Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
poniedziałek, 30 listopada 2009
dedykacyj-nie.

Witkacy w jednej ze swoich sztuk powiedział:
"Ukorz się, dobrze ci to zrobi na mózg".

Żywię toteż nadzieję, że tak się stało w przypadku pana X (bo nigdy nie raczył się kulturalnie przedstawić), który łatając osobiste kompleksy w zjadliwych komentarzach*, podreperował zwoje własnego mózgu.

Na zdrowie. 

__________________

Ponadto jak na poniedziałek, czyli innymi słowy pierwszy dzień tygodnia, czuję się jakoś wyjątkowo umęczona, że aż strach pomyśleć, cóż dalej ze mną będzie.

Jedynie przy życiu trzyma mnie wizja przesyłki, którą to wkrótce przytaszczy mi kurier pod wąsem.
Będą w niej butki. Cztery butki. Niepoważne butki :) 

__________________

* ten wybitnie popisowy usunęłam, bo mój cyrk, moje małpy, tylko klaun okazał się intruzem.

17:17, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 listopada 2009
"żeby nie bolało" Marcela Łozińskiego.

Od tego filmu zacznę moją studencką kategorię. Nie przypadkowo zresztą...

"Żeby nie bolało" odpowiada niezwykle prosta, wyciszona, łagodna kobieta o męskich rysach. "Tak żyć, żeby nie bolało" - mówi Urszula Flis, bohaterka dokumentu Łozińskiego.

Czyż jej maksyma nie powinna być busolą dla wielu ludzi? Czyż nie powinno się jej cytować tak, jak cytuje się Twardowskiego, Kołakowskiego czy Norwida?

Bo cała siła tej kobiety, która zdecydowała się na wiejskie życie wśród kłosów żyta i zwierzyny domowej, tkwi właśnie w prostocie. Prostocie przeplatanej fikcyjnym światem książek, do którego bohaterka ucieka w samotne wieczory. Ucieka, alienuje się, chadza po gościńcach Anny Kareniny, karmi się innym, może lepszym życiem po to, by rano znów wrócić do swojego rytmu. Nie, ona nie tkwi w ułudzie. Nie oszukuje się. Nie epatuje apoteozą wiejskiej sielanki niczym Janek Kochanowski. Ale jest świadoma. Mocno świadoma własnych ścieżek.

I można by wywody snuć nad szczęściem czy nieszczęściem bohaterki. I wytaczać coraz cięższe argumenty nad winą wścibskiej dziennikarki, usiłującą bezopardonowo ciągać kobiecinę jak kozę na postronku. I celować z magazynku pełnego oskarżeń.

Tylko po co?

Bohaterka czerpie z kultury tyle, ile potrzebuje. Dobrze jej z tym osobistym dozownikiem. Prawdopodobnie jest też szczęśliwa. Bogata wewnętrznie i zapuszczona fizycznie.

Taki jej urok. Żeby nie bolało

________________________

Film jest trudno osiągalny, ale jeśli ktoś z Was będzie miał możliwość zderzenia się z nim, to polecam. Warto poświęcić mu zegarową godzinę. By...

 

wtorek, 24 listopada 2009
to może teraz o ogórkach? ;>

Według niektórych mych Cerberów gracianych pytajnik o kapustę był totalnie bez kontekstu, przez co nie bardzo wiedzieli, co autor, czyli ja, miał na myśli. Druga reakcja to ubaw. Trzecia to usilne wyszukanie tego cholernego podtekstu. Bo skoro we wcześniejszym wpisie nalatuję na facetów, to w kolejnych powinnam się konsekwentnie trzymać ram i jechać z koksem dalej.

No i zasadniczo to mogłabym, bo i mam w tej tematyce (z racji słusznego wieku) tyle samo doświadczeń, co i daleko idących wniosków, tylko ostatnio wyczytałam w jakimś uczonym artykule pióra pociotków Freuda, że gdy się intensywnie myśli o czymś tuż przed snem, to to się przyśni.

Więc Państwo pozwolą, że ja pomyślę o niespożytym do tej pory bożolę, mimo iż świecka tradycja od kilku lat nakazuje, by spożywać. Może nadrobię wszystko we śnie, gdzie sakramencko pijana odtańczę kankana. I aby do rana.

Acha, a w gościach nocną porą potraktowałam paznokcie lakierem, który w świetle dziennym okazał się różem nad różami, przez co połowę zajęć przesiedziałam, trzymawszy dłonie pod dupOM.

20:55, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 listopada 2009
proza.

Kisicie kapustę na zimę?

 

22:06, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 listopada 2009
"trzy kobiety".

Ostatnio przebywałam z Trzema Kobietami.
Nie dosłownie.
O film mi bowiem chodzi. Altmana.

Nakarmiłam się psychologią maczaną w przedziwnym enigmatyczno-erotycznym kotle, gdzie nigdy nic nie wiadomo...

Złota myśl tegoż dzieła: Unikać szemranych mężczyzn.

Więc unikam.

11:47, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 listopada 2009
nie wiem kiedy i gdzie

skradziono mi wyobraźnię.

Co z tego, że używana była, skoro w dobrym stanie.

Rysopis? Panie Władzo (lub też Władzio), a bez zbędnej biurokracji się nie da?

Podpisać? Czytelnie? Tuż pod tekstem?

Apsik. Na zdrowie. Tak, kicham.

Na wszystko.  

22:52, pusta_literatka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009
prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie? ;)

świńska grypa

20:40, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 05 listopada 2009
ave PKO BP, czyli tak powinno być w każdym banku?!

Dziś mogłam zginąć w dwóch całkowicie odmiennych okolicznościach przyrody:

1. Bo sama poruszałam się po mieście powiatowym autem. Korki, objazdy, bo ronda, ronda, bo objazdy, brak miejsc parkingowych, piesi, nie tylko na pasach.

2. Bo w banku (i tu nie zawaham się podać nazwy) PKO BP gotówkę w kwocie 20 tys. polskich złotych wypłacono mi klasycznie w okienku kasowym, na oczach wielu petentów stojących w kolejce za mną. Gdy zagaiłam uprzejmie, czy nie ma tu jakiegoś azylu do tegoż typu transakcji, usłyszałam, że nie TAKIE pieniądze ludzie tu wypłacają, a ponadto w banku jest ochroniarz. Zapytałam toteż, czy mogę tego ochroniarza wypożyczyć celem konwojowania mnie do drugiego banku, jednak starsza pani kasjer uznała to za żart, uśmiechając się do szeleszczących w maszynie liczącej setek.

Matko, co za chory kraj!

Ze szczęścia, że nie zaciukał mnie w jakiejś obskurnej uliczce równie obskurny Cygan na kacu, co to obserwował mnie już w holu obsługi klientów indywidualnych, zanabyłam drogą kupna golfik.
Zielony z białymi lnianymi bufiastymi mankietami w anglikańskim stylu.

O!

22:32, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 listopada 2009
dzisiejszą notkę sponsoruje vratizolin.

Jezuuu, jakam chora była. Gorączka, dreszcze, opryszczka. Standardowa kolej rzeczy w literatkowym wydaniu grypowym. Do tego poowiewało mnie na cmentarzach, przez co zimno na połowie górnej wargi zamiast zmaleć, powiększyło rozmiary.

Nim się tam jednak znalazłam, to w stolycy byłam. Nic nie zwiedziłam z powodów wiadomych, toteż nadal pojęcie o syrence i innych wazach mam zielone, z przewagą bladego.
Metrem się jeno karnęłam, gdzie na małych ekranikach leciały wiadomości, z których to dowiedziałam się o ukraińskim wirusie. Aaaaaa!!!

Mam też za sobą kierowanie sporym samochodem osobowym oraz potyczkę na linii kobieta - mężczyzna, bo, i tu cytat, "istnieje coś takiego jak redukcja biegów".
Nie redukcja etatu sekretarki, nie redukcja zmarszczek, a redukcja biegów.
Poważnieeee? To ci nowina ;P

A teraz to już uczyć się idę, bom studentka, tak?

 

19:11, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi