Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
piątek, 31 grudnia 2010
hał du ju du lalalalalalalala?

Roxette we stolicy.
Za jedyne 150 tys. euro.
Za godzinne lub krótsze granie.

Tak tak, pewnie przez to Polska musi opodatkować książki. Lud wszak domaga się rozrywki!

A to moje nowe nabytki. Zdaje się, że mimo ekonomicznych zagrywek, nikt nie wyleczy mnie z tego nałogu :)

książki

Do Siego!

17:24, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 grudnia 2010
kultur bakterii w jogurcie też nie widać.

Ха̀йку (на японски: 俳句) или хо̀кку (発句) е литературен жанр на традиционната японска лирическа поезия, навлязъл от 1960-те години и в повечето западни национални поезии.

S postupující gramotností japonské populace v 16. století se odlehčená varianta řazené básně (jap. haikai no renga) s důrazem na obrazotvornost stala oblíbeným druhem společenské zábavy. Zpočátku se s její pomocí básníci snažili vzbudit úsměv užitím narážek, vtipu, parodie, slangových výrazů a vulgárních témat.

தமிழக ஐக்கூ கவிஞர் ஓவியர் அமுதபாரதி ஐக்கூவிற்கு ஒரு விளக்கம் அளித்திருகிறார். ஐ + கூ = ஐக்கூ (ககர ஒற்று மிகுந்துள்ளது) ஐ என்றால் கடுகு. கூ என்றால் பூமி.

Ce haïku est celui que l'on présente le plus lorsqu'il s'agit d'expliquer ce qu'est un haïku. C'est surtout le troisième vers qui pose problème. De nombreux haijin (poètes pratiquant l'art du haïku) préfèrent « le bruit de l'eau », plus proche du sens littéral, à «un ploc dans l'eau».

Ôi những hạt sương ( sự kiện hiện tại)
Trân châu từng hạt (ý nghĩ thứ 1)
Hiện hình cố hương (ý nghĩ thứ 2)

Il pruno bianco
ritorna secco.
Notte di luna.

اما از لحاظ زبان‌شناسی، هجا و مورا دو مفهوم متفاوت هستند و یک واکه بلند می‌تواند از دو مورا تشکیل شود. وزن شعر هایکو بر پایه شمارش موراها تعیین می‌شود. معمول هایکوها دارای کی‌گُ و (kigo) یا فصل‌واژه‌ها و کیره‌جی (kireji) یا برش‌واژه‌ها هستند.

Że nie po polsku?

Przeca każdy pisze blog dla siebie.

Z dedykacją dla tych dwóch setek stałych gości, którzy codziennie, jakgdybynigdynic, zczytują literatkowe życie, szukając w nim taniej sensacji i drogiej inspiracji. 
Jak się Wam składa życzenia, to wypadałoby przynajmniej za nie podziękować. Tylko tyle. A może aż tyle.

Obwieszczenie obwieściła Państwu Pani Dulska.
Właścicielka kamienicy.
We Lwowie.

 

20:22, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
sobota, 25 grudnia 2010
życzenia świąteczne.

 

słoik ze świeczką

Ciepłych myśli...

12:27, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 grudnia 2010
przedwigilijny groch z kapustą.

Krzysia Ka. widziałam na scenie z rzadka, bowiem w pracy byłam standardowo. Za to okazało się, że jedna z jego chórzystek to moja znajoma z czasów licealnych. Niegdyś razem pląsałyśmy na studniówce, gdzie ja funkcjonowałam jako osoba towarzysząca popularnego dziś piosenkarzo-aktora, ona zaś była jego koleżanką z klasy. Pamiętam, że na tejże gali tańczyłam poloneza w dru-giej parze, nie uczestnicząc uprzednio w żadnych próbach! Wielka improwizacja, szczególnie widoczna na kasecie video ;)

Ostatnie dnie zeszły mi na wypełnianiu stosów papierów o tematyce pedagogicznej. Karty obserwacji uczniów chodzących na moje zajęcia. Jedna karta = jeden miesiąc. A miesięcy 12 x 2, bo zajęcia mam w dwóch szkołach! Wrrrr. Rezultaty miękkie, rezultaty twarde. Głupoty takie powypisywałam, że oby ci z unii nie wgłębiali się zanadto w zdania typu: Uczniowie coraz bardziej otwierają się muzycznie. Chętnie biorą udział w spontanicznych sesjach zdjęciowych, gdzie dają upust swojej ekspresji kulturalnej. Widać w nich zapał i ciekawość.

Ahahaha!

Oraz obcuję na przemian z Mrożkiem i Kowalską. Powiem tylko tyle, że jestem pod wrażeniem obu kardynalnie innych stylów w identycznej prozie, jaką jest dziennik. Mrożek to niewątpliwie erudyta, Kowalska to prostolinijność. Każda z tych lektur to świetne lekcje życia. Tak...

08:25, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
zapach świąt?

Nie czuję.

Mam katar.

17:45, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 grudnia 2010
"zatańczysz ze mną jeszcze raz, ostatni raz, nim skończy się ten baaal"...

Tak między Bogiem a prawdą, zastanawiam się, co dało mi zostanie w domu minionego weekendu, kiedy to atak grypy rozłożył mnie na łopatki. Otóż, dało mi kilka nieobecności na listach studenckich i co za tym idzie, perspektywy konsultacji face to face z wybiórczym ciałem uniwersyteckim w nowym roku 2011. Chyba tylko tyle. Mija bowiem tydzień, a ja nafaszerowana tabcinami, fervexami, coldrexami i aspirynami (kolejność nieprzypadkowa) wyglądam, jakbym to dziś dopiero zaczynała proces chorobowy. Poważnie. Rano wstaję mokra, idę do pracy, przychodzę z pracy, kładę się do łóżka, rano wstaję mokra, idę do pracy... takie jakby dnie świstaka, albo świra.

Wracając do wizyty lekarskiej, to pan dochtór przyjmował mnie w iście romantycznej scenerii, bo przy świecach. Akuratnie, gdy przyszłam, fazy brakło i w połowie przychodni zapanowała ciemność. Spotkanie toteż było szybkie i treściwe. Za kilka dni prześwietlą mi skronie.

Dziś słucham Ździchy Sośnickiej, jutro słuchać będę Krzycha Krawczyka.

Z tą różnicą, że jutro na żywo w sakramencko mroźnym plenerze.

Byle było tak, że człowiek bardzo chceeee, 
byle było tak, że się nie powie nieeee, 
byle było tak - sam jeszcze nieee wiem, jak, 
że chce się bardzo śmiać, po prostu taaaak.

Kto mi zazdrości, niechaj się przyzna ;P

 

19:48, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 grudnia 2010
od stanu wojennego do samotności., czyli od Jaruzelskiego do Wiśniewskiego.

Nie mnie osądzać czy stan wojenny był ostatecznością czy też nie był, ale po mojemu to pikietowanie pod domem zniedołężniałego generała jest małym nieporozumieniem. Tak sądzę, po ludzku.

A dziś ludzka jestem, bo chora. I idę do doktora. Gdzie prawdopodobnie przeistoczę się w wydrę, co to wziętemu panu laryngologowi do słuchu powiii. Prawdopodobnie. Bo a nuż wzięty pan laryngolog przyjmie mnie z uśmiechem, w co szczerze wątpię, bowiem to gbur straszny jest. Rzecz w tym, że zgubiłam skierownie na badanie, idę więc po drugie. Zdarza się, tak? Ale to nie powód, by na mnie warczeć. Wrrrr... ależ się wkręcam. Coś mi mówi, że chyba przyatakuję pierwsza. Dla wprowadzenia równowagi na cienkiej linii: pacjent - dochtór.

Wczoraj mamusia zaordynowała sobie "Samotność w sieci". Ile bluzgów poleciałooooo. Na brak akcji, na nudę, na flaki z olejem. A uprzedzałam, że w tym filmie tylko muzyka jest warta uwagi. I to w odpowiednich dawkach.

15:11, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 grudnia 2010
z nocnych SMS-ów literatkowego autorstwa.

SMS nr 1. A tabcin ma paracetamol?

SMS nr 2. Dziwny stan bezsnu. Jakieś dreszcze. Jakieś nerwy. Gorąc. Chłód. Niemoc.

15:28, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 grudnia 2010
wszyscy mają, mam i ja.

Kontynuując zimowy niż, w jakim egzystuję od tygodnia, obecnie rozpoczynam solidne przeziębienie. Na tę chwilę lekko pokapuje mi z nosa, mam obrzęk gardła i chyba gorączkę, bo się trzęsę.

Jutro, bez względu na okoliczności przyrody, muszę wstać o godzinie czwartej czydzieści, by o piontej czydzieści sterczeć na przystanku bez wiaty. Prawdopodobnie spóźni się autobus, albo wysiądzie ogrzewanie, albo usiądzie obok mnie jakiś sapiący tłuścioch, albo w ogóle będę stała, gibiąc się w dowolnym kierunku.

Potem cały dzień na wykłado-ćwiczeniach.

Siły, bożeee, miękkich chusteczek.

I tabcinu.

20:52, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 07 grudnia 2010
literatka - wersja domowa.

Od dwóch dni wegetuję w domu. Bluza z polaru, powycierane dżinsy, grube skarpety, twarz zszarzała, włos o strukturze wczesnego dreda. Kiedy boli głowa, jest źle. Bardzo źle. Pokornieję, łzawię, nawołuję wszystkich świętych. Kiedy nie boli, wyrywam z dnia konstruktywne włókna. Czytam, piszę, internetowo szukam prezentów.
Najłatwiej znaleźć coś sobie.
Najtrudniej znaleźć coś (w) sobie.
Egoistyczny popęd tkwiący w każdym z nas. Nieumiarkowanie w jedzeniu i w piciu. Nieumiarkowanie w życiu.

 

11:58, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
piątek, 03 grudnia 2010
źle ze mną.
  • migreny
  • uciski w jamie brzusznej
  • migreny
  • uciski w jamie brzusznej
  • migreny

Jak w tytule, Panie, jak w tytule.

15:58, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
środa, 01 grudnia 2010
1.12.1935. Woody Allen.

Cenię i szanuję. Choćby za takie kwiatki:

"Uważają mnie za intelektualistę, ponieważ noszę okulary, a moje filmy za wartościowe, bo... trzeba do nich dopłacać."

"Gdyby tylko Bóg dał mi jakiś jasny znak! Na przykład złożył solidny depozyt w szwajcarskim banku na moje nazwisko."

"Skąd do cholery mogę wiedzieć skąd wzięli się naziści? Ja nawet nie wiem jak działa otwieracz do konserw!"

"Moje życie jest żałosne. Ostatni raz byłem w kobiecie zwiedzając Statuę Wolności."

I ta jego mądrość w wyjątkowo gapowatym wyrazie twarzy:

woody allen

 

 

10:07, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi