Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
sobota, 29 marca 2008
sobota.

Otóż sobota w Dublinie wygląda tak, że idzie się do polskiego sklepu celem zakupu polskiego chleba tudzież mrożonek typu: pyzy ziemniaczane, pyzy ziemniaczane z mięsem, pierogi ruskie produkcji rodzimej oczywiście. W drodze do sklepu moknie się, gdyż wychodząc kilka minut temu nic nie wskazywało na obfitą ulewę. Wraca się do domu zlanym i wkur*** zarazem. Bo jedno jakby idzie w parze z drugim. W moim przypadku w każdym razie idzie.

Po czym wychodzi słońce. Jego promienie pukają nam subtelnie w szybę, wołają: chodź pusta_literatko na dwór, nie siedź tak w domu! Więc wychodzimy na patio, na rozmowę ze słoneczkiem. Radośnie siadamy na ławeczce, absorbując deszczyk z ławeczki w nasze cztery litery oraz resztki promyków z nieba. Bowiem za moment wiucha jak trzeba!

Nerki owiane, nerwy zszargane.

Ale, ale, ale. Z odsieczą przychodzi ciepła myśl wieczorna. W sobotę w Dublinie będziem uprawiać hazard przy winie! Mamy tu bowiem grę planszową pod tytułem EŁROBIZNES, proszę PaPaństwa i nie zawahamy się jej użyć.

Najbardziej chciałabym mieć Szwecję i RFN, drogi pamiętniczku. Albo Austrię, bo jest taka karteczka: WRACASZ DO WIEDNIA. NIE PRZECHODZISZ PRZEZ START. NIE OTRZYMUJESZ 400$.

CZYmajcie kciuki, co? ;]

 

czwartek, 27 marca 2008
wuwuwu.naszaklasa.peel

Cytat, który to wyszperalim na forum najlepszych tekstów belfrów pewnego liceum ogólnokształcącego. Tym śmieszniejszy, bo z ust samego tatusia-wuefisty JeszczeNieMęża ;P

"Dziś na lekcji podzielimy się na trzy sekcje. 1. Piłka nożna 2. Ping-pong 3. Koszykówka. Z czego piłki nożnej nie będzie, bo jest za zimno... acha no i pin-ponga też nie, bo nie ma piłeczek".

 

15:03, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 marca 2008
olany poniedziałek.

Nikt mnie nie o(b)lał.

Ja nikogo nie o(b)lałam.

Nastrój, pogoda czy zanik tradycji?

piątek, 21 marca 2008
wuwuwu.naszaklasa.peel

Ja to tylko tyle chciałam napisać, że jak otrzymam jeszcze jedne życzonka o treści:

Wiosenny ranek i świąt** słoneczny,
koszyk pisanek i stół świąteczny,
zając z paczkami cicho się skrada
i dyngusowy deszczyk już pada
Świat cały śpiewa na Zmartwychwstanie
"Niech radość w sercach długo zostanie".

lub inne śniegi po pachy, smaczne kiełbachy, do nieba choinki, opłatki, szynki. Tfu, to nie te święta!

to ja w ramach zajączka puszczę pawia.

______________

** świąt? bo po mojemu świat. spamowo dostaję wersję świąt słoneczny. A może tak ma być.  E, pewnie się nie znam, a jak zwykle czepiam.

A gdybyśmy się tak nie widzieli do niedzieli, to ja Wam życzę, mili moi VIDE poezja wyżej heh.

czwartek, 20 marca 2008
aneks do saint Patrick.

Gdyż na uwagę zasługuje też pan saksofonista, który znalazł się w kadrze mojego obiektywu pstryk za pstrykiem.

aneks św. Patryk

aneks św. Patryk

Ten mętny wzrok, ten język zwieszony na brodzie, ta pochylona ku ziemi postura. No ale dajcież spokój, kto to widział tyle dmuchać! ;P

poniedziałek, 17 marca 2008
świętego Patryka.

Retrospekcja nr 1 z obchodów tegoż święta 2006 roku:

I co z tego, że dziś Irlandia postawiona na baczność oddaje hołd swojemu patronowi, że stolica kraju pęka w szwach od gości tak zwanych napływowych, że na O'Connell street parada goni paradę: klauny na szczudłach, żonglerzy z piłeczkami, wojska z doboszami, Szkoci w kiltach, kibice rugby z Islandii i w ogóle Rio De Janeiro w Dublinie, że wszędzie pełno "kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku"...... jak ja cały boży dzień będę ślęczeć w pracy?!

I co z tego, że w związku z powyższym jest Bank of Holiday i że w związku z tym za podwójną stawkę?!

Retrospekcja nr 2 z obchodów tegoż święta 2007 roku:

Weekend przebiegł pod patronatem św. Patryka. Czysty przypadek, lecz tym niemniej z powodów osobistych uczciłam go należycie. Pub, zielone piwo i pokaz tańców irlandzkich. Wrocławski klub wizualizacją mocno odbiegał od ichniego, piwo smakowało inaczej (stawiam, że to zwykły piast sprytnie zabarwiony płynem do naczyń marki Ludwik), ale ojtam!Wyskakałam się, powydzierałam, kac był, więc wszystko poszło zgodnie z planem.

Ku zdziwieniu własnemu w chaosie nut celtycko-polskich zatęskniłam za Irlandią. Pobieżnie, acz szczerze.

Relacja z dziś:

Wciśnięta w tłum pomalowanych na zielono twarzy, zielonych kapeluszy, dyndajacych koniczynek, usiłowałam cokolwiek zobaczyć, stając na palcach i zadzierając wysoko łepetynę. W efekcie widziałam jeno większych gabarytów kurioza, którymi to majtało na wyjątkowo przejrzystym dziś irlandzkim niebie. Resztę zobaczyłam w domu. Na filmikach i zdjęciach ;) Oto kilka:

św. Patryk

św. Patryk

św. Patryk

św. Patryk

św. Patryk

Reasumując, tyleż samo w tym dniu kiczu, ileż entuzjazmu.

I to mi się w Irlandii, mimo wszystko, podoba!

niedziela, 16 marca 2008
eurowizja 2008.

Dziś będzie jak w tytule, bo mi się artykuł nawinął.

Hiszpanię reprezentuje koleś, który wymyślił parodystyczny kawałek jako ripostę na żenujący w ostatnich latach poziom eurowizji.

Irlandię bekająca kukła, która cieszy się większą popularnością niż sam patron kraju.  

Polskę Isis Gee. Kim jest, kurna, ta pani i w ogóle skąd się wzięła?! Wie kto?!

Tak, tak zdaję sobie sprawę, że ów festiwal już dawno zszedł na przysłowiowe psy i żaden światły, inteligentny, ceniący sobie wysoką kulturę osobistą człowiek nie śledzi tego badziewia.

Ja śledzę.

Wnioski na mój temat niemile widziane! No! ;]

piątek, 14 marca 2008
matko!

alem rada! W chwili, kiedy już zupełnie spisałam siebie na straty moralno-egzystencjalne w kraju św. Patryka (ależ literatko, czemuż to ach czemuż? :P), przypomniałam sobie o istnieniu programu pierwszego i trzeciego polskiego radia!

Se siedzę i se słucham onlajn. Non stop! Na przemian. To jazz, to blues, to jakieś kurna perełki starsze od moich rodziców razem podliczonych rocznikowo, to słuchowisko dla dzieci, to czytanie dla dorosłych, to konkurs, to z kraju, to ze świata, to zapraszamy do reklamy, to żegnamy reklamy.

Dziękuję Ci estidżonson, dziękuję Ci omo! ;]

środa, 12 marca 2008
powiem Wam w tajemnicy, że

kiedyś pojadę na Ukrainę.

Pojem blinów i gałuszków, popiję ichniejszego samogonu, poczerpię wodę ze studni, spiszę mądrości starych ludzi, pobiegam boso po trawie, wydoję krowę, a potem stanę oko w oko z Krymem. Krzyknę wówczas z całych sił: "uparcie i skrycie kocham Cię życie"! Okoliczne sroki okrążą moje loki.

A Wy? Gdzie pojedziecie? Kiedyś...

pług

niedziela, 09 marca 2008
kobiece myśli nietrzeźwe,

czyli co pęta się po głowie podpitej pustej_literatki (SIC!) w dniu kobiet. Cytata z wczoraj:

Rzeczywistość czasem skłanie mnie do konstatacji, że ludzie to jednak łebscy są. Zabawni, interesujący, natchnieni, nieomylni, nieprzewidywalni, wkurwiający - często. Ale że łebscy, co to prostolinijnie i skutecznie potrafią rozwiązywać osobiste zagadki - to rzadkość.

Jaka jest więc nierzeczywistość? No musi być inna, nie może być taka sama!

Wydłubuję z czasu sprężynki i prostuję. Podobnie bawię się własnymi lokami. Zanurzam w nich dłoń, przejeżdżam po głowie, zawsze między palcami pozostaje kilka włosów. Oplatają rękę niczym trujący bluszcz frontową ścianę zapuszczonego domu. Tworzą urojone linie papilarne, z których nawet wprawiony chiromanta nic nie wyczyta. Nie wiem, tylko czy tam po prostu nic nie jest napisane czy napisane po starofrygijsku?

No i znów, panie Mickiewicz, muszę się z panem zgodzić: kobieta to puch marny.

Figlarny acz elementarny.

________________________________________

Jakieś pomysły na terapię? ;]

piątek, 07 marca 2008
strzelają na bloxie, więc podnoszę pokornie ręce do góry :)

Znowu jakieś, kurna, łańcuszki szaleją wśród braci bloxowej. Mam już dwa w plecy i nie wiem doprawdy jak nadrobię zaległości ;)

Tym razem należy zabłysnąć 6 śmiesznymi, nieważnymi rzeczami na swój temat. Innymi słowy, po raz enty udowodnić czytaczom, że wchodzenie na naszą stronę jest kompletną pomyłką z ich strony, bowiem nic ciekawego tu nie znajdą oprócz paru idiotycznych odautorskich wynurzeń może i ładnie napisanych, ale jakże głupich ;)

Należy też podać linki osób, które w nas strzeliły oraz linki osób, w które my celujemy. Wspaniałomyślnych złośliwców wymienię ochoczo: uzdolniona sowikoj oraz uroczo pyskaty burzochron (ktoś jeszcze?) Dziękuję kobietki! :P Sama zaś nikogo nie wkopię, bo mniemam, że większość wkopana. Akcja przecież trwa od dwóch tygodni :) 

Zatem proszę bardzo:

1. Znam na pamięć całą "Redutę Ordona" oraz wiele innych krótszych wierszyków, które potrafię w łóżku przed snem recytować jeden za drugim. Nie ma szans, by mi przerwać.

2. Niezależnie czy obok kogoś idę, czy siedzę, czy leżę, muszę być po jego prawej stronie. Mu-szę!

3. Przez cały proces gotowania makaronu patrzę w garnek.

4. Jem pomidora z cukrem.

5. Myję zęby, chodząc.

6. Sikam zawsze na ostatnią chwilę.

_______________________________

Ktoś się uśmiał - to dobrze. Ktoś zniesmaczył - też dobrze :P

 

18:19, pusta_literatka
Link Komentarze (16) »
środa, 05 marca 2008
"to nie jest kraj dla starych ludzi".

Usiadłam przed monitorem.

Enter był pierwszym klockiem, jaki pchnęłam palcem wskazującym.

Potem już nastąpił nieoczekiwany efekt domina. Film, kadr po kadrze strącał moje wcześniejsze emocje, popychając w kolejne. W zwolnionym tempie, w westernowej, niemal księżycowej scenerii, gdzie popis biegłości reżyserskiej to zmuszał mnie do otwierania szeroko oczu, to do mocnego ich mrużenia.

A w całość powtykana humanistyczna refleksja i czarny humor:

- Jeśli nie wrócę, powiedz mojej matce, że ją kochałem.

- Przecież Twoja matka nie żyje.

- Słusznie. Sam jej więc powiem.

Posiłkując się tytułem: To nie jest film dla wrażliwych ludzi.

niedziela, 02 marca 2008
dziś Heleny, czyli u babci na imieninach, czyli retrospekcja pióra wnuczki.

Mojej drugiej babci Helena na imię. Toteż ma imieniny. Dziś.

Nieobecnam, więc choć przytoczę relację sprzed roku.

Oto relacja sprzed roku:

Skład: nasza rodzina o chińskim schemacie 2+1, babcia-solenizantka i pan babci-solenizantki.

Babcia podczas całej ceremonii odzywała się sporadycznie  jednym monotematycznym zdaniem "jedzcie dzieci", zaś wodzirejem był pan babci.  

Pan babci jest miłym, mądrym starszym człowiekiem z jedną MALUTKĄ wadą - pierońsko dużo gada! Tematyka urodzinowych opowieści kręciła się tym razem wokół historii naszego miasteczka (tam gdzie szewc był kowal, dawny budynek 32 to obecna 16, prezes GS-u to stary komunista, stąd jest honorowym obywatelem miasta, sąsiad spod 5 był obrzezany, acz nie jest to informacja sprawdzona itd.itd.) 

Po godzinie poddałam się. Reszta tuż po mnie. Jedynym wolnym słuchaczem ostał się, o dziwo! tato. O dziwo, bo generalnie nie jest sympatykiem owego pana. Po pięciu głębszych nawet nie tylko słuchał jak świnia grzmotów, ale i wnikliwie pytał.  

Reasumując: pytaniom i ziewaniom nie było końca...

Mnie tylko zastanawiają relacje: babcia - pan babci. Bo jeśli związek ten polega na tym, że pan gada a babcia słucha, to czy nie ekonomiczniej byłoby kupić sobie radio?  

Bo mniej zobowiązująco na pewno.

___________________________________

Ciekawam, jak przebiega dzisiejszy wieczorek... ;)

sobota, 01 marca 2008
dotyk

intelektualnej niemocy odczuwam organoleptycznie. Wzdłuż linii kręgosłupa. Więc Państwo wyb (P) aczą natenczas...

Może jak zjem bigos, to mi się polepszy.

Bo robię. Dosłownie i w przenośni ;]

dodajdo.com Najlepsze Blogi