Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
czwartek, 29 listopada 2007
wieści rodzinne.

Babcia w żałobie, bowiem jej kanarek minionej niedzieli udał się do krainy wiecznych łowów. Zapakowany w torebkę po cukrze, uprzednio owinięty watą (wa-tą? hm.. no zawsze to lepiej niż podpaską na przykład), zakopany w babcinym ogródku w okolicach czerwonej porzeczki.

Tatko w szpitalu. Laryngologia. Toteż widoki następujące: co drugi pan z obandażowanym nosem, co trzeci z obandażowanym uchem, co ósmy bez oka. Tatuś na szczęście wszystko ma na miejscu. I miewa się całkiem dobrze. Dziś oznajmił nam, że jeśli go jutro nie wypuszczą do domu, to mamy mu przywieźć miskę i ze dwie gromnice, gdyż wraz z kolegą z łóżka obok będą sobie wróżyć. A, i jak mu się przypomną inne asortymenta andrzejkowe, to wyśle nam zamówienie sms-em. Może my im w ogóle jaką wróżkę Anastazję zatrudnimy, coby godnie spędzili andrzejki? ;]

15:43, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
środa, 28 listopada 2007
śnieżne zmagania.

Wróciłam ci ja z jesiennej Wielkopolski do zimowego Dolnego Śląska. Moja alpejska wioska zasypana. Obrazek malowniczy, nie powiem, niemniej tuż po wyjściu z autobusu ja wraz z moją dyżurną torbą zakopałyśmy się po kolana. Kółeczka bowiem na chodniku obtoczyły się śniegiem i ruszyć cholerstwo nie chciało! Psa, to choć pociągnie się za smycz i pójdzie, a tu nic. Ani krzyczeć, ani grozić. Zaparła się torba i już!

Wzięłam ją sposobem, pchając 10 kg po ulicy, w nosie mając potrąbywania przejeżdżających aut. Należy zauważyć w opisie sprawozdawcy słowo pchać, nie ciągnąć. Bo istotnie ja ją pchałam, co oznacza, że torba była z przodu, a ja z tyłu. Tak mi było wygodniej do momentu aż rączka się nie zgięła. Wówczas zmuszona byłam zmienić pozycje: ona z tyłu - ja z przodu.

No, to tyle.

Bo mi tu fragmentarycznie kamasutra wyszła. Z torbą na kółkach w roli głównej.

12:57, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 listopada 2007
"kupić by Cię, Mądrości, za drogie pieniądze".

Mamy kolejny poniedziałek, tak? Toteż ja w związku z tym ustanawiam, co następuje:

Uczyć się co-dzien-nie po kil-ka go-dzin języka, którego przyswajać szczerze nienawidzę, ale muszę, bo inaczej czeka mnie marna przyszłość w kraju soczystej zieleni, urywających łby wiatrów oraz ryżych panów.

Jako że wczorajszego wieczora przeinstalowałam się ze starej laptopki na nową, reaktywując się tym samym jako słuchaczka ESKK, to ja panie nauczycielu mój osobisty obiecuję solennie odrabiać zadania domowe i wysyłać je panu i poprawiać i znów wysyłać i poprawiać. Bo ja w planie mam zostać najpilniejszą studentką wirtualną, co w nagrodę za niebywałe postępy w nauce otrzyma trzydniową wycieczkę do Londynu bez przewodnika, korespondencyjny kurs czeskiego dla średniozaawansowanych (etui na płyty gratis) oraz dowolnie wybrany kurs hobbystyczny: kaligrafia, bukieciarstwo, mów i pisz poprawnie, fryzjer stylista bądź tarot. 

p.s. Życzliwych uprasza się o wiarę we mnie! Znajomych o nieśmianie się gOOpio pod nosem, na głos tym bardziej! ;) 

11:47, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 22 listopada 2007
gadu gadu.

- mężatka?

- niestety, wdowa.

- a to przepraszam.

Kultura nakazywała mi odpowiedzieć: a to proszę.

Tylko po co?

17:28, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
środa, 21 listopada 2007
światowy dzień życzliwości.

Dziś podobno jest Światowy Dzień Życzliwości. Nie wiem czy w związku z tym świętem czy też nie wodociągi miejskie (nie mojego miasta) zamknęły wodę! Nie ma ani zimnej, ani ciepłej, ani letniej, ani choć brudnej. Sa-ha-ra!

Żadnego świstka w gablocie blokowej, żadnych pętających się monterów. Nic!

Czy ja jestem zła? Ja jestem wku***! Bo co na przykład, gdybym miała bobo, które w ciągu nocy miałoby trzy razy rozwolnienie? Gdzie ja bym je umyła? W kropli Beskidu???

No nic, pozostaje mi z ręcznikiem plażowym, kostką mydła oraz szczoteczką do zębów udać się nad rzekę. W celu PO-RAN-NYCH ablucji.

_________________________

Buszmeni czy też masajowie, żeby mieć wodę, muszą po nią jechać tydzień na wielbłądach, potem cały dzień drążyć dziurkę w piaseczku i potem drugie dwa dni czekać aż z tej dziureczki wypłynie garść wody, którą się naczerpie do garnuszka. Wiem! Wiem, bo uczyłam się socjologii kultury, czytałam Pawlikowską i oglądałam Cejrowskiego!

Tylko, że ja mieszkam w Europie...

12:39, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 20 listopada 2007
interaktywny wykład otwarty.

JeszczeNieMąż finalizuje pracę, której tytułu nie podam, coby nie wypłoszyć shumanizowanego towarzystwa tu goszczącego.

Ja już nie mogę się doczekać, żeby tę pracę w całości przeczytać i nanieść korekty. Czyli przecinki zasadniczo, bo merytorycznie to ja tego ruszać nie będę z przyczyn wiadomych!

Ale żeby nie było, że ignorantką jestem, to ja się teraz popiszę swoją wiedzą z dziedziny interpunkcji ;)

Ze względu na charakter znaków przestankowych można je podzielić na:

  • oddzielające (kropka, przecinek, średnik)
  • prozodyczne (wielokropek, pytajnik, myślnik)
  • emotywne (wielokropek, wykrzyknik, pytajnik, myślnik)
  • wyodrębniające (dwukropek, cudzysłów, nawias (otwierający i zamykający), para myślników lub przecinków

Są też opuszczenia (wielokropek, myślnik), ale na nie opuszczę zasłonę milczenia.

14:15, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
niedziela, 18 listopada 2007
"quanta na mera, miasto żegna lidera".

Przejażdżka samochodem z czwórką zagorzałych fanów koszykówki po przegranym meczu do najprzyjemniejszych nie należy. JeszczeNieMąż (jako doraźny trener), tato JeszczeNieMęża (trener od motoryki), dwóch kibiców oraz ja. Nie było coprawda darcia szat, ale pewnie tylko dlatego, że w aucie panował niemały ścisk. Przy czym każdy podejmowany temat wydawał się niczym w obliczu klęski zespołu. Nawet uniwersalna na nudnych przyjęciach pogoda nie ujęła rozmówców.

Milczałam więc, oddychając cichutko i niezbyt często. Ot tyle, żeby się nie udusić ;]

 

21:04, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 15 listopada 2007
międzykontekstowe refleksje wrocławskie.

Stare buty mają tę przewagę nad nowymi, że są stare. Na zaokrąglonych przodach widać mapki, ukradkiem sporządzone przez zeszłoroczną sól. Zacieki o nierównomiernych kształtach obtaczają piaskowy zamsz, a ten gotów jest wchłonąć kolejną porcję ulicznego proszku. Nowego, świeżego, białego.

Ciekawe, gdzie dziś mnie zaprowadzą?

Majtając nogawkami ubłoconych spodni, próbuję usilnie wyrwać się z kontekstu.

12:49, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
nie-pod-legła we Wrocławiu.

Wrocław przywitał mnie wichurą, deszczem, śniegiem i gradobiciem. Czarownie doprawdy! Aż dziw, że nie nastapiło nieoczekiwane trzęsienie ziemi, powódź i w ogóle tsunami.

Moje koleżanki cudne przywitały mnie białym winem oraz pokojem z balkonem wprost na dworzec z wielkim neonem. Na tymże oniemiałam. (Na balkonie, nie na dworcu. Na dworcu bowiem było nieprzyjaźnie zarówno dla oka, jak i dla nosa). Ale ten balkon. Jezuuu. Zresztą taki widok jest całkiem przydatny, kiedy na przykład rano, po obfitych ilościach spożytego alkoholu, człowiek się budzi i niebardzo wie, gdzie jest. Z odsieczą przychodzi wielki, czerwony napis: WROCŁAW GŁÓWNY.

Weekend upłynął nam pod znakiem castingu do drugiego, wciąż wolnego pokoju, z czego żadna z osób nie ujęła szacownego jury, czyli nas. Wszystkie kandydatki wykazały się albo zbyt dużą poufałością, albo zbyt dużym gadulstwem, albo ogólną nijakowatością personalną.

W niedzielę, w związku z obchodami Dnia Niepodległości, obeszłyśmy balkon (celem znalezienia bezprzewodowego Internetu).

Bezskutecznie.

13:01, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
piątek, 09 listopada 2007
cierpliwość wrodzoną cechą mężczyzn.

Na domiar tego JeszczeNieMąż nie ma kompletnie dla mnie czasu, gdyz azaliż pisze pracę naukową. Zresztą obwieścił ostatnio, że dopóki nie dojdę do ładu z samą sobą i nie minie mi chandra, to wolałby, abym do niego nie dzwoniła, bo humor mu psuję i w ogóle dekoncentruję w teoriach polimero-kwantowo-sumaryczno-strukturalnych. 

Więc ja mu na to, że nie wiem, czy w tym roku się uwinę.

Na co on uprzejmym był mi donieść, że ma czas. Cierpliwy jest.

Taaa, cierpliwy facet. Zna ktoś takiego?

A, przepraszam, było kilku. Wszyscy świętej pamięci:

Syzyf, Hiob oraz św. Franciszek z Asyżu.

 

12:21, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 08 listopada 2007
za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma dolinami żyła sobie pusta_literatka. baśni cz. 2.

W zasadzie u mnie bez zmian, ale mam B plan.

W ramach czynu społecznego dziś chyba zagrabię wszystkie liście wkoło bloku i może dostanę dyplom za tę pracę od samego prezesa wspólnoty mieszkaniowej "Pod - kurna - ściętym kasztanem".

Ewentualnie zatrudnię się jako wolontariuszka do PCK i będę przed świętami myć zbutwiałe okna niedołężnym staruszkom. One w zamian upieką mi szarlotkę, zaparzą w imbryku herbatę z sokiem z aronii i wyciągną opasłe albumy z fotografiami swoich nieżyjących mężów, komunijne własne oraz ślubne dzieci.

Póki co faktycznie kupię sobie Avanti. Dobrze Fro radzicie! ;]

P.S. Można podsyłać drogą komentatorską inne warianty spędzania czasu wolnego pustej_literatki. Rozpatrywane będą jednak li i tylko konstruktywne oferty ;]

09:28, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 06 listopada 2007
za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma dolinami żyła sobie pusta_literatka. baśni cz. 1.

Oprócz zwiedzania cmentarzy i skakania z małoletnimi chirliderkami w ramach zajęć w Miejskim Ośrodku Kultury (tak, tak, ja tam czasem z nimi skaczę w rytm niemożebnie głośnej techniawy i instruuję, drąc się na całe gardło: "biodra wyżej", "zakrywamy twarze pomponami", "na trzy obrót", "ale równo", to w moim życiu nic się nie dzieje. Poważnie.

Poootwornie mi się nudzi, doskwiera mi jesień i dość mam małomiasteczkowej aury. A w ogóle to czuję się odsunięta od świata mody i blichtru wszelakiego ;) Nie wiem, co jest trendi tej jesieni, więc noszę kolekcje z zeszłej. Nie wiem czy króluje sztruks, zamsz, denim czy jodełka? Nie wiem, czy modne są teraz balejaże, refleksy czy może pofarbowane całe głowy. A jeśli pofarbowane, to na jaki kolor? Beżowy blond? Suszony bakłażan? Odymiona cegła? Nieoheblowany mahoń?

Matko, póki ja się z tej wsi mojej nie wyrwę, to Wy mi mówcie co i jak!

Ale jak już się wyrwę, to jednej doby oblecę wszystkie galerie. Będę przechadzać się po pasażach i jeździć w tę i nazad ruchomymi schodami i odwiedzę wszystkie rossmany, daglasy, sefory i wypsikam im większość testerów i w jednej chwili stanę się jedną wielką (?) ekskluzywną perfumerią. Tak zrobię!

No! ;]

18:13, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 listopada 2007
wieczne odpoczywanie racz mu dać panie. a pani smacznego!

Z pogrzebu wujka wróciłam, bo zmarł. Nie nie nie, nie trzeba składać mi kondolencji, gdyż nie byłam z nim zżyta wcale i w ogóle mało go znałam. Jakoże wychowana jestem w duchu silnie rodzinnym, to poszłam.

Powiedzmy sobie szczerze, że temu wujkowi to się w życiu kompletnie nie poukładało. Nie miał dzieci, nie miał żony, w ogóle niewiele miał. I jedyne wspomnienie o wujku, jakie mam to takie, że on odwiedzał nas rzadko i właściwie tylko w jednym celu: pożyczyć pieniądzie, których rzecz jasna nigdy nie oddawał. I któregoś razu mojej mami znudziła się charytatywna działalność wobec wujka i odtąd, gdy dzwonił domofonem, to mama udawała, że ona to ja. "A ja nie mam wujek pieniędzy i nie wiem, kiedy wróci mama" ;) I któregoś dnia postanowił mimo to wejść na górę. Spędziłam z nim chyba ze trzy godziny w kuchni, aż w którymś momencie mama dostała takiego ataku kaszlu, że sprawa się rypła.

No, ale o pogrzebie miało być. Więc tuż obok kaplicy mieści się zakład pogrzebowy. Z tego zakładu wyszła pani, dzierżąc bułeczkę z szynką w dłoni, zapytując czy rodzina życzy sobie otwarcia trumny, i gdy rodzina sobie zażyczyła, to pani poszła na zaplecze po kluczyk, wróciła bez bułeczki, otworzyła trumnę i już po kilku minutach znów widziałam ją z bułeczką. Jezuuu, tak mnie ten widok zmulił, że pół mszy myślałam o wrażliwości tej pani.

Dopiero potem, w okolicach baranka bożego, to już przeszłam do myśli bardziej funeralnych. O życiu, jego sensie i o wujku. I chyba najbardziej wzruszył mnie fakt nie tyle samej jego śmierci, co fakt, że nikt za nim łzy nie uronił.

A teraz to już Państwo pozwolą, że się napiję. Ot taką małą stypę w domu sobie urządziliśmy.

19:13, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
sobota, 03 listopada 2007
mecz na żywo, czyli pusta_literatka w akcji.

Relacjonowaliśta kiedyś mecz przez telefon komórkowy?

Ja tak, przed paroma minutami skończyłam.

Matko, że ja się dałam w to wrobić! Wiemy, że JeszczeNieMąż to fan i trener koszykówki jest. No i mecz jego zaprzyjaźnionej drużyny (tej, z którą latał po Szczyrku) odbywał się na wyjeździe i relacjonowała go na żywo stacja polsat sport extra. Jakoże JeszczeNieMąż takowej stacji nie posiada w swoim pakiecie, a ja posiadam od dni kilku, to wspaniałomyślnie zgodziłam się mu pomóc.

Zgodziłam się, to miałam! Bite półtora godziny mówiłam do telefonu, co widzę, i co słyszę, posługując się językiem mało sportowym, bo skąd ja mam go niby znać? Najpierw to w ogóle słałam sms-y, ale metoda okazała się zbyt wolna i gdy ja posłałam 2;0, to już było 3;7. Czeski film normalnie!

Więc mówiłam, która drużyna ma piłkę, ile minut zostało, wynik też podawałam. Potem tak się wprawiłam, że potrafiłam określić, jaki numer za ile rzucił. A już u finiszu to nawet wiedziałam, co to rzuty osobiste.

Mówiłam ile jest czirliderek na boisku, jakiego koloru mają stroje, co piją koszykarze podczas przerwy, ale wówczas JeszczeNieMąż przerywał, mówiąc "to nie jest ważne, mała".

Matko, jaka to ciężko praca! Ja panu, panie Szaranowicz szczerze współczuję i już się wcale nie dziwię, że pan czasem takie głupoty gada podczas meczu. Toż to trzeba mieć oczy naokoło głowy!

JeszczeNieMąż był zachwycony, gdyż mecz wygrali i to dwudziestoma. Jeśli natomiast chodzi o moją relację, to podobno druga połowa poszła mi znacznie lepiej, ale i tak "za mało emocji było w twoim głosie, kochanie"!

Za mało, tak??? To ja się kurna na przyszłość nie polecam!

A teraz to idę poszukać jakiego temblaka, bo mi ręka od trzymania telefonu ścierpła i muszę sobie ją na czymś zawiesić.

19:01, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
piątek, 02 listopada 2007
poszła baba do zdjęcia.

Do fotografa postanowiłam się udać, bowiem dowód muszę sobie wyrobić. Nowy dowód, stary przecież mam od ohohoho, a może i dłużej. Mam i wstydzę się używać, bo dzieci z kolonii letniej zalały mi stronę ze zdjęciem i adresem coca-colą i odtąd to ten dowód wygląda jakbym go dostała w schedzie po prababci.

Więc ja do tego fotografa postanowiłam się gruntownie przygotować pod kątem twarzy: oko dość równo obrysowane brązową kredeczką (nie, nie eyelinerem, bo nie umiem i szczerze zazdroszę paniom, co to takim cienkim pędzelkiem potrafią nieskazitelnie umalować się np. w aucie na czerwonym świetle). No ale wracając do mojego makijażu, to oko potraktowałam podwójnie maskarą, odrobiną cienia w kolorach jesiennych, na twarz krem odżywczy i na to antystresowy podkład rozświetlająco-rozjaśniająco-rozpogadzający z drobinkami i w ogóle sheer radiance likwidujące oznaki zmęczenia (bo ja umęczona jestem wielce tym nic nierobieniem, prawda?). Potem jeszcze omiotłam lica pędzlem umaczanym w brązujących kuleczkach i pojechałam.

Wchodzę ci ja radosna i promienna do pana. A tam posępna pani do mnie w te słowa:

- pani się za bardzo błyszczy. trzeba to zmyć, bo wyjdzie na zdjęciu.

W jednej chwili czar prysł! Pokornie wzięłam się do ścierania mojego mejkapu, od tego tarcia poczerwieniały mi poliki i wyglądałam jak ofiara problemów z naczynkami krwionośnymi.

Siadłam i obrażona na tego babola, postanowiłam się nie uśmiechnąć! Na szczęście wtedy pojawił się pan, który obfotografował moje lica kilkukrotnie, a potem w takim małym telebimie wspólnie sobie oglądaliśmy te moje lica i pan pozwolił wybrać najlepsze ujęcie.

Gdy po piętnastu minutach ja nadal nie mogłam się zdecydować, czy lepiej z uniesionym podbródkiem, czy z uniesioną brwią, pan zrobił to za mnie.

Teraz tylko wniosek wypełnię czarnym długopisem drukowanymi literami, podpis strzelę, nie wyjeżdżając poza linie oczywiście i poniosę do urzędu miasta i gminy i tam to już się wepcham bez kolejki, bo po pierwsze w dowodach pracuje moja kuzynka, a po drugie w urzędzie wszyscy mi się kłaniają, bo ja jestem córka mojej mamy. o!

13:15, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi