Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
piątek, 31 lipca 2009
panowie na budowie.

Od tygodnia obcuję z panami budowlańcami. Ale nienienie, to nie tacyyyy, jak myślicie. Panowie budowlańcy nie dialogują w retoryce:

 Jeb**j no Ździchu w tą dechę porządnie, bo mnie ch** jasny SZCZeli. Nie.

Panowie budowlańcy są naprawdę mili, cierpliwi i kulturalni. Można z nimi porozmawiać o public relation, filmach Tarantino i nadbałtyckiej turystyce.
Panowie budowlańcy są też przede wszystkim zdolni. Z paru drzew wykonali kawał porządnego domku letniskowego. Krateczki, płoteczki, bareczki, słupeczki. I pergole. Ole!

Jeden z panów gotów jest takiż domek, jeno wersja całoroczna mieszkalna, wybudować speszial for mi. A raczej for as. Ja i on. Jedność duszy i ciała. I gospodarstwa domowego.
Rozważam pseudooświadczyny toteż.
Oraz rychły rozwód.
Bez intercyzy naturliś.

Nie mogę doczekać się jutra. Bez konkretnego powodu w sumie. Może za wyjątkiem tego, że po prostu jutro nie będę musiała iść do pracy.
Tak, to wystarczający atut.

18:58, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 lipca 2009
groch z kapustą. na wynos.

Oczywiście, że miałam trzy dni wolnego.
Oczywiście, że nie wypoczęłam wcale, a wręcz wróciłam bardziej zmęczona, bo w towarzystwie, w jakim się znajdowałam nie ma czasu na wypoczynek.
Pęd. Pęd. Pęd.
Lub, jak kto woli, odgłos paszczą: patataj patataj.

Słońce, deszcz, burze, wichury.
Pogaduchy na balkonie przy gwarnej ulicy.
Grill na tarasie przy cichej ulicy.
Babskie głupawki, dżin, babskie goopawki, czinczin, babskie goopawki, piastmocny (wg O. najbardziej obciachowe piwo, jakie wybrałam drogą selekcji, stojąc całe dziesięć minut przed półeczką z asortymentem wiadomym).

Wspomnienia świętej pamięci królika, co z dawien dawna zasiedlał naszą stancję. Królik nazywał się Lilka, jednak gdy okazało się, że Lilka to mężczyzna, przemianowano go (ją?) na Alfreda. Potem Alfred popadł w jakąś skomplikowaną depresję, kręcąc się bez przerwy w kółko (czemu się zupełnie nie dziwię, bo rotacje ludzi na stancji były zbyt wielkie jak na akomodację jednego kłapoucha). W efekcie dostał wylew(uuu).

Z uwag innych: Wygodnie się siedzi na krześle wykonanym z wiadra. Przepis: Plastykowe wiadro wielkości klasycznej należy obrócić do góry dnem, na tymże położyć pokaźny stos książek formatu encyklopedycznego.
- A. na czym Ty siedzisz?
- Na starożytności chyba jakiejś.

Platon się w grobie przewracał normalnie ;]

Usłyszałam także, że pewna pani nazywa się ni mniej ni więcej, tylko Aldona Bobik-Trzepałka.

Oryginalnie.
Nie powiem.

16:48, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 23 lipca 2009
oczień charaszo.

A. powiedziała, że mam skończyć z zawiesistymi notkami, bo ona się o mnie niepokoi.

No to kończę ;]

A w zamian za zawiesistą notkę dowcip będzie. Stary, ale mnie bawi:

Dwaj Rosjanie jadą pociągiem transsyberyjskim.
Wyszli na korytarz zapalić.
Jeden mówi: Zdrastwujtie, kuda jedjosz?
Drugi odpowiada: Ja jedu iz Maskwy w Nowosybirsk.
Kompan na to: Charaszo. Ja jedu iz Nowowosybirska w Maskwu.
Palą dalej, po chwili namysłu jeden z nich mówi z zachwytem w głosie: Wot kurwa tiechnika!

Spasiba,
pusta_literatka

20:29, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
środa, 22 lipca 2009
bo ja.

Bo ja jestem bardzo rozgarniętą, pewną siebie kobietą, co potrafi wydać stanowcze polecenie, rzucić niejedną kurwą w przestrzeń bliższą bądź dalszą, tupnąć i powiedzieć "zamknąć japy, teraz ja mówię"!.

Bo ja mogę epatować radością i optymizmem, hojnie rozdawać rady życiowe tym z pozoru mniej rozgarniętym, co to nie wiedzą, czy być z nim i urodzić mu rozkoszne bobo, czy może zostawić w cholerę i pognać, gdzie pieprz rośnie.

Bo ja zawsze mam na podorędziu złotą myśl, przysłowie macedońskie, fraszkę Sztaudyngera, myśl nieuczesaną Leca, haiku prosto z Japonii.

I co z tego.

Kiedy.

15:25, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 lipca 2009
"windą na szafot".

W telewizji nadawano "Piknik pod wiszącą skałą". Odpuściłam.
racji racjonalnego spędzenia nocy bez niepotrzebnych schiz w enigmatycznym towarzystwie australijskich pensjonarek.

Załączyłam "Windą na szafot". Nie polepszyłam sobie nastroju, to pewne. Ale za to utwierdziłam się w przekonaniu, że klimat kina noir zdecydowanie mi odpowiada. No cooo. Nic na to nie poradzę, że ciągnie mnie w mrok, mgliste światło, cień, duszną atmosferę i chęć przybliżenia się do dziwacznych bohaterów.

Tak. Tak. Tak.
Bo Francja. Bo Miles Davis. Bo Jeanne Moreau.

winda

Po cichu myślę jednak, że film mimo kunsztu nie przetrwał ducha czasu.
W dobie telefonów komórkowych nie powstałby.

Po prostu.

winda

21:46, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 lipca 2009
pawiany wchodzą na ściany.

W zasadzie trudno powiedzieć, jaki to ja mam nastrój. Raczej zły niż dobry. Raczej ponury niż radosny. Raczej marudny niż optymistyczny.
Raczej.

W głowie mnóstwo nowo narodzonych myśli. Jeszcze więcej myśli niedokończonych. Wszystko wokół jakieś takie chrome.

Biała jestem, czepliwa, naburmuszona i mam t-shirt z żyrafą.

A żyrafy, jak wiemy, wchodzą do szafy.

19:31, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lipca 2009
ciocia Krysia.

Z wrocławskiej wycieczki wróciłam cała i zdrowa, czego nie można powiedzieć o wizytowanej przez nas cioci. Czas bowiem coraz okrutniej zaczyna z niej drwić.
Podobno takie jest życie. Szkoda tylko, że w rozdzielaniu ułomności ludzkich nie ma zachowania sensownych proporcji.

Ciocia obdarowywana jest hojnie.
Nazbyt hojnie.
Alzheimerem.
I zdaje się, że to nie koniec przeznaczonych dla niej podarków od losu...

12:24, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lipca 2009
wycieczka familijna.

Już jutro zobaczę Wrocław. Najpierw przez szybę samochodową, później ewentualnie przez balkon zainstalowany w bloku na Nowym Dworze.
To wszystko. Mało. Krótko. A jednak cieszy.

Podejrzę jak się kobiety ubierają. Jakie cienie na oczach mają. A wróciwszy do swojego zaścianka, roztoczę lans.

Skoro tak o lansie, to kompletnie mi odbiło i zamówiłam ciuchy przez Internet. Ani niemierzone toto, ani nie wypróbowane. Ot kapryśnie pozamawiałam trzydziestki szóstki i tylko czekać aż się zacznie zabawa z pocztą polską es.a., bo połowę łachów trza będzie odesłać na koszt nadawcy, czyli mój. Gdyż będą albo za małe, albo za duże. Na bank!

Telefon do babci:

- Babciu, jedziemy o 7. Bądź u mnie parę minut przed.
- Dobrze dziecko, będę o 6.
- Yyy, nie nie, jedziemy o 7. Wystarczy jak będziesz przed 7.
- Ja wiem, tylko muszę przyjść do Ciebie wcześniej, bo nie wiem, jak się ubrać, a mam dwa warianty.

Uhm. Niechaj będzie. Babcia ma dwa warianty, ja zasadniczo żadnego.

Nastawiam więc budzik na 5!
Że za wcześnie?
Nie mam innego wyjścia. Muszę wszak ubrać siebie, a potem ubrać babcię.

Żywię nadzieję, że babcia nie przyjdzie do mnie nago ;]

20:39, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 09 lipca 2009
i o apteczce. i o babuni ;]

Dziś POuPOkarzam się trochę na pewnych zajęciach, nie wiem więc czy dla większej hecy nie założyć kiecki.

Jutro ostatni dzień w pracy przed weekendem.

W sobotę jednodniowa wycieczka do Wrocławia. Z babcią.

Ponadto sezon kukurydziany rozpoczęty. Najadłszy się 5 kolb prosto z gara, rozbolał mnie brzuch.
Raphacholin?
A może mięta? 

16:07, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
środa, 08 lipca 2009
BLIP 4.

Ponieważ w życiu każdego człowieka potrzebne są zmiany, na dobry początek zmieniłam... fundusz emerytalny.

wtorek, 07 lipca 2009
o marzeniach. całkiem przypadkiem.

Od wczoraj czuję się tak, jakby mnie co ze trzy razy połknęło i tyleż samo razy wypluło. Chcąc wyeliminować z dzisiejszych planów drzemkę na łóżku, siedziałam, siedziałam, siedziałam, aż kimnęłam w fotelu.
Ze snu wyrwał mnie telefon od pewnego chłopca z zespołu, który czasem dzwoni w celach służbowych, a czasem, żeby zapytać co tam słychać w naszej instytucji oraz jak się czuję. Zważywszy, iż chłopak jest wielce młodszy ode mnie, dziwię się jego troskliwością o moje zdrowie. No nic, może w przyszłości chce zostać doktorem.

Nie pamiętam, kim ja chciałam być w jego wieku, ale sądząc po wyborze studiów, to chyba nauczycielką języka polskiego, co jest mi wypominane do tej pory przez rodzicieli własnych, bo zdaniem mamusi miałam być lekarzem (brrrr), a zdaniem tatusia - pianistką (cóż).

A gdy byłam w wieku podstawówkowym, to marzyłam o pracy w kiosku ruch-u. Żadna tam modelka z wybiegu czy piosenkarka. Pragnęłam być kioskarką pospolitą, co handluje gazetami. Wyobrażałam sobie, że kiedyś wyląduję w takiej budce 3 metry na 3, będę czasopisma brała do domu i całymi nocami czytała tak, by rogów nie pozaginać.

Teraz to interesuje mnie tylko angaż siedemnastej żony szejka arabskiego ;]

 

17:00, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
niedziela, 05 lipca 2009
róż. nie i już! choć avanti twierdzi inaczej.

Znów mnie dopada nastrój nie do końca radosny, co możnaby zwalić na różne okoliczności przyrody, w jakich przyszło mi żyć. I nie chodzi już o ten cholerny deszcz. Do niego, to powiem Wam, już nawet przywykłam.

Ratując się, jak tylko można, kupiłam wczoraj cichobiegi w kolorze modnym wielce, bo fJoletowym, który tego roku nie nazywa się fJoletowy, a jagodowy. Wiem, bo czytam mądre pisma traktujące o tym właśnie! O pół numeru za duże, ale jak w czubek waty napcham, leżeć będą jak ulał. Oraz błyszczyk w kolorze nude, gdyż jak się eksponuje oczy, to już ust za bardzo nie można. Wiem, bo czytam mądre pisma traktujące o tym właśnie!

A jak już się wyrwę do metropolii to poprawię nastrój torebunią kompletnie niepasującą barwą do obuwia, ponieważ w tym sezonie nie jest to dobrze odbierane w świecie fashion. Wiem, bo czytam mądre pisma traktujące o tym właśnie!

W owych pismach wyczytałam także, że tego lata róż osłodzi bananowe stylizacje. Hm. Może i tak, jednak ja się na bananowo stylizować raczej nie będę. Głównie z praktyczncyh względów. Co by mnie muszki nie obsiadły, zostawiając przy okazji swoje drobne odchody.

Tyle o modzie na dziś.

Prosto z Mediolanu nadawała dla Państwa Ewa Minge.

____________

A pretensjonalny parasol z dołu coś zjadło. Blox?

14:51, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
piątek, 03 lipca 2009
powódź po polsku. po prostu.

Temat powodzi omijałam, bo pojawiał się wszędzie.
Huczało w necie, w prasie, w tvn24 oraz w tvn meteo. Najpierw wszystkich ciekawił, później wszystkim obrzydł. Zwłaszcza wówczas, kiedy u nas spokojnie schodziła woda, a zaaferowani dziennikarze straszyli kolejnymi burzami i zalaniami, do których rzecz jasna nie doszło.

Podobnie jak nie doszło do pomocy tym najbardziej potrzebującym. Przyjechał dolnośląski wojewoda w garniturze, przyjechał Schetyna na sportowo i kilku innych ważnych przyjechało, co by przemówić do zrozpaczonego ludu na tle przerażających obrazów. Właściwie wydukać, że sztaby pracują, że są rezerwy finansowe, że wszystkim pomóc na raz się nie da, bo ludzie sami sobie winni, nie ubezpieczając domów.

I ci, co nie ubezpieczyli, bo trudno im było z głodowych dochodów uciułać dla namolnego agenta kilka setek, dostaną w darach 30 sztuk mydła toaletowego, zgrzewkę wody wysokomineralizowanej i paczkę żywności.

Kto wie, czy nieprzeterminowanej.

08:57, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
środa, 01 lipca 2009
duma. i uprzedzenie?

W pewnym konkursie przyuważono pisaninę literatki, za co została suto wyróżniona. Z tej oto przyczyny rzeczona przechadza się teraz po pokoju własnym z głową trącającą o żyrandol. Duma rozpiera jej wątłe piersi. Grymas ma nieco zmanierowanej artystki. Zapaliłaby, ale nie pali. Wypiłaby, ale jutrzejszy dzień trudno byłoby przeżyć z kacem.
Chodzi zatem.
Prozaicznie.
W te i nazad.

I myśli sobie w duszy, że popełni wreszcie tę cholerną epopeję na miarę czasów, co to ją zekranizują pełnometrażowo, jak również w kawałkach oraz przetłumaczą na pińć języków świata, w tym na środkowosudański. 
Musi tylko poszukać jakiegoś szkieletu, jakiejś kanwy, na której się oprze, bo szczegółów we łbie to ma od cholery. Brakuje kręgosłupa. 

Czasem nawet tego moralnego...

20:47, pusta_literatka
Link Komentarze (18) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi