Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
wtorek, 30 czerwca 2009
z serii: religie świata.

Gdy się mieszka w Pituchowie Dolnym i w kiosku ruch-u prosi się panią o BUDDYZM, to można zupełnie gratis dostać wytrzeszcz oczu kioskarki wraz z pytaniem:

- To pani wiarę zmieniaaa?!

- Jeszcze nie. Poczekam z tym na ISLAM - odparłam, wychodząc z kwitkiem.

20:38, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009
obrazek rodzinny.

Zainfekowano mnie dramatem pewnej rodziny. Duchowo zainfekowano. Na tyle, że próbowałam wcielić się w rasowego psychologa i ze spokojem w głosie pytać, radzić, konstatować.
Cholernie trudna rola i raczej syzyfowa.
Bo jak pomóc komuś, kto ma na głowie odpowiedzialność za dwóch synów, w tym jednego z zespołem Downa, dożywotnie umowy rolne w ramach dofinansowań unijnych i męża awanturniko-alkoholika ze zwidami i skłonnościami samobójczymi?

- Bo mogła nie odcinać, jak już wisiał!

Hmm. No jasne, że mogła - w duchu trawię nieswoją wypowiedź - tyle, że z takim psychicznym balastem sama wkrótce zawisłaby w tej samej stodole, na tej samej belce, nad tym samym czerwonym kultywatorem, który pewnie jeszcze nie raz spulchni ich wspólne niwy...

20:15, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 28 czerwca 2009
domniemane cztery kąty.

Nader mi przykro, że nie mogłam z dziewczynami memi poplątać się po ikeach, jyskach i innych wszystko dla domu, celem wciśnięcia swoich trzech groszy w urządzaniu nowych kątów. Na-der!
A nuż złapałabym bakcyla w locie, schowała do kieszeni i zaczęła całkiem realnie myśleć o kupnie przestronnej kawalerki z miejscem na duuuże wyro, intymną lampę nocną, regałem na zbiór książek, toaletką na zbiór kremów, balsamów, mleczek, maseczek, pilingów i kufra kolorówki, z naciskiem na brązy, co czas zmienić, bo wiadomym jest, że brązy na oku postarzają, tak?

Na ścianie jakiś pretensjonalny obrazek (żadne tak Klimty czy Vangogi), na komodzie jakaś pretensjonalna figurka, w barku niepretensjonalna wiśniówka babuni czy tam śliwowica dziadunia.

I biurko. Stanowczo biurko ze stosem papierów ręcznie popisanych, żeby ono (to biurko) pokazywało jakem zapracowana twórczo.
I szafa trzydrzwiowa na sterty łachów, i wieszak na sterty torebek, i lustro, co by luknąć na siebie tuż przed pokazaniem się światu. 
I żeby ta kawalerka balkon miała po długości pokoju. Tamże stoliczek, krzesełko z miękkim obiciem, ażeby mnie się listewki w tyłek nie wrzynały podczas, gdy ja będę spożywała niskokaloryczne śniadanka w fikuśnej halce.

I łazienka z wanną niekoniecznie o bermudzkich kształtach. I kafelki wokół w ciepłych barwach moreli, łamane przez eteryczne ekri, łamane przez gorzką czekoladę. Żadnych kurna delfinków na (g)lazurze, czy muszelek na klapie sedesowej.

Nie wspomniałam nic o kuchni?

Całkiem świadomie. Chyba ;] 

12:04, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
sobota, 27 czerwca 2009
wielka woda.

Z powodu powodzi zalało mi garaż oraz odcięto mnie od świata, do którego mocno chciałam się udać.

11:56, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 czerwca 2009
"the world is out"..

I żeby jasnym było, nie mam też w dupie nagłej śmierci Misia Dżeksona, ale zdzierżyć nie mogę światowej żałoby tych, którzy jeszcze kilka miesięcy temu wieszali na nim przysłowiowe psy, że pedofil, że bankrut, że niezrównoważony psychicznie artysta.

Póki co, żyjmy chwilą, wstrzelmy się w zbiorową żałość, rońmy łzy w beżowe mankiety garsonek, palmy symboliczne świeczki na biurkach oraz gromnice z naklejką Matki Boskiej na parapetach i koniecznie wstawmy zdjęcie umrzyka na naszą-klasę! Bo jak donosi plotek.pl, to wyraz największego hołdu. I doprawdy nieważne, że część małolatów żyjących w dobie Dody i Gosi Andrzejewicz nie zna żadnego kultowego utworu niekwestionowanego króla POP.

14:33, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
wypowiedź antyanalna, acz nieseksualna.

Chciałabym tonem wyluzowanej życiowo pannicy powiedzieć, że "phi, sorry kochani, ale ja mam wszystko w dupie".
Sęk w tym, że nie mam!
Nie mam w dupie:

  • wykonania piętnastu telefonów do ludzi, których nie znam nawet z nazwiska.
  • napisania dziesięciu pism o charakterze chwalebnym, bo o patronat medialny
  • napisania stu pism o charakterze wazeliniarskim, bo do sponsorów
  • zebrań na wyższych szczeblach, gdzie trzeba wykazywać sporo dyplomacji ale i asertywności, bo inaczej przestaną słuchać, szanować i w ogóle.

Wczoraj jednak w sposób bardziej metaforyczny uznano, iż MAM.

Skoro tak, to ja uprzejmie poproszę, by mnie w nią pocałowano!

12:20, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
środa, 24 czerwca 2009
Czemuż to ach czemuż?

Pada od rana. Jak donoszą media, padało całą noc, i poprzednią, i pada od maja zasadniczo. Grożą nam nawet powodzie. Nam, mieszkańcom malowniczej krainy, gdzie zasiali górale żyto, żyyyto, od końca do końca wszystko, wszyyystko.

Na wczoraj miałam ułożyć plan wakacyjny dla dzieci. Nie ułożyłam. Na razie nasuwa mnie się jeden słuszny koncept:
Punkt 1: Brodzenie w dziurawych kaloszach po kałużach.
Podpunkt A: Wykręcanie i suszenie skarpetek na zimnych kaloryferach.
Podpunkt B: Wracanie z katarem po brodę do domu, gdzie czekają na nas stęsknieni rodzice.

Mój tatuś przerzucił się na muzykę poważną. Z Szopenem w roli głównej i jego preludiami. Nie żebym miała coś naprzeciwko, wręcz przeciwnie, tylko czemuż to ach czemuż w taką aurę, a także czemuż to ach czemuż słucha tego od wczoraj cały dom???

Nigdy nie byłam na Ukrainie.
Dawno nie byłam w kinie.
Wszystko minie. 
Oraz płynie.

19:30, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 23 czerwca 2009
pod bieżącą wodą.

Dziś Dzień Ojca, toteż kto takowego posiada, a zapomniał był życzenia złożyć, to może jeszcze naprawić relacje na gruncie: dziecko - rodzic. Ja już oficjałkę mam za sobą, a z powodu braku u nas wody, bo jest awaria, obyło się bez herbatek owocowych, kaw bezkofeinowych i innych napojów wyskokowych.

W pracy oddelegowano mnie na przeszkolenie o organizowaniu imprez masowych, bo jest nowelizacja. Uroczo będzie. Ja, stado policjantów i masa emerytowanych ćwierćinteligentów z agencji ochrony OLD -BOY czy innej OLD-COMANDO. Wrażeniami się podzielę. W lipcu.

Wczoraj, jakby kto nie poczuł na własnej skórze, przyszło do nas kalendarzowe LATO. Temperatura za oknem plus dziewięć, poranne przymrozki, sporadyczne odmrożenia kończyn i uszu tych, co wstają do roboty za piętnaście trzecia. A latem to już widno.

Oraz byłam na wagarach. Tak, na wagarach. Nie poszłam na pewne zajęcia, bo bolał mnie brzuch, a także dlatego, że się nie wyuczyłam czegoś, co pan kazał. Odpuściłam sobie, coby na klasyczną idiotkę nie wyjść. Więcej się to nie powtórzy, obiecuję, Drogi Pamiętniczku.

Moja znajoma wysłała córkę na obóz wędrowny pt. "Wakacje z Bogiem". Gdybym miała dziecko wysłałabym je na Wakacje z Duchami. Chyba więcej wrażeń bym mu zafundowała.

Jutro środa.

18:53, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
www.profeo.pl

Moja znajoma, skądinąd ważna postać w sektorze finansowym, zaprosiła mnie drogą elektroniczną do pewnego portalu społecznościowego, który nie jest naszą_klasą.

Weszłam, zalogowałam się, stworzyłam profil własny i jęłam przechadzać się po gościńcu rzeczonej strony.

Matkojedynoboskokochano!

Większego kolażu kabotyństwa i snobizmu nie widziałam.

Obowiązkowa galeria zdjątek, foteczek, fotosków. Panowie w garniturach, panie w kostiumach. I doprawdy nieważne, że Egipt, że Seszele, że Bora Bora, że Majorka, że na dworze czterdzieści gradusów w cieniu - wszyscy nienagannie ubrani, z pełnym makijażem, z pieskiem mieszczącym się w damskiej torebce, z kotkiem na smyczy, z szynszylem pod krawatem.

Ponadto wszyscy, ale to wszy-scy po siedemnastu fakultetach, po dwudziestu pińciu szkoleniach w zakresie informatyki, turystyki, agroturystyki, logistyki i całej tej jakże modnej sfery PijaRowskiej. Sami konsultanci, same kołcze, bo pospolitym trenerem być to obciach.

Nie ma tam kucharek i kelnerek.
Nie ma operatorów wózków widłowych i spawaczy.
Nie ma szewców i szwaczek.

Nie ma mnie. Już nie ma.

Trudno, nie będę profesjonalistką.

I chyba nawet lepiej się z tym czuję.

18:40, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
sobota, 20 czerwca 2009
tanie gadanie.

Z grubsza rzecz biorąc, poza konsomolskimi pozdrowieniami, nie mam Państwu nic do zaoferowania. Bo tak:

W moim życiu nic przełomowego się nie wydarzyło i raczej nie przewiduję rewolucji. Kiedy mi każą, to pracuję, kiedy jest okazja do słodkiego opier*** to korzystam z dobrodziejstw aż furczy. Za oknem nadal jesień, choć kalendarz ścienny twierdzi inaczej. Dawno też nie miałam grypy. Oraz ospy. Eee, co ja gadam! Ospy to wcale nie miałam i tylko czekać aż mnie przyatakuje kiedyś, w wieku lat 40. jak urodzę akuratnie pierworodne dziecko, co mnie najpierw poczęstuje żółtaczką a potem wysypką. I mi dziury zostaną aż do sędziwej starości. Wszędy.

A w biedronce zakupiłyśmy z mamusią hamak. I gdy zaczęłam dokonywać wizualizacji tegoż, jak wespół zespół zalegniemy na tymże, to dopadła nas taka goopawka, iż mamusia schowała się za regały działu chemicznego, tymczasem ja stałam na środku placu boju rżąc w pasiaty woreczek z naszym nowym nabytkiem.

Oraz mamusia stłukła słoiczek majonezu. I na nowo chichra była.

Po czym opuściłyśmy ów "MARKET". Bez produktu, po który tam się udałyśmy w celach służbowych.

A, i pytanie mam. O so chozi z tą telefonią komórkowo-biedronkową??? To konkurent jest jakiś?

 

20:28, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 czerwca 2009
BLIP 3.

W kolejnym kadrze życia potrzebuję tylko solidnego kija, by od ziemi porządnie się odepchnąć.

poniedziałek, 15 czerwca 2009
BLIP 2.

Ziewając z mocno rozwartym otworem gębowym mam zawsze nieodparte wrażenie, że mogę wchłonąć cały świat na jednym wdechu.

niedziela, 14 czerwca 2009
BLIP 1.

Nieśmiało przysposabiam wieczór, ściągając z siebie pytania, na które nie znam odpowiedzi. 

sobota, 13 czerwca 2009
g_racja!

Kolega mój zdradził mi, że na deskach eksperymentalnego acz ambitnego teatru, bo na Grotowskim bazującym, zauroczył się był pewną Tajlandką, co podobna jest rzekomo do mnie. Hm, pewnie z kolorytu skóry zwłaszcza. I ta Tajlandka ma w sobie ponoć tyle gracji podczas tańca, że mogłaby nią zabić słoniowatego Pudziana.

W związku z tym siedzę teraz i przypatruję się tej swojej gracji.

Gracja jest podparta na łokciach, ziewa raz za razem w sposób mało finezyjny, bo na oścież, oczy podkrążone barwami nadgnitej oberżyny, skręt włosa a'la wczesna Tina Turner.

Taaaa.

 

09:28, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 czerwca 2009
groch z kapustą.

Jeśli się wraca od kosmetyczki i nikt z domowników nie wyraża choćby jednego malutkiego zdanka na temat naszych nowo-wyregulowanych brwi, to wnioski są następujące:

  1. Albo należy zmienić rodzinę
  2. Albo należy zmienić kosmetyczkę

Dwa dni wolnego to stanowczo za mało, by zregenerować siły i nabrać animuszu do pracy. Nadal więc upieram się przy konieczności rychłego wysłania mnie na urlop. Choćby do Koluszek. Choćby w charakterze przesyłki bez adresata.

Tu, gdzie mieszkam, leje równo, toteż rozważam jutrzejsze występy sceniczne w gumowcach. Może to mało eleganckie, ale wobec faktu, iż zewsząd rozpościera się błoto niczym w Nocach i dniach Maryji Dąbrowskiej - jedyne słuszne i praktyczne wyjście.

W kwestii życiowej asertywności u mnie nadal bez zmian. Nie obtańcowałam nieudacznej kelnereczki, którą powinnam była obtańcować. Nie powiedziałam jednemu panu, co o nim myślę, a powinnam była powiedzieć. Nie sprowadziłam na ziemię pewną mocno bezpardonową panienkę, a powinnam była sprowadzić.

Do tego pobito panią Kotkę, co jest pono aktorką, a ja jej nie kojarzę z żadnego filmu, ni teatru.
I jeszcze słowo o japońskiej sondzie, co to miała uderzyć w Księżyc.
Nie uderzyła.
O czym doniesiono mi podczas familijnego grilla. Bo deszcze nie deszcze - sezon grillowy należy rozpocząć, proszę Papaństwa.

 

16:35, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 czerwca 2009
relaks w oparach powyborczych podsumowań.

Pragnę się pochwalić, że dziś przebywam w domu, a nie, jak na ogół, w pracy. Oczywiście, że mnie nie wywalili. PóKiCo.
Normalnie pełna swoboda umysłowa i luz ubraniowy. Grzaneczki z serkiem na śniadanko o godz. 11.00, śniadanko przed telewizorem, w telewizorze tvn 24, w tvn 24 powybory powybory powybory.
I jedna słuszna pointa: NIE MA PROSZĘ PAŃSTWA PRZEGRANYCH. No nie ma i już!
Każdy wygrał, każdy jest dumny, każdy chce dobra dla Polski na arenie europejskiej. Pan Zawisza tyż? Pan Manio Ka tyż? Pani Szczypińska tyż? Tak, wiem oni "podnieśli własne rankingi".

Ja zatem podnoszę filiżankę z kawą. Już czas.

11:51, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
powyborczo.

Doma wróciłam koło pierwszej zero zero, toteż nie można o mnie powiedzieć, że jestem dziś wyspana i pogodna. Oczywiście, że jako znana i nieoceniona komitetowa OJ narobiłam lekkiego bigosu w przesyłaniu danych wyborczych. A juści! Było mnie nie brać. Mówiłam, że nie wiem, nie orientuję się, żem humanistka do tabel nie stworzona wcale a wcale. Póki co poszło na serwery arcyważne i tylko mnie czekać na uprzejmy zwrot ze samej góry.

Co do długiego weekendu, gdzie pewnie każdy ma mocno sprecyzowane plany picia i uczt wszelakich, to ja zainformowuję, że przebywała będę w pracy. Scena, jupitery, mikrofon bezprzewodowy i ja - Agata Młynarska znaczy ;]

Dziś na obiad kotlety.

Z drobiu.

Usatysfakcjonowanam.

12:13, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 czerwca 2009
poranne wstawanie, czyli boskie skaranie!

Dzień zaczęłam uroczo!

O 4.00 obudziłam się z miarowym biciem serca oraz z przeświadczeniem, że zaśpię, a zaspać nie mogłam, gdyż miałam klucze od lokalu wyborczego w pewnej miejscowości. Nastawiłam więc dla pewności budzik w drugim telefonie. Nastawiłam tak niefortunnie, że drzemka włączała mi się przez kolejne trzy godziny i nie mogłam jej za cholerę wyłączyć.
Po obudzeniu prawowitym, chcąc zachowywać się cicho, opuściłam najpierw sobie na nogę pusty kubek, a następnie nie sobie na nogę, a na kuchenną podłogę pusty czajnik. Wstali wszyscy, o dziwo z chęcią niesienia mi pomocy. Odmówiłam, rzecz jasna, zapewniając domowników, że sobie poradzę.

Wyszedłszy z domu, rozłożyłam nad sobą parasol i dopiero w centrum jakiś mocno zawiany koleś, niemniej bardziej przytomny ode mnie, uzmysłowił mi: Pani złoży tą parasolkę, pszzzzz nie pada.

Istotnie, nia padało.

________________________________________________________

Mimo tych chaotycznych splotów wydarzeń, pragnę zaznaczyć, że należy mnie się pełen szacun, bowiem w komisji siedzę nie tylko jako zwykły, pospolity członek, ale jako persona od Obsługi Internetowej. W skrócie OJ - wg ordynacji wyborczej :P

OJ! ;>

18:25, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 czerwca 2009
wybory a ignorancja społeczna.

Temat wyborów już się wszystkim pewnie przejadł, toteż nie będę tu uprawiała ani politycznej agitacji, ani innej niezdrowej nagonki socjo_logicznej, bo doszukiwać się w tym logiki trudno.

Opowiem jeno dykteryjkę z życia wziętą.

Kilka dni temu spotkaliśmy się z wykształconą panią belferką, która to pani belferka będzie w jednym z lokali wyborczych. Na niej to spoczywa przygotowanie pomieszczenia stricte pod 7 czerwca. Zapytujemy więc, czy już tam była, czy są stoły, czy jest urna, czy są obrusy, herby, flagi:

Ja: Pani belferko (tu pada jej imię), a czy jest tam w ogóle flaga unijna?

Pani belferka: Yyyy, a jaka to? To taka z gwiazdkami???

KURTYNA.

17:01, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 czerwca 2009
przyczynek werwy utraconej.

Straciłam zapał. Do wszystkiego. Zasadniczo.

  1. Do pracy - co jest efektem przemęczenia, się umówmy, bo ja ostatnio na urlopie wypoczynkowym byłam ohoho, a możyyy i dalej. Choć w papierach stoi, żem była w lutym całe dwa tygodnie, więc jak się derektor uprze, to mnie nie puści, bo czarno na białem jest, że ja, niżej podpisana pusta urlop odbyłam, i z nowymi siłam do roboty wróciłam.
    Zresztą urlop w lutym! Brał kto?... Tak myślałam!
  2. Do ludzi - co jest efektem przemęczenia, się umówmy, bo ja ostatnio na urlopie wypoczynkowym byłam ohoho... (czyt. punkt 1.)
  3. Do mężczyzn (widzimy różnicę między 2 a 3, tak?) ;] - co jest efektem przemęczenia, się umówmy, bo ja ostatnio na urlopie wypoczynkowym byłam ohoho... (czyt. punkt 1.)
  4. Do życia (w tym do jedzenia oraz do picia) - co jest efektem przemęczenia, się umówmy, bo ja ostatnio na urlopie wypoczynkowym byłam ohoho... (czyt. punkt 1.)

A jak dziś zobaczyłam, że na pewnej prestiżowej (?) uczelni pedagogicznej ćwiczenia z biomedycznych podstaw rozwoju prowadzi pan-lekarz-ginekolog-położnik, co to moją serdeczną koleżankę przewiózłby na tamten świat bez możliwości powrotu, to straciłam także zapał do edukacji! (nie czyt. punktu 1. chyba, że celem utrwalenia zapamiętanych wiadomości).

Świat się kończy, mili Państwo!

ArmaGIEdon.

07:58, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi