Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
niedziela, 29 czerwca 2008
nocne Polaków rozmowy.

Bilet tramwajowy - 1,50. Chleb - 2,50 euro. Pastella z tuńczyka - 2,90. Latte - 3,50. Waniliowy balsam w body shopie - 10 euro. Koszulka w zarze - 11,90. Korale w pull and beer 15,90. Torebka w marksie&spencerze - 29,90. Sukienka w arnotsie - 39,90. Perfumy w debenhamsie - 49. Nocna rozmowa telefoniczna z naprutym, acz bliskim mi wielce kolegą - bezcenna.

I ten jego wtręt w co 4 zdaniu: "Zauważyłaś, że w rozmowie z Tobą co chwilę mówię, o czym ja mówiłem?" ;)

Za wszystko inne zapłacisz kartą mastercard.

piątek, 27 czerwca 2008
wybiła 4:29.

Nie mogę spać.

Czy można odzwyczaić się od snu? Tak normalnie, jak odzwyczaja się od kolejnych pór roku, jedzenia kaszy czy też już niepotrzebnych nam ludzi?
Wówczas mielibyśmy 24 godziny dla siebie, dla swoich myśli, dla swoich potrzeb.
Bo co głowa - to inne potrzeby. Taka moja na przykład... Ooo, ta to ma pragnień!


Słońca! Jeszcze kilka podobnych jak teraz dni z niebem płaczliwym, granatowym i kłębiastym, a ja zwariuję mentalnie!

Coś zaczyna piszczeć. Oj nie w trawie! Wszak nie jestem na łące! Tu, acz nie wiem, gdzie. Nie umiem znaleźć źródła. Nie wiem tylko, czy to w mojej laptopce czy też w mojej głowie.

"A w mojej głowie wojna myśli niespokojnych..."
"Mądrej głowie dość dwie słowie".
"Koń ma duży łeb - niech się martwi".

Jestem głodna.

śniadanie: płatki zbożowe z musli z zimnym mlekiem
II śniadanie: pół tostosowanego cynamonowego bejgla ze słonym masłem
obiad: kilka gryzów chicken panini, plasterek pomidora z mozarellą, reszta do kubła
kolacja: kanapka z żółtym serem i ogórkiem nieskonsumowana do końca.

A jeść? Można się odzwyczaić? Bo ja generalnie z tej czynności czerpię mało radości. Mogłabym śmiało przyjmować pokarmy dożylnie.
Celebrowałabym jedynie picie. Herbaty, kawy, czekolady na gorąco, soków, wina oraz wódki.

Ziewam.

Z proroctw na dzisiejszy poranek: obudzę się z opryszczką na górnej wardze.
Kto się ze mną założy, że tak?
O co?
O kamyk zielony.

wtorek, 24 czerwca 2008
co na to sennik? co na to wróżki? co Wy na to? ;]

Dziś koleżanka w pracy oznajmiła mi, że śniłam się jej minionej nocy - nie pamięta jednak kontekstu. "It łos najs drim" - rzekła.

Leelooo donosi mi na swoich włościach, że u niej również gościłam nocą - nie pamięta jednak kontekstu.

A mnie tymczasem śniła się wojna! Polsko-austriacka! W mojej rodzinnej mieścinie. Alarmy, syreny, niemieckie nawoływania z megafonów, wojsko, pociągi. Mnóstwo nadjeżdżających pociągów z Pragi. I kontrast: długie, współczesne, srebrne, lśniące maszyny pełne starych ludzi z szarymi, płóciennymi tobołkami. Strach, groza, panika! No i wyraźny kontekst! Sytuacyjny kontekst!

Kilka tygodni temu Oświęcim, teraz taki obrazek. Nie wiem, co o tym sądzić, Drogi Pamiętniczku. Czyżbym w poprzednim życiu była pociskiem? A może lufą?

Od czołgu! ;]

poniedziałek, 23 czerwca 2008
historyjka obrazkowa.

W weekend mogłam grzać się tak:

 imbirowa ale grzałam się tak:

coldrex

To przez tę samotną noc... Z miejsca dostałam temperatury, dreszczy no i grypy w ogóle. W tematyce duchowej (nie duchownej) zatem nie mam nic Państwu do powiedzenia, bowiem nie zweryfikowałam czy moje majaki to ingerencja sił nadprzyrodzonych czy też pospolita gorączka sobotniej nocy (SIC!) ;]

sobota, 21 czerwca 2008
"ciemno już, zgasły wszystkie światła, ciemno już, noc nadchodzi głucha".

Ja dziś całą noc sama. Sama jedna w obcym mieszkaniu, obcym mieście, obcym państwie. ROZUMICIE powagę sytuacji?

Musiałam ten fakt tutaj odnotować toteż.  

Co robić? Co robić? Natychmiast zagonić się siłą do snu. Wyłączyć komputer, bo jeszcze niedajboszzz wena przyjdzie i wtedy to już po mnie, po Was i po ptokach. 

No i co najważniejsze, nie parać się paranormalnymi zjawiskami natenczas!

Bo przecież duchów nie ma, prawda? Nie ma, prawda?

<zza kominka dało się słyszeć świst wiatru, chrząknięcie ni to człeka, ni to zwierza, grube story falowały w oknie niczym silikonowy biust Pameli Anderson podczas kręcenia "Słonecznego patrolu">

piątek, 20 czerwca 2008
jadło(?)spis(z).

Truskawek Kce! Mogą być niemyte i prosto z ziemi. Choć nie ukrywam, iż wolałabym ze śmietaną i cukrem, gniecione widelcem.

A kiedy owocują czereśnie? Bo też bym Kciała. Bordowe, słodkie, dojrzałe, niewykluczone, że z robakami. Znów zjadłabym całą torebkę i znów bolałby mnie brzuch. Zawsze boli. Rok w rok. Żadnych wniosków na następne lato. Żad-nych!

I zielonego groszku bym Kciała! Takiego prosto z krzaka. Bez białego robaka. Po nim też mnie boli brzuch. Jak przesadzę. Z jedzeniem przesadzę. Nie sam groszek dosłownie.

A kiedy wschodzi kalarepka? Reflektuję na krojoną w talarki, w soli maczaną.

Skulona w piątym kącie pokoju wymyślam menu...

na życie.  

czwartek, 19 czerwca 2008
Rosja - Szwecja.

JeszczeNieMąż zaaferowany meczem, ja z słuchawkami na uszach, ale słyszę jego komentarze. Uprzednio ustalone kto za kim - ja zawsze w opozycji ;]

J-N-M: Kur**, Rosja poprzeczka. Strzeliliby drugiego gola, ech poprzeczka, kurna no.

Ja (podchwyciwszy): Kurnaaaa nooo.

J-N-M: A Ty co? Przecież za Szwecją jesteś.

Ja: Acha, no tak.

poniedziałek, 16 czerwca 2008
euro 2008 - dykteryjka na otarcie łez.

Futbolem zaczęłam interesować się jakoś mocniej dwa lata temu. Wtedy też dowiedziałam się, co to korner, poznałam arkana karnych i spalonych, wdrażałam się w nazwiska. Oto retrospekcja:

Mecz Polska - nie pamiętam kto. Oglądam z JeszczeNieMężem. Nagle w tv słyszę: "A teraz w polskiej drużynie zmiana. Wejdzie DUDKA".

Ja (polonistka!): DUDKA, to jakaś rodzina tamtego DUDKA?

Kurtyna!  

piątek, 13 czerwca 2008
hipochondria?

O wczorajszej zagrywce sprawiedliwego sędziego angielskiego to ja się nawet nie wypowiem, bo musiałabym klnąć siarczyście, a nie chcę, bo mam bloga kulturalnego ;]

Za to o dzisiejszym mym samopoczuciu dla równowagi się wypowiem. Otóż czuję się źle.

Koleżanka przywiozła prosto z Bangladeszu świeżą anginę, więc ja chyba zanabyłam od niej. Oby anginę! Bo jeśli to malaria czy inny tyfus plamisty to po mnie. Ona zaszczepiona - przeżyje, a jaaa???

Kocham Internet: "Choroby zakaźne w Bangladeszu. Stopień ryzyka - wysoki; choroby przenoszone drogą pokarmową: biegunka bakteryjna, zapalenie wątroby typu A i E, tyfus; choroby przenoszone przez owady: wysokie ryzyko dengi i malarii w niektórych okolicach; choroby przenoszone przez wodę: krętkowica; choroby przenoszone przez zwierzęta: wścieklizna; patogenna odmiana ptasiej grypy H5N1".

Łojesuuu ;]

środa, 11 czerwca 2008
przepis na zupę (chłit maketingowy) ;)

No tak! Człowiek chce się podzielić z bracią bloxową ostatnio obejrzanym filmem, to od razu, że Yntelektualnie ;) Ale fakt, wyższe tony pasują graciarni jak świni siodło, toteż w mig wracam do swego prawdziwego poziomu i napiszę Państwu o tym, jak to przedwczoraj wyszłam z pracy w jednym bucie pracowym, a drugim wyjściowym. Oba czarne, więc nie rzucałam się zanadto w oczy. Tylko szło się jakoś nierówno, bo jeden o powierzchni płaskiej, a drugi na minimalnym podwyższeniu. Tuż za winklem zareagowałam odpowiednio i wróciwszy (pod pozorem nie wzięcia jacketu), ozułam się poprawnie.

A dziś gotuję zupę. Składniki oto:

  • ziemniaki
  • marchewka
  • kostka rosołowa knorr
  • kostka wołowa knorr
  • koperek suszony kamis
  • pietruszka suszona kamis i kilka innych kamisów.

No co? Czy ja mówiłam, że to będzie wyszukana polewka syberyjska z soczewicą na maśle i tajskimi krewetkami? ;]

sobota, 07 czerwca 2008
"korowód" Stuhra, Grechuty, nasz.

Stając zapatrzeni w obłoki i niebo
Zapatrzeni w tańcu, zapatrzeni w siebie
Wciąż niepewni siebie, siebie niewiadomi
Pytać wciąż będziemy, pytać po kryjomu [...]

Obejrzałam "Korowód". Udane debiuty, absolutnie sugestywna rola Frycza, typowo Stuhrowska wnikliwość reżyserska.

Tak, podobał mi się. Tak, zadumanam.

Bo, zdaje się, że każdy z nas czasem pędzi w korowodzie tajemnic, kłamstw, strachu, ułudy, zdrady, miłości, pazerności...

Przodem. Tyłem. Bokiem. Podrygując. Poczłapując. Idąc pewnym krokiem.

piątek, 06 czerwca 2008
www.google.pl

Pragnę na łamach mojego bloga pochwalić nowy, pewnie krótkotrwały wizerunek google, który to jest ni mniej ni więcej, tylko wdzięcznym obrazkiem barokowego artysty, Velazqueza.

Bardzo mnie się to zestawienie widzi, bardzo.

velazquez

To była literatka wrażliwa na sztukę. 

A teraz literatka prozaiczno-nieudaczna.

Wychodząc z pokoju do łazienki, łupnęłam całą swą siłą w kanciastą futrynę, zobaczywszy na chwil kilka ciemność na przemian z gwiazdami. Lód prosto z zamrażarki oraz zimne sztućce prosto z suszarki może i ból złagodziły, jednak śliwka pozostaje śliwką. Zdaje się, że na dłużej.

Jutro praca. Wśród ludzi. Obciąć grzywkę do brwi czy opatrzyć czoło plasterkiem z zestawu turystycznego otrzymanego od mamusi na mą drogę cierniowo-obczyźnianą?

Natenczas pomacham sobie metaforycznie wachlarzem tematycznym przez Was sporządzonym ;]

Lepiej.

czwartek, 05 czerwca 2008
napisałabym coś ciekawego,

ale nie bardzo mam o czym.

P.s. Propozycje tematyczne można podsyłać w komentarzach. Najciekawsze zostaną uwzględnione na włościach graciarni ;]

niedziela, 01 czerwca 2008
Polaki - buraki.

Ponieważ czasem dobrze jest pointegrować się pracowo, tak też uczynił JeszczeNieMąż, przyjmując (bez zupełnego przekonania) propozycję wspólnej wycieczki samochodowej po zakamarkach irlandzkich z dwoma kolegami z IBM-a. Plus ja.

Całą niedzielę biernie lansowałam się w krwiście czerwonej fieście po tuningu. Z szyberdachem, szerokimi oponami, alufelgami, że hoho, kwadrofonią, z której wypływały niepokojąco namolne łomoty techno. No zasadniczo to każdy się za nami oglądał. Każ-dy! W zakręty wchodziliśmy z 80 na liczniku, autkiem miotnęło, o dziwo, tylko raz, a tematyka rozmów skończyła nam się właściwie już na początku wycieczki.    

Bożesztymój!!!

Nieee, no może i oni są specami w swej dziedzinie, pewnie też znają dobrze angielski, ale jakem żywa, nie wiedziałam, że ludzie z poważnym dyplomem w ręku oraz niemałym stażem w creativach i innych dellach mogą mieć w głowie takie ubytki!

JeszczeNieMąż też nie wiedział. Teraz, kiedy już wie, nie wie, co z tą wiedzą zrobić ;]

Popelina, panie!  

A, widoczki piękne, jakby co. Góry strome, morze wzburzone, wiatr porywisty.

dodajdo.com Najlepsze Blogi