie mam z czego (dla jasności dodam, że nie mają Państwo do czynienia z Naomi Campbbel. Z Kate Moss też nie) Więc żeby tradycji stało się zadość, raz w roku pakuję w siebie sporo pączków nieprzyzwoicie tłustych, kalorycznych, łowionych z głębokiego oleju. A olej oczywiście ekstrahowany*, podwójnie tłoczony, rafinowany i w ogóle z najczystszych pól argentyńsko-wenezuelskich pod słońcem Toskanii :P

Ale nie o tym chciałam. Boszzz, ja chyba nie mam oleju w głowie, żeby rozpisywać się o oleju! Jadalnym do tego! Zresztą o silnikowym byłoby jeszcze gorzej. Że o opałowym nie wspomnę.

O kwiatkach chciałam, gdyż nie cierpię pączków z nadzieniem różanym. Zauważyłam, że ogólnie mam jakąś awersję do kwietnych potraw. Odpadają zatem: marmolady różane, herbatki jaśminowe i hibiscusowe, soki z czarnego bzu. Przy dzisiejszej konsumpcji w pracy otwieram nieco nieaktualny "twój styl" a tam cała rozkładówka o wdzięcznym tytule "sałatka z bratka". O bracie! A raczej siostry redaktorki! Mnie na tę ekstrawagancję kulinarną nie namówicie!

Kwiaty? Uwielbiam. Świeże w wazonie i kłujące w doniczkach. Na talerzu wolę jagnięcinę w sosie żurawinowo-piwnym, obłożoną ananasem, piklowanymi borowikami z tatrzańskich lasów, cieciorką z importu oraz papryczkami chili. Na deser kompot :P

A teraz idę dobić do 1000. Wg mądrych tabel 1 pączek = 200 kalorii. Na razie mam w sobie 800.

_________________________________________

* chowany na ekstra okazje czy w ekstra miejsca? ale przecież nie pisałoby się przez samo h ;(

Szanowny Panie Profesorze Miodku.

Zwracam się do Pana z uprzejmym zapytaniem i z góry po stokroć dziękuję za poświęcenie mi odrobiny Pańskiego, jakże cennego czasu. Otóż sprawa jest dość banalna, bo dotycząca oleju...

Z wyrazami szacunku i estymy.

Głodna wiedzy (i pączków) blogowiczka

20:36, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
środa, 14 lutego 2007
haiku?

Partycje w laptopie JeszczeNieMęża mają na imię:

Wanilia i Tymianek.

Są parą.

21:24, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 lutego 2007
love-gadżety z apteki.

Niczego nieświadoma wchodzę po aspirynę, a tu od progu atakuje mnie uśmiechnięta od ucha do ucha blondyna, i zachęca do kupna doppelherzu. Jak nabędę jedną sztukę do picia, a drugą do ssania, to otrzymam magnes na lodówkę w kształcie serca oraz notesik (oczywiście w kształcie serca) z długopisem z logo firmy. - Taki notes to świetna sprawa, można w nim robić bieżące notatki, żeby nie zapomnieć. Odkrywczo stwierdza. Pytam więc, czy zamiast niego, mogłabym dostać na lepszą pamięć np. lecytynę w drażetkach, na co pani całkiem poważnie, że niestety nie, ale, ale, ale skoro nie gustuję w notesikach, to ona ma dla mnie inną niespodziankę. Jej błysk w oku pozwala mi przypuszczać, że będzie to coś równie głupiego. I jest! Pani wyciąga zza pazuchy pokaźną flachę biovitalu i obiecuje, że jak ją kupię, to stanę się tym samym szczęśliwą posiadaczką czerwonej czapki polarowej z napisem for you (była też wersja I love you, ale zeszła). Przy czym for you mi-go-cze! Nie wiem tylko, czy w rytm ciśnienia tętniczego tego, kto ją aktualnie ma na głowie, gdyż nie mierzyłam. 

Nie mierzyłam, gdyż uciekłam.

Do teraz trapią mnie 2 pytania:

1. Dlaczego w aptece promocją walentynkową objęte są tylko produkty związane z chorobą wieńcową, sercem, układem krążenia? A co z preparatami na łysienie, żylaki, biegunkę, hemoroidy? Do nich chyba dorzuca się kolejno: prozaiczny grzebień, rajstopy samonośne i rolkę papieru toaletowego w motylki. Na hemoroidy nie mam koncepcji.

2. W jakich okolicznościach, gdzie i kiedy zrodził się w ogóle na świecie pomysł, że siedzibą ludzkich uczuć jest serce? A może ja swoją miłość skrywam w śledzionie? 

__________________________________

P.S. Aspiryny jak nie miałam, tak nie mam. Czapki zresztą też nie. Jedną posiałam w autobusie, a ta gratisowa miała za mało cekinUFFF ;)

19:02, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 12 lutego 2007
walentynki.

ACHTUNG, ACHTUNG!

Na ulicach, deptakach, w osiedlowych sklepikach, supermarketach, hipermarketach, w radio, telewizji, prasie, internecie trwa

NAGONKA NA MIŁOŚĆ!

Akcja dość zmasowana, tym trudniej o schron.

__________________________________________

Ja więc krótko:

Ratuj się, kto może!

22:30, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 lutego 2007
podróż za jedną czapkę.

Ja znowu o podróży. Podobno podróże kształcą - to jeżdżę.

Pół autobusu wolnego a koło mnie o c z y w i ś c i e ładuje się lekko zawiany dresiarz! Jego kompan siada po drugiej ca-łej wol-nej stronie, czego akurat kompletnie nie rozumiem! Są prości, ale grzeczni. Nim pekaes ruszył, polali sobie do wspólnego plastiku wódkę marki "lodowa" (taka z pingwinem na etykiecie) Degustacja trwała około godziny. Bez popitki! Oni pili, mną telepało, udawałam przy tym, że śpię. Pana też wreszcie zmogło, co odczuła moja nie do końca wyleczona łopatka. Na każdym mniej łagodnym wirażu jego głowa ląduje na moim ramieniu, moja zaś przykleja się do zaparowanej od odoru alkoholu szyby. Zła i zrozpaczona skarżę się w sms-ie JeszczeNieMężowi: - Misiuuuu, ten pan na mnie leci!!! W odpowiedzi dostaję: - Szczęściara z Ciebie. Teraz pan, potem ja.

Taaa. Po takiej dawce pocieszenia właściwie nic mnie już nie trapi. Oprócz jednego. Czy ten pan aby nie cierpi na chorobę lokomocyjną??!! Na samą myśl robi mi się niedobrze, przybieram śniado-koperkowego kolorytu na licach i modlę się o wyśmienite samopoczucie kolegi po przebudzeniu. Wreszcie otwiera oczy, patrzy na mnie i rzecze: - Robert jestem. - Dominika (jak zwykle ściemniam, podając swoje 3 imię) - Daleko jedziesz? - Do X. - No to jedziemy razem. Przytomnie zauważa i ta teza absolutnie nie podlega obaleniu.

Bilans wycieczki jest taki, że zgubiłam czapkę! Pewnie wytoczyła się z mojej torby, którą usiłowałam wygramolić spod siedzenia. A nie było to łatwe, gdyż pan raz po raz przydeptywał mi uszy.

Oj nie moje! Torby!

22:18, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 lutego 2007
mężczyzna i sesja.

Kto takowego miał w domu, ten wie ;)

Mówienie łagodnym głosem, herbatki, przytakiwania, chodzenie na palcach, "dobrze chłopczyq", "oczywiście chłopczyq", "też tak sądzę chłopczyq". No bo przecież NIKT nie jest bardziej nieszczęśliwy niż on, NIKT nie ma więcej nauki niż on, NIKT nie studiuje czegoś bardziej trudnego od niego.

Owszem, zgadzam się. Optyka kwantowa (brrrr!) nie jest tak przyjemna w obejściu, jak choćby biografia Victora Hugo, czy analiza stylistyczna trenów (sic!) ;) ale, cytując staropolskie porzekadło, każdy jest kowalem swego losu, tak? 

I doprawdy nie wiem, skąd przekonanie, że dla mnie sesja była zawsze jedną wielką degrengoladą. Tańce hulanki swawola lub, jak kto woli, wino kolacja i śpiew?

Ufff, to już ostatni egzamin na studiach JeszczeNieMęża. Ja to zniese cierpliwie - wszak cierpliwość to cecha filozofów.  Ale kurka! Niech no tylko znów usłyszę, że mam jakieś dziwne zespoły napięć, i że zwariować ze mną można, to cisnę w kierunku nadawcy przedmiotem cięższego kalibru.

I w te pędy zniknę z pola rażenia.

21:54, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 06 lutego 2007
komisja lekarska, czyli chora z urojenia.

Teraz to już bolą mnie całe plecy. Niby mniej, ale bolą. Wobec tego nie ma na co czekać. Trzeba czem prędzej udać się do ZUS-u w celu złożenia stosownych papierów na rentę. Bowiem przewiana łopatka grozi trwałym upośledzeniem rdzenia kręgowego, dyskopatią, że o skoliozie nie wspomnę :P

Mam też alergię, droga komisjo. Na sierść kota, psa, świnki morskiej i konia. W dzieciństwie dużo chorowałam i ogólnie byłam wątła niczym Janko Muzykant. Zastrzyki tak. Antybiotyki tak. Trzeci migdał wycięli. Nie pamiętam. Przed komunią jakoś. Odra. Różyczka. Szkarlatyna. Świnka. Ospa? Jeszcze nie, ale są symptomy. O tu. Widzi Pan doktor, te krosty za uchem? Gdzie tam trądzik! W moim wieku to już prędzej egzema. Ale, droga komisjo, mam też wadę wzroku. Krótkowzroczność ściślej rzecz biorąc. I często się przeziębiam. I w przełyku pali, gdy sie zdenerwuję. Zdjęcia klatki piersiowej? Oj nie, dysponuję jedynie aktami. W sepii. Wie Pan doktor, lepsza jakość. Mam się rozebrać?! Tuuu?! Ale od pasa w dół czy od pasa w górę? Jak to cała? Jak to nikt nie będzie patrzył? Jaka procedura lekarska? Pan pyta czy mam lęki? Uuu, Panie doktorze złocieńki, Pan pozwoli, i Państwo również, że usiądę i opowiem.

Za rok, tak? Uhm.

Przepraszam, to jeszcze raz ja. A Wydział Przyznawania Duuuużo Wcześniejszych Emerytur, to które drzwi?

22:49, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 lutego 2007
Gdy prawa łopatka nap***, a mimo wszystko trzeba wstać z łóżka, to:
1. z pozycji na wznak należy przejść do pozycji na bok (lewy)

2. powolnym ruchem podkurczyć nogi do pozycji embrionalnej

3. odpocząć, zaciskając zęby

4. podpierając się rękoma o łóżko, przekręcić lekko tułów i wypchać niejako resztę ciała do pozycji siedzącej

5. poprosić kogoś z domowników, żeby zapierając się o łóżko dowolną nogą, pomógł nam znaleźć się w pionie

6. odpocząć, zaciskając zęby i potem to już z górki :P

__________________________________

Tak wyglądał dziś mój poranek.

Oli dziękuję za olejek kamforowy, który z atencją wtarła w mą nadwątloną łopatkę. I doprawdy nic nie szkodzi, że cuchnie ode mnie na odległość. I że cały pokój przypomina aromatem zapuszczoną kawalerkę 70-letniej, schorowanej cioci. I, że gościa miałam, i ja przed tym gościem w starej koszulce, przesiąkniętej tymże olejkiem. Dziękuję też gościowi, który zaopatrzył mnie w 3 grahamki (boszzz, jak ja nie lubię grahamek - on o tym doskonale wie!) oraz 10 dkg kiełbasy salami. Adze za herbatki i kluski z mięsem. 

ANEKS:

W razie opustoszałego mieszkania należy spróbować podnieść się samemu (co wyrabia w nas cechy ambicjonalne), poczekać aż ktoś się zjawi (co kształtuje w nas cierpliwość) bądź zadzwonić do najbliższej siedziby wolontariatu i zawezwać do pomocy chętnego harcerza (co z kolei świadczy o naszym życiowym sprycie)

21:36, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 lutego 2007
marazm, Panie.

Zaczął się weekend, tak? więc z pytań do świata to mam dwa:

1. dlaczego co weekend pada?

2. dlaczego nie mam parasolki?

2. parasolki nie mam, bo każdą nową gubię, zanim zdążę się przyzwyczaić do rączki.

1. nie wiem.

Pół soboty w stancjowej kuchni z brązowymi lamperiami na trzeszczących krzesłach. Ja i Aga. Gadamy, gotując pomidorową. Jakby nam mało rozmów było. Dzień w dzień po minimum 3 godziny babskich pogaduch! :) Licytujemy się przy tym, czy zupę się zabiela czy też nie (ostatecznie nie zabielamy) W tak zwanym międzyczasie domofony od sąsiadki spod 5, od gościa do sąsiadki spod 5, poczta, jajka, ziemniaki (ziem-nia-ki?!) Nie to, żebym była specem w dziedzinie upraw, ale wykopki w styczniu wydają mi się nieco odrealnioną czynnością rolników.

Mówiłam, że mieszkamy pod 1 w centrum miasta, przy ruchliwej ulicy, z oknem na tę ulicę? Nie. No to mówię ;) Dodam, że gdy leżę na łóżku to widzę głowy ludzi spacerujących po chodniku. I zaręczam, że widok ten daleki jest od zachodów i wschodów słońca!

 

Instytut Meteorologii zapowiada ponowne wichury na Dolnym Śląsku. Problem w tym, że ja akurat za godzinę chcę wyjść do sklepu. W lodówce mam bowiem 2 plasterki żółtego sera wątpliwej świeżości i 3 kromki chleba krojonego wraz z piętką. No i nie wiem, co robić? Do jutra raczyć się pomidorową czy może udać się na miasto, uprzednio upychając w kieszenie płaszcza po 2 cegówki dla równowagi. Bez odpowiedniego obciążenia nie wychodzę! Nie ma głupich! Za mało ważę.
Acha. Tu prośba. Gdyby wiatr okazał się bardziej porywisty niż zapowiadali i wywiał mnie na jakie Psie Pole, to proszę szukać. Znak szczególny: brak parasolki, nr buta 37. Bo mniemam, że zacumuję w pokaźnej zaspie, eksponując tylko swoją podeszwę.
A jutro znów niedziela, do której przygotuję się godnie na stoisku monopolowym. Niech leje, wieje i rzuca żabami - my będziem sączyć szlachetne trunki w kuchni z brązowymi lamperiami, rzecz jasna!
I w ogóle to na bal bym poszła! Taki prawdziwy. Z suknią. Etolą. Pantofelkami. Kotylionami. Białym walczykiem.
Z poważaniem.
Kopciuszek.
16:38, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 lutego 2007
wyszukiwarka google.

...to rzeczywiście dziwny twór. Ilekroć próbuję coś znaleźć, to najwprzód (nie mylić z Najsztubem) zadaje głupie pytanie: "czy chodziło ci o...?"

Najciekawszego kwiatka znalazłam całkiem niedawno, kiedy to wrzuciłam w google "diabeł ubiera sie u prady", a tu "czy chodziło ci o: diabeł ubiera sie u prądy?"  Nooo sooorry, ale jak na mój gust, to nawet poprawne gramatycznie nie jest! U kogo? Co? (biernik) u Prądy, jeśli takowa Prąda w ogóle istnieje. Z ciekawości więc wchodzę, a tam notka: "Diabeł zawsze ubiera się w ornat inaczej nawet najwięksi sataniści zostawiliby go w try miga ... Obce są mi filozoficzne prądy głoszące równość dobra i zła (...)" 

Po tak wnikliwej lekturze satanistycznej delikatnie podsunęłam adminowi google inne warianty:

- diabeł ubiera się pod prąd (znaczy się inaczej niż reszta diabłów)

- diabeł ubiera się w prąd (czyli pod 220 V) 

- diabeł ubiera sobie prącie (klik klik a tu anatomia diabła. O-braz-ko-wa. Diabeł goły jak go Pan Bóg stworzył)

Czy ja bluźnię? ;P

P.S. Admin nie skorzystał (daję głowę, że wystraszył się tantiemów), jednak odtąd otwierają się strony z książką, filmem, Meryl Streep itd... Ale nie o tym chciałam.

___________________________________

Wczoraj pewna internautka za sprawą magicznej wyszukiwarki znalazła się u mnie. Zostawiła ślad (vide komentarz niżej) Oczywiście jak się wszyscy domyślamy szukała czegoś innego niż  psycho-egzystencjalnych wynurzeń anonimowej pustej_literatki.

A ja tak sobie myślę, że już zdecydowanie wolę przypadkowe wizyty osób szukających w necie dychotomii, czyli bifurkacji wielokrotnej, niźli miałoby ich przekierowywać do mnie po uprzednim wpisaniu hasła "głupia pipa". O!

20:46, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi