Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
wtorek, 29 grudnia 2009
westchnienia poświąteczne.

Muszę urodzić rodzicom kilka wnuków, bo coraz mniej wokół nas dzieci, co z kolei napawa smutkiem. Albo choć kilka yorków bez rodowodu (bo taniej) zanabyć, co hałasu narobią i zjadłszy plasterek grubo krojonej szynki, rozboli je brzuch i wszyscy będą nad nimi kwilić bezradnie.

W szopce przy choince oprócz bożej rodziny i zwierząt parzystokopytnych mamy króli. Sześ-ciu. Bo mama kupiła 2 komplety. W promocji były.

W drugim dniu nieco sponiewierał mną gin z tonikiem, przez co niedzielę miałam mglistą percepcyjnie.

Byłam też po raz pierwszy na lodowisku, gdzie nie obiłam sobie dupy tylko dlatego, iż zaryłam kolanami. I proszę mi nie wmawiać, że jak sie umiii na rolkach to sie umiii na łyżwach, bo TO TO samo. Otóż To nie To samo, mili Państwo i nie dajcie się na TO nabrać. 

Na sylwestra nie mam jeszcze kreacji ani pomysłu na tęże. Cekiny chyba pójdą w ruch wraz z brokatem dwubarwnym i taka kiczowata wkroczę w 2010.

Mróz znów nadciąga.
Ponoć.

19:40, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009
[...]

nad nami śmieszność i zawzięte słowa
- perony? panie jakie perony? pociąg do ludzi pustawy przemyka się ranem
i une tu nie stawajo.

21:26, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
środa, 23 grudnia 2009
przysięgi i inne dyrdymały, co się literatki imały.

Z powodu, że idą święta, to ja mam kilka uwag organizacyjno-spostrzegawczych.

1. Przysięgam na wszystkich świętych tureckich, że prezenty podchoinkowe w następnym roku kupię już w okolicach wakacji.

2. Podczas doboru podarków, zaopatrzę się uprzednio w sensowną listę potrzeb bliskich, by potem nie latać jak opętana po wszystkich sklepach, łącznie z gospodarstwem domowym oraz narzędziowym.

3. W trakcie czynienia zakupów podchoinkowych kierować się li i tylko dobrem obdarowywanego, eliminując tym samym zachowania egoistyczne, które nakazują kupić sobie jeszcze jedną bluzeczkę tudzież paseczek do kolekcji. 

4. W slalomie między półkami starać się nie strącać eksponowanego asortymentu, bo utrudnia to pracę pań sprzedawczyń wystarczająco już wk*** na cały ten nasz konsumencki światek.

Tyle przyrzeczeń solennych, teraz czas na menu.

1. Kutia
2. Śledzie w śmietanie
3. Śledzie w ... no takie z cebulą parzoną i ze solą
4. Kompot z suszu
5. Uszka
6. Pierogi z kapustą i grzybami

Reszta jutro.

Muszę wrócić do zakupów, bo mnie się przypomniał jeszcze jeden dość ważny punkt.

5. Zakupiwszy prezent maminie, nie zostawiać go bezmyślnie u koleżanki, co to ma na głowie przeprowadzkę plus wór wypchany ponczo-płaszczem, którego nie można odebrać nim zabłyśnie pierwsza gwiazdka.

Ponadto mamy nową choinkę i kilka nowych gadżetów doń. Między innymi parę metrów zrolowanej organzy, na którą mamusia mówi orgazma i nijak nie idzie jej oduczyć. Jak poupychałam w nią (w choinkę, nie mamusię) kwiatki a'la gwiazda betlejemska to piękny mi wieniec wyszedł, tyle że mniej owalny.

Babci się podobał. A raczej podobała, bo o choince mowa. Do tego stopnia podobała, iż babcia postanowiła udać się do domu własnego celem przeorganizowania swojego drzewka na naszą stylistykę. Daliśmy jej szpic, bo nowy mamy, choć ja chciałam bez.

Odpukać, do tej pory nikt mi nie posłał drogą SMS-ową smacznej kiełbachy, śniegu po pachy i innych rzewnych rymowanek, po których mam poważne dylematy natury społecznej w konfiguracji nadawca - odbiorca.

A'propos społeczności, to jedną bardzo cenną znajomość już odkopałam. Na dniach zamierzam odkopać resztę. Potem zbiorę to wszystko do kupy i popełnię fotoesej lub choć felieton o moich nieumotywowanych alienacjach.

23:14, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 grudnia 2009
brrrrrr.

Leżę w łóżku. Odziana w podkoszulek w kolorze spranego beżu oraz we wściekle różowe skarpetki wełniane babcinej roboty. Przez weekend wymarzłam się bowiem jak Azor przy budzie, jak bezdomny w Katowicach, jak interwencyjny robotnik drogówki. Tak mniej więcej.

Bo aura aurOM, a imprezę dwudniowOM plenerowOM w grudniu trza było wyczarować. Bo taki sektor publiczny. Bo lud chce rozrywki. Choćby przy osiemnastu gradusach na minusie.

Grzaniec góralski oraz grzaniec starotoruński pomagał, nie powiem i polecam. Z pomarańczOM. Ubiór na cebulę chyba niewiele zdziałał i krępował ruchy, więc nie polecam.

Stopy mi pachnOM piernikiem. Dłonie imbirem. A kołdra owcami.

Z juhaskim pozdrowieniem,

hej!

beeee :>

 

22:14, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
środa, 16 grudnia 2009
ogłoszenie matrymonialne.

Mamusia w sposób niedosłowny daje mi do zrozumienia, że na mnie już pora... gromadzi mi toteż posag.
Na stanie mam szejker oraz taką miskę wielofunkcyjną, co się nazywa tajemniczo Liliana. Oba produkty z domokrążnej firmy, co robi prezentacje, daje skosztować wgapionym jak szpak w pięćdziesiąt groszy kurom domowym, po czym wciska michy aż miło. No i mamie wciśnięto. Wraz z gratisem w postaci przepisu na ptasie mleczko.

Dziadziuś mój (świętej pamięci) też za żywota postanowił zadbać o moją przyszłość, kupując drogą podobną, co mamusia gary ze stali nierdzewnej, szlachetnej, z pięcioma dnami pewnej szwajcarskiej firmy, za które wywalił chyba ze sześć emerytur. Jakoże to również prezent weselny - nie dostałam go do rąk własnych, bo wiadomym jest, że literatka to panna. Podstarzała zasadniczo. I we welonie po ślubnym kobiercu jeszcze nie stąpała.

Mam też kołdrę plus dwie poduszki plus kapę. Ale nie, że pierzynę ze wsypem z piór gęsich, co jak się ją naciągnie pod brodę, to się jest przykrytym samą poszwą, bo całe opierzenie ptactwa idzie w nogi. Nie! Mam zestaw z ekologicznych, antyalergicznych merynosów norweskich, proszę Papaństwa, jeno używać go nie mogę z powodu jak wyżej.

Zima idzie. Zimno pod kołdrą. Szukam męża.

Mąż nie może być cudzy ;> 

20:15, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 grudnia 2009
za co kocham moją rodzinę.

Za to, że w ciągu kilku godzin potrafią wykonać setki wzajemnych telefonów celem zebrania się w kupę, by pojechać 500 km na pogrzeb.

Zmarł mi wujek. Ogniwo od strony Dziadka. Góral z krwi i kości. Dużo mówił, dużo pił. Gdy pił, mówił niewyraźnie. Hulaszcza postać. Jak wszyscy od nich. Pamiętam, że na wesele kuzynki jechaliśmy busem z pijanym komendantem policji, jego kolegą po fachu. Wszyscy, o dziwo, przeżyli.

I czereśnie pamiętam.
I altanę wytrzeźwień pod lasem.
I całą Habalinę.

W niedzielę powspominają go nad tłustym rosołem. Wypiją wiadro wódki. Wszyscy zgodnie stwierdzą, że zmarł na wylew.

 

23:04, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 grudnia 2009
noszę kalosze.

Bliskie mi 12-letnie dziewczę w takież to opisy przyozdabia swój profil na jednym z portali społecznościowych: "Nigdy mnie nie kochałeś, zbędne nadzieje mi dawałeś :[".

Yyy, porozmawiać z dziewczęciem? Porozmiawiać z mamą dziewczęcia? Z nikim nie rozmawiać, tylko zająć się szydełkowaniem szalików na zimę? Bo nadciąga. Ta zima.

Ponadto przyszły dziś do mnie cztery butki, z czego w dwóch paraduję po pokoju i uśmiecham się to do nich, to do siebie. Dziecięca radość. Niczego więcej. Żadnych innych oczekiwań klimakteryjnych.

Natenczas.

22:02, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi