Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
wtorek, 29 kwietnia 2008
dziś w pieszej drodze do pracy wyjątkowo nie sprzyjały mi światła.
Tyle ;)
sobota, 26 kwietnia 2008
tytułu nie będzie, bo nie mam koncepcji.

Cały tydzień przeleciał mi równie żwawo, co i jego początek, w związku z czym nie byłam twórczo dysponowana. Teraz zasadniczo też nie jestem, ale nie ma co czekać na metafory kwietyzmu pełne, co to je sobie wyhoduję w głowie. Pisać trzeba. Cokolwiek. Bo mi czytelnictwo spadnie ;]

Ponieważ zapracowanam wielce była, to całkowicie zapomniałam o Dniu Książki mianowicie, nad czym ubolewam. Dzień Ziemi też był podobno - to jakby obchodzi mnie mniej, choć dla jasności ekologię popieram. Jeszcze jakie święto uszło mojej uwadze?

A wczora z wieczora, kiedy to przygotowywałam sobie kąpiel relaksacyjną piany dove pełną, moja komórka też postanowiła się wykąpać. Prosto z kieszeni mych sztruksów dała nura w otchłań wanienną.

Nie działa do teraz!

poniedziałek, 21 kwietnia 2008
wzięte z życia.

Dzień zaczęłam dość żwawo jak na mą flegmatyczną naturę, zrobiwszy obiad o 9. rano mianowicie. Po czym krokiem marszowym udałam się do pracy, w której to krokiem podobnym przemieszczałam się z jednego pięterka na drugie. Schodami, nie windą! Wróciwszy, troskliwie uprałam bieliznę, wywiesiłam gdzie się da, a nie wszędzie się daje, jak wiadomo, i teraz zasadniczo wolnam jak dzik w państwowym lesie.

Jako, że dziś od nie pamiętam kiedy nad Dublinem pojawiło się słońce i ja się tego słońca nachapałam przez szyby okienne, a potem nawet bezpośrednio, a potem znów przez szyby okienne, tyle, że większe, to nastrój mam pogodny i w takimże zamierzam dotrwać sędziwej starości ;)  

niedziela, 20 kwietnia 2008
o pracy ma być, więc będzie.

1. No mam.

2. Entuzjazm jej posiadania zelżał, gdy poznałam arkana.

3. Najgorsze są czwartki i soboty, najlepsze piątki - bo po wypłacie.

4. Ubolewam nad brakiem zegara ściennego w miejscu mojej pracy, bowiem nigdy nie wiem, która jest godzina, a nietaktem jest lukanie w czasomierz komórkowy.

5. Jako kobieta od trzech dni pracująca pragnę donieść, iż w pełni doceniam dobrodziejstwo wolnej niedzieli.

Toteż leżę.

Z nogami w górze.

Z laptopką na brzuchu ;]

środa, 16 kwietnia 2008
praca uszlachetnia.

Dziś życie rozdawało karty.

Trafił mi się as.

Jutro start.

wtorek, 15 kwietnia 2008
wuwuwu.naszaklasa.peel

Komentarz pod jednym z moich zdjęć popełniony przez 14-letnią kuzynkę, której na oczy nie widziałam nigdy, niemniej łączy nas wspólne nazwisko i bezsprzeczne więzi rodzinne zarazem:

EloO kuzynQoO SuperoOwe ZdjąTka!!! PoZDroOOoo BuZziii=***

Yyy.

niedziela, 13 kwietnia 2008
rok 2008 Międzynarodowym Rokiem Ziemniaka.

Wiedzieliśta? Ja byłam przekonana, że to rok Herbertowski heh.

Smażę placki toteż.

ZAWSZE po cztery.

czwartek, 10 kwietnia 2008
WpisNiczymZpamiętnikaZagubionejKurna16-latkiTakaPrawdaNo!

Ja nie jestem taka, jaką widzi mnie świat, świat nie jest taki, jakim ja go widzę.

Państwo wybaczą, jaśniej nie umiem.

Natenczas!

wtorek, 08 kwietnia 2008
wieści bieżące.

JeszczeNieMąż dostał angaż. Niebelejaki angaż, bo w IBM-ie, w którym to będzie testował nie wiem co, on zresztą też nie wie, niemniej się cieszy na samą myśl tegoż testowania za całkiem przyzwoitą stawkę godzinową. Zważywszy na fakt, że w jego życiu to zaledwie drugie interviu ze skutkiem pozytywnym i to w języku niepolskim, muszę przyznać, że ma chłop charakter ;)

Jeśli natomiast rozchodzi się o mnie, to ja odtąd będę pełniła rolę JeszczeNieŻony techniczego pracownika IBM-u i chciałabym po prawdzie, by mnie tak tytułowano na wszelkich firmowych spotkaniach integracyjnych wiadomo gdzie ;P Co robi JeszczeNieŻona techniczego pracownika IBM-u?

Dobre wrażenie!

I ciut gorszy bigos...

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Nelly Rokitowa powiedziała:

"Chciałabym być mądrzejsza i ładniejsza. Mam już trochę lat i szczerze mówiąc, mam wrażenie, że jestem coraz głupsza. Jak miałam 20 lat, uważałam siebie za taką mądrą, myślałam, że wszystko mogę, nawet góry przenosić. A teraz myślę sobie, że dużo nie umiem, jeszcze tyle muszę przeczytać, tyle rzeczy się dowiedzieć. Stąd pewnie wynika poczucie, że mogłabym zrobić więcej i lepiej".

                                      (nieco przeterminowana, bo z 23 marca Angora)

Jezuuuu, do takich wniosków dochodzą ludzie zasiadający w Sejmie???

Mnie wystarczyła Irlandia ;]

sobota, 05 kwietnia 2008
ładne buty!

Nad Dublinem świeci słonko (nie nie nie, nie metaforyczne!), gradusów około 15, a ja, by wyjść na dwór mam do wyboru zimowe siermiężne kozaki lub uniwersalne kapcie domowe (model wsuwany, bez pięty znaczy). Zważywszy na ichniejszy luuuz, to ja bym się nawet zdecydowała na bramkę nr 2, ale na tak zwaną krótką metę. Do sparu i z powrotem. Przyjdzie mi więc ozuć się w obuwie po kolana celem wyprawy obuwniczej. Uuu - jeszcze większe schody, bowiem TU królują ba-le-ri-nki. Suto przyozdobione ce-ki-na-mi.

Czemu nie przywiozłam sobie z Polski wiosennych cichobiegów? Oj to proste. Wylatywałam w styczniu, tak? Zima była, tak? Ograniczony kilogramowo bagaż, tak? No właśnie! Jak jest zima to pusta myśli li i tylko po zimowemu: skarpety z baraniej wełny, szaliki, czapki, rękawiczki, swetry i inne pulowery. Zresztą i tak przekroczyłam limit lotniskowy i kisiele (kiśle?) "słodka chwila" zmuszona byłam poupychać sobie do bocznych kieszonek na wysokości biustu, co niewątpliwie dodało mi splendoru w obliczu wrocławskich panów celników ;P

Tyle w kwestii obuwia czy tam kisieli (kiślów? kisielów?) Matko, uwsteczniam się! ;) Czas wracać i przysiąść nad gramatyką opisową języka polskiego, która nudna jest coprawda jak martwa natura pędzla Czapskiego Józefa, ale jakże przydatna.

środa, 02 kwietnia 2008
wpis kontrolny

mający na celu uspokojenie czytelników, którzy to wysunęli pochopne wnioski jakoby literatka zeszła z tego świata z powodu konsumpcji nieświeżych mrożonek nabytych w polskim sklepie o wdzięcznej rodzimej nazwie "Polonez" ;)

Otóż żyję, mili Państwo, w hazardowej grze zajęłam brązowy medal (na czworo graczy), więc jest to wynik średnio miażdżący. Zarządzałam Beneluxem, zaś co rundę gościłam w Anglii, w której to zostawiłam wszystkie swoje zielone dolary, plajtując tym samym.

Co poza tym? Kwiecień przyszedł. Do Was też? ;)

dodajdo.com Najlepsze Blogi