Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
poniedziałek, 16 marca 2009
brak tytułu to też tytuł.

Przeczytałam, że Kasia Cichopek została najbardziej wpływową Polką Roku. Czy zatem ona mogłaby łaskawie wpłynąć na moje samopoczucie?
Nie? Tak myślałam, cholera!

W związku z tym, że ja absolutnie nie wiem, co ze sobą począć i chyba wkrótce oszaleję.
Że na dworze przedwiośnie, a we mnie żniwa i głupota ludzka zbiera swoje plony.
To ja nieparlamentarnie oświadczam, że to wszystko pierdolę.


I czekam na wiosnę.

___________________________________________ UPDATE:

Ja powiedziałam p i e r d o l ę ?!

Eee, niemożliwe, wszak damą jestem.

Bez łasiczki, niemniej damą.

13:30, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
niedziela, 15 marca 2009
"ale za to niedziela, ale za to niedziela..."

Gin lubuski z tonikiem kinley doprowadził mnie wczoraj do stanu skomplikowanego w swej złożoności. Dziś czuję się zatem źle. A nawet bardzo źle. Aspiryna C i rosół pitny na zmianę.

Wczoraj w tymże stanie doszłam do wniosku, że nigdy nie przeczytałam "Konopielki". Zaordynowałam sobie więc przed północą wersję audio wyśmienitej interpretacji Siemiona. Ubawiłam się przednio, ale dla potwierdzenia, że mnie styl Redlińskiego rzeczywiście śmieszy, wysłucham jeszcze raz na trzeźwo. Dziś. Później. Po korepetycjach. Bo mam za 3 h.

I do tego czasu muszę epatować otwartością, elokwencją i wiedzą w tematyce fu-ne-ral-nej, gdyż tegoż dotyczą nasze lekcje okołomaturalne.

Mój osobisty anioł stróż a może właściwie diabeł znów powiedział, żem irytująca trajkota podobna do jego sióstr, i że czas wyjść z tego kurnika. Martwi mnie fakt, że do paź-dzier-ni-ka on ma do wykorzystania dwa ty-sią-ce minut, ponieważ pewnie jeszcze nie raz usłyszę via telefon "zrób coś wreszcie ze swoim życiem!", "marnujesz się!, "Ciebie to się powinno zdrowo opier***!".

A sam też ma nierówno pod sufitem tak między nami, bo wiadomym jest, że ja przyciągam pomyleńców.

11:52, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 marca 2009
sobota, godz. 7:12.

Telefon stacjonarny, więc nie do mnie. Odbieram, bo nikt nie raczy w drugim pokoju tego uczynić:

- Słucham.
- Szczęść Boże.
- yyyy (po chwili) Szczęść Boże.
- Tu wasz proboszcz. Dzwonię, jak obiecałem.
- yyyy (se myślę, pięknie, czas na ostatnie namaszczenie w związku z tą MARTFOTOM MOJOM).
- Ja już czuję się lepiej to dzwonię.
- (KSIONC, najwyraźniej nie mogąc podłapać ze mną dialogu, upewnia się): Dodzwoniłem się do państwa Jankowskich, tak?
- Nie (odpowiadam zgodnie z prawdą) Dodzwonił się Pan.. yyy KSIONC znaczy do państwa X).
- A to szczęść Boże.

Jeśli czytają mnie państwo Jankowscy, to ja uprzejmie donoszę, że KSIONC czuje się lepiej. Wiem, bo mi sam doniósł. O 7:12!

10:49, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 marca 2009
literatka - teoretyk.

Odkąd pamiętam stroną startową w moim kompie była gazeta.pl. Kilka dni temu postanowiłam polubić wirtualną Polszę, to wirtualna Polsza zmieniła szatę graficzną. Wszędy złośliwość wokół literatki, doprawdy!

Następny problem to chłopy, a dokładniej "Chłopi". Źle mi się czyta, bo jestem jeszcze na początku i zbyt dobrze pamiętam fragmenty. Póki co, nie poddaję się.

Zastanawia mnie dlaczego wciąż nie mam grypy. Podczas gdy wszys-cy mają. Wszys-cy! Nie, żebym się jakoś mocno domagała, ale na ogół to ja inaugurowałam choróbsko, którym zarażałam rodzinę, znajomych, sąsiadów, całą mieścinę. A teraz nic mnie nie bierze.
Mam dwie teorie:

1. Albo to cudotwórcze działanie tranu z wątroby dorsza w kapsułkach, jaki łykam każdego poranka po śniadaniu.
2. Albo ja już jestem MARTFA.

18:32, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 12 marca 2009
scrabble - love story ;]

Swego czasu grałam nałogowo. Sieciowo w dodatku, gdzie stan zafascynowania samą grą przerodził się w stan zafascynowania pewnym graczem. Oszalałam na jego punkcie. Ze wzajemnością zresztą, która odbijała mi się długo i niezbyt zdrowo. Pan był mądry, elokwentny, oczytany, przez co ujął mnie dokumentnie. Zapomniał jednak w tej fascynacji zdradzić swój wiek. Zapomniał, całkiem zrozumiale w sumie, bo W JEGO WIEKU skleroza jest częstą przypadłością...
Było darcie szat, rozpacz i ogólna utrata sensu życia. Moja i jego.
Normalnie kochankowie z Werony - eksternistyczna wersja dwudziestopierwszowieczna ;]

W porę jednak się ocknęłam, znajomość ucięłam, gdyż w geriatrii, nawet tej wybitnie inteligentnej, nie gustuję. Dziś, po 6 (?), 7 (?) latach pan doktor socjologii łódzkiej uczelni w obliczu przerażającej samotności życiowej przemówił do mnie drogą SMS-ową w te słowa:

Wydoroślałaś już?

Yyyy...

Takie kobiety jak ja nie dorośleją nigdy! Ale pan doktor, mimo posiadania niewątpliwej wiedzy, zdaje się o tym nie wie - pomyślałam, w niebyt śląc jego pytanie retoryczne.

Debil!

21:43, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
o!

Wczoraj, latając SŁUŻBOWO po uzdrowiskowych korytarzach w marmurach, pomyślałam, że dobrze by mi zrobiło takie sanatorium z zabiegami od rana do wieczora. Przechadzałabym się w szlafroku, szurając miękkimi kapciami, pławiła w narożnych wannach, z algami na buzi, z błotem na biuście, z igliwiami na ... dupie ;)
A na wieczorku zapoznawczym szarpałabym emocjami panów w wieku starczym, ostentacyjnie zamykając przed ich nosem drzwi mojej alkowy.

O!

15:26, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
środa, 11 marca 2009
"kiedyś pracowałam w firmie, która swoją siedzibę miała na zapleczu sklepu z japońskimi częściami samochodowymi".

Dziś podczas luźnej rozmowy powiedziałam, że kiedyś pracowałam w firmie, która swoją siedzibę miała na zapleczu sklepu z japońskimi częściami samochodowymi. I to zdanie wywołało salwę śmiechu, choć ja nie wiem, dlaczego, bowiem naprawdę kiedyś pracowałam w firmie, która swoją siedzibę miała na zapleczu sklepu z japońskimi częściami samochodowymi ;]

Nad głową wisiały mi opony, a pod nogami miałam skrzynki ze śrubkami i kluczami bynajmniej nie wiolinowymi. Oczywiście, że śmierdziało. Oczywiście, że mało przytulnie. Oczywiście, że dość szybko podziękowałam.

Tym niemniej w SIVI mogę sobie teraz bez wyrzutów wpisywać, żem pracowała we firmie finansowej, w dziale weryfikacji. Pierwsza i zdaje się ostatnia moja przygoda z rachunkowością na taką skalę. Na pamiątkę został mi kubek od szefa. Z logo ŻAGLA. 

P.S. O nominacjach bloga mego napiszę, gdy się ogarnę. Na razie zbyt mocno rażą mnie jupitery ;]

20:12, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 marca 2009
veto.

Kocham Kino dziesięć minut po północy, tak?!
No to ja specjalistom od przemyślanych zmian w programie tivi gratuluję taktyki.
Kto to, kurna, będzie oglądał? Bezrobotny pan Zenon?
On woli różową landrynkę i jej podobne, podczas gdy jego żona smacznie zażywa snu twarzą do ściany.

W ramach protestu idę czytać "Chłopów". Tak, tak. Reymontowskich "Chłopów". W ogólniaku nie doczytałam, na studiach nie doczytałam. Daję sobie ostatnią szansę. No co. Hart ducha ćwiczę. Na chłopach ;]

18:24, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 09 marca 2009
pomarańczowa belka doradcza?

Admini bloxa udoskonalają nasz przytulny kącik grafomański. Oj, udoskonalają. Wmontowali pomarańczową belkę! I ja już abstrahuję od tego, iż ów pomarańcz z moim brudnym różem nie koresponduje wcale i mi zaburza estetyczną formę strony, ale jakby nie dostrzegam celu całego przedsięwzięcia. Belka ma, ponoć, za zadanie wyławiać blogi podobne do naszego, żeby no nie wiem, wejść, rzucić okiem na treść, zalinkować - jeśli treść nam odpowiada, wirtualnie poklepać po wirtualnych plecach. No i powiedzmy, że zgoda, tylko wg adminów mój blog jest podobny do czterech innych o następujących treściach:

1. Coś w tytule z Don Kichotem - zawartość też jakaś taka Cervantesowska. Smętnie i przydługawo jak na moją niecierpliwość życiową. Z poważaniem Dulcynea.

2. Coś w tytule z mgłą - blog dla dorosłych, więc musiałam zapewnić bloxa (bloxowi?), że skończyłam lat 18 i on mnie wtedy tam wpuścił. A tam sodomia i gomoria. Jakaś zdolna lingwistycznie (SIC!) nimfetka opisuje swoje przygody na przemian z pragnieniami w sposób tak sugestywny, że "Pamiętniki Fanny Hill" to przy tym "Wichrowe Wzgórza" i w ogóle "Cichy Don". Wyszłam, bo mnie się gorąco robiło... 

3. Coś w tytule ze ślubem i weselem - yyyyy, że jak???? To jakaś prowokacja? Polazłam. Głównie z ciekawości. Całuśnie i przesłodko. O przyszłym mężusiu, o tortach szesnastopiętrowych z uwieńczonym nań Kominiarczykiem i Pastereczką, o doborze koloru rękawiczek do cieni nad oczami. Na stronie przykuł moją uwagę element ozdobny (?). Taka tabelka z zakochanymi w sobie gołąbkami i ta tabelka odlicza dni do ślubu.
Czy może mi ktoś powiedzieć, po co to? Każdą przyszłą żonę-blogowiczkę czeka taki amok? Mnie też? Ja sobie też taką w przyszłości zainstaluję? W dowód miłości i niedoczekania czy w dowód czego? Zapytuję głównie mężatki, bo mnie to strasznie frapuje.

4. Blog Nieprasującej, którą podlinkuję ochoczo, bowiem, kobita pisze lekkostrawnie i rzeczowo. Oraz CHYBA nie lubi prasować, przez co upatruję w niej bratnią duszę tak z założenia ;)

__________________________

Wczoraj z okazji Dnia Kobiet po raz pierwszy śpiewałam do przysłowiowego kotleta. Niefajnie i mało komfortowo. Jednak.

12:11, pusta_literatka
Link Komentarze (15) »
piątek, 06 marca 2009
nadal.

Nadal mam pstro w głowie i poskręcane włosy.

Nadal ludziom wokół zazdroszczę hipokryzji.

Nadal stawiam zasieki i płoty.

Nadal żyję jakby trochę wyjęta przed nawias.

Nadal tona poczucia winy. A usprawiedliwień nie ma, rozkapryszona jedynaczko!

Niech się, kurna, gmatwa i rozpieprza!
Ja wychodzę.
Wrócę, jak ktoś to wszystko rozpląta i zamiecie. Nie! Nie pod dywan. Na szufelkę i do pieca.

 

21:09, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 marca 2009
chromosomy X i Y.

Postanowiłam w ramach rozrywki umysłowej rozliczyć PIT własny. Z pomocą pomocy rachunkowej z gazety prawnej wyciętej. Jednak jak mi z wyliczeń zaczęło wychodzić, że więcej mam oddać niż zarobiłam, a potem na odwrót, to uznałam, że tego roku również poproszę panią Beatkę, która mi to porachuje w pamięci i w dobre rubryczki powpisuje za paczkę kawy.

Na imieninach babci jadłam TYLKO gołąbki. Sztuk sześć.

Na imieninach taty jadłam TYLKO jajka w sosie tatarskim. Sztuk cztery.

Na zajęciach tanecznych, na które rzecz jasna chadzać nie będę, bo kij od miotły może i jest praktyczny, ale strasznie sztywny i się w kolanach nie ugina, przez co trudno z nim tańczyć, spotkałam koleżankę ze szkoły podstawowej. Ona tam była jako tańcząca, ja jako oddźwierna zasadniczo. I ta koleżanka mi powiedziała, że powinnam ko-niecz-nie postarać się o dziecko, bo szkoda moich genów, bo to dziecko byłoby z pewnością mądre. Hm. I ja tak sobie myślę nieskromnie, że koleżanka moja, oprócz dwójki dzieci, ma też rację absolutną w tym temacie. Ech, gdybym tak te geny połączyła odpowiednio...
Czy jest na sali docent jaki osamotniony z trzema fakultetami? Albo z dwoma w drodze wyjątkowego wyjątku?

21:04, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
środa, 04 marca 2009
dobrze dobrane dobro?

Ściągnęłam.

Jest ślad.

20:17, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 marca 2009
zapaliłabym...

...ale nie palę.

 

08:11, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 marca 2009
wielce prawdopodobna bezdomność.

Istnieje poważne ryzyko, że mnie wkrótce wyrzucą z domu za całokształt. Przechodzę bowiem zbyt późny okres dojrzewania i co się z tym wiąże - bunt nie_do_końca_młodzieńczy. Coś na zasadzie: chcę zostać w swoim świecie, nic o mnie nie wiecie.

Pytanie mam zatem orientacyjne, czy ktoś w razie czego mnie przygarnie?

Ze swojej strony oferuję:

  • cowieczorne opowieści z życia mego szurniętego wzięte lub
  • wyrafinowane milczenie

Elastyczna jestem. Jak dziewicza błona.

08:10, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 01 marca 2009
noce. dwie wersje.

Nocami to jest tak. Albo nie śpię i wtedy mam pewność, że nic durnego mi się nie przyśni. To duży komfort, uwierzcie! Albo śpię i wtedy jest tak:

  1. Nocą podczas snu potrafię wstać, wybebeszyć szafkę z ciuchami, wygrzebać z kopy połgolf na krótki rękaw koloru ekri (nie jest ani ważny, ani ulubiony), po czym wrócić z nim do łóżka, a rano tłumaczyć się gęsto maminie, czemuż tu taki efektowny burdel.
  2. Nocą śni mi się Zbigniew Wodecki, który wpada do mojego mieszkania skoro świt z radosną nowiną, że wygrałam casting "drogi do gwiazd". Kamery z logo TVN, jupitery walące po moich zaspanych oczętach, Wodecki z naręczem kwiatów, a ja w ulubionych wełnianych skarpetkach i ponadczasowej koszuli w czeskie księżniczki.
  3. Nocą śni mi się makaroniarz prosto z Włoch, z którym dawno temu mieszkałam pokój w pokój i nic poza zwykłymi relacjami współlokatorskimi nas nie łączyło. W śnie nas łączy. Jednak dobrodusznie postanawiam oddać go w ręce koleżanki, bo wiem, że ona bardzo chce, a ja praktycznie wcale.
  4. Nocą śni mi się oddział psychiatryczny (częsty leitmotiv!). Zawsze ten sam budynek z czerwonej cegły, te same piętra, ten sam długi korytarz i przeszklone drzwi. Ta sama kapliczka pełna chorych mężczyzn, łypiących na mnie chciwym wzrokiem, przez co trudniej jest mi się skupić na modlitwie. I te same twarze. Debilizm wpisany w ich bruzdy na czołach. Chodzą, szurając miękkimi kapciami w porozciąganych pasiastych pidżamach. Albo leżą. Obłożnie. W łóżkach z bocznymi drabinkami. Boję się ich panicznie, ale brnę w szpitalne sale. Zaglądam im w mętne oczy, o niczym nie myśląc. Nie są mi obojętni, ale też nie wywołują współczucia. Nigdy nie wiem, co tak naprawdę tam robię. Nie jestem ani pacjentką, ani lekarzem.

Zdaniem Freuda sny są odzwierciedleniem duszy, tak???

No to ja, kuźwa, swoją oddam ochoczo do lombardu, w zamian biorąc jakąś używaną, nieskomplikowaną duszę miejscowej przekupki lub pani z magla.

15:38, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi