Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
niedziela, 30 września 2007
lenistwo wtórne.

Marnotrawię czas.

Bez liku.

Bez kitu.

13:30, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 27 września 2007
imienne zaproszenie.
Napisał do mnie Tomasz Stockinger! (tak, tak, ten z Klanu). W skrzynce pocztowej (takiej na drzwich umocowanej) znalazłam list zaadresowany do mnie. Pan aktor wraz z firmą X zapraszają mnie na dwudniową wycieczkę do Lichenia.

dzień 1:

  • przejazd w obie autokarem turystycznym
  • przyjazd do Lichenia i zakwaterowanie w Domu Turysty
  • zwiedzanie bazyliki
  • kolacja (do zamówienia na miejscu za 6 zł.)
  • czas wolny
  • nocleg

dzień 2:

  • śniadanie (do zamówienia na miejscu za 6 zł.)
  • msza św. w kościele św. Doroty
  • możliwość wejścia na Licheńską Golgotę
  • wizyta w Kaplicy Cudownego Źródełka - miejscu licznych uzdrowień
  • spacer po lasku Grąbińskim - miejscu objawień
  • planowany wyjazd z Lichenia - godz. 15.

Ta cała masa atrakcji za jedyne 39,80! Opatrzność boska, jak rozumiem gratis?

I tak sobie myślę, że tym firmom to się nad wyraz nudzi, że już nie wspomnę o aktorach, co to zupełnie stracili rachubę na czym pasuje robić pieniądze a na czym nie. 

I tak sobie rozwijam myśli:

tajemnica: skoro zaproszenie jest skierowane do mnie, to znaczy, że ja ewidentnie się na tę wycieczkę kwalifikuję. Skąd oni o tym wiedzieli?

trop tajemnicy: nie tak dawno pobieżnie zwiedziłam Licheń, TU relacja.

objawienie tajemnicy: Tomasz Stockinger wraz z firmą X czytają mojego bloga, stąd wiedział, że na golgocie nie byłam a najwyraźniej być powinnam.

Mam też w głowie chytry plan i plus wycieczki: za te cztery dychy przejadę się na pielgrzymkę, a w drodze powrotnej, w okolicach lasku antonińskiego pod pozorem siku, prysnę na przełaj do JeszczeNieMęża, uprzednio zostawiając list upchany w siedzenie autobusowe:

Żyję. Wrócę na koszt własny. Nie czekajcie z modlitwą.

;]

12:11, pusta_literatka
Link Komentarze (14) »
wtorek, 25 września 2007
ognista czerwień na głowie drogą do gwiazd.

I gdy tak na tym leżaku leżałam i już zamierzałam rozmyślać wielce, to przyszła sąsiadka z michą prania i jęła to pranie wywieszać, czyniąc mi widoki na śpioszki, podkoszulki, rajtuzki z piętami, rajtuzki bez piętek. Potem zerwał się lekki wietrzyk, który tymiż utensyliami majtał na prawo i lewo, dzięki czemu dolatywała do mnie aromatyczna mżawka dosi z cocolino.

A potem przyszły dzieci tej pani. Dużo dzieci. Ale nie wszystkie, bo wszystkich to jest dziewięcioro! I się zaczął wrzask, pisk, berek, ciuciubabka i w tej przemiłej familijnej atmosferze, to ja nie miałam mocy intelektualnej, by dumać nad znaczeniami baśni wg Bettelheima, ani rolą snów wg Freuda, ani metafizyką Kanta.

Toteż, nie dopatrując się żadnych psychologicznych podteksów moich zakupów, wymyśliłam, że do tych czerwonych butów, to ja nie wymienię teraz extra całej szafy, jeno włosy sobie zafarbuję a'la Ania Wiśniewska.

I wtedy to już mówcie mi gwiazda ;]

___________________________

Kasjo vel entropia uprzejmą była dokonać analizy za mnie, za co dziękuję wielce. Oto:

czerwone buciki - to symbol zmysłowych przyjemnosci (nie tylko seks, dobre jedzenie i taniec, zabawa - też)
Andersen jako protestant bał się, ze przyjemności mogą się wymknąć spod kontroli i zapanować nad człowiekiem
(i będzie tańczyć do wycieńczenia i śmierci).

Kobieta w czerwonych butach jest wyzwolona i prowokująca - może wielu denerwować, ale jeśli umie panować nad hormonami - moze być wolna i szczęśliwa.

Panować nad hormonami. Tylko jak? ;)

14:36, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 24 września 2007
anomalia.

Ciekawam, czy mój kolega i zarazem nie mój dyrektor czyta tego bloga, skoro zadzwonił z ofertą. Wiadomym jest, że kilka dni temu szukałam pracy, tak? Wystraszona rychłym zgonem, tak?

Mija kilka dni a tu telefon od samej góry z propozycją prestiżowej posadki za mniej prestiżowe pieniądze.

Nojezuno, a tak się spokojnie żyło! ;)

W związku z tym, że jesień przyszła to ja się teraz odzieję w bikini i udam na działeczkę, by tam uplasować swe ciało prosto w słonko. Będę rdzawo-brązowa stosownie do pory roku. 

A przy okazji oddam się szerokopojętej refleksji na temat przyjęcia ewentualnej pracy, filozofii Kanta, wpływu księżyca na fazy snu. Jak mi czasu starczy, to przeanalizuję krok po kroku osobistą decyzję zakupu czerwonych butów. Według Bettelheima.

12:31, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
niedziela, 23 września 2007
kobieca decyzja jesienna.

W związku z tym, że jesień przyszła, pojechałam do cukierni po sernik i wróciłam z nowymi butami.

Czer-wo-nymi.

Dla jasności, a raczej niejasności sytuacji dodam, że czerwonego nie cierpię i nie mam ani pół rzeczy w tym kolorze. Za wyjątkiem czerwonych, zabytkowych fig jeszcze ze studniówki mej, czyli bardzo starych, w których już nie chadzam, jeno sentymentalnie przechowuję na tyłach szuflady. 

Ponieważ za moich czasów minister MEN nie wpadł na pomysł amnestii maturalnej, to trzeba było ślepo wierzyć przesądom, co też uczyniłam. I zamiast się uczyć, wciągnęłam krwisto czerwone galoty na le-wą stro-nę i dzięki temu mam egzamin dojrzałości. Polecam!

A wracając do butów, to postawiłam je na dywanie i się im badawczo przyglądam. Kurka, jakie one czerwone!

14:17, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
piątek, 21 września 2007
taka odmiana.

W domu mamy wiadra gruszek, a nad nimi chmary muszek, bo tato przytargał z jakiegoś sadu, gruszki - nie muszki! Gotuję więc kompot. Z nudów. Tato podczas "drelowania" owoców do mnie w te słowa:

- nie drąż w nich za mocno. one są takie brązowe w środku, bo taka odmiana.

Hm. Ok, pomyślałam. Mniej roboty. Nie drążąc ani gruszek, ani tematu, poćwiartowałam, ogonki pourywałam i do gara wrzuciłam.

I teraz w 10 litrowym saganie mamy kompot gruszkowy.

Z robakami.

Taka odmiana.

__________________________

P.S. Zapytuję pierwszą koleżankę wrabiającą oraz drugą koleżankę wrabiającą, czy na łańcuszkowe pytanie dlaczego piszę bloga, mogę odpowiedzieć krótko, acz szczerze, BO MUSZĘ ewentualnie BO JESTEM UZALEŻNIONA? Czy raczej respektowany jest esej z mocno uwypuklonym rysem psychologicznym blogerki, czyli mnie? Jeśli to drugie, to uprasza się o cierpliwość, bowiem wypowiedź muszę skonsultować ze swoim lekarzem-farmaceutą ;)

10:55, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 20 września 2007
"komornik"

i jak ten bezduszny Chyra chciał skonfiskować tej biednej chorej na astmę dziewczynce akordeon, i jak ta dziewczynka stanęła w obronie tego akordeonu, i jak dzielnie ciągnęła za miech, i jak wbiegła jej mama i spotkały się ich oczy,

to ja się rozpłakałam i taka spłakana siedziałam już do końca filmu.

I potem jeszcze z piętnaście minut siedziałam. I tępym wzrokiem prześledziłam całego toto-lotka, expres-lotka, multi-lotka i szczęśliwego numerka.

I dopiero pani Nelly Rokitowa w "Autografach" mnie rozśmieszyła. I swą fizys, i swymi poglądami. Bo co jak co, ale tak tolerancyjnego małżeństwa to ja w życiu nie widziałam. W którym to mąż absolutnie nie ma za złe żonie, że ta ostentacyjnie stanęła po drugiej stronie barykady, i że ten mąż dumny jest ze swej żony, i że wspiera, i że podbudowuje, i daje żonie całkowicie wolną rękę. Ot dyplomacja.

No to ja zapytuję, czy są może na tym świecie młodsze wersje takich liberalnych mężczyzn? Bo mnie jakoś nie dane było spotkać dotychczas. Nie, żebym miała w domu tyrana, ale JeszczeNieMąż jakoś dziwnie lubi wiedzieć o moich planach i jakos dziwnie chce, żebym je z nim konsultowała i jakoś dziwnie stawia mi czasem opór ;)

Pani Rokitowej szczerze zazdroszczę męża. A mężowi spokoju ducha w krakowskich pieleszach życzę.

__________________

P.S. O łańcuszku pamiętam, ale dziś poszłam innym tropem.

11:09, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
wtorek, 18 września 2007
szukam pracy!

Najpopularniejsza w Polsce kobieta pracująca skończyła dziwindziesiontpińć lat! Co jubilatka Kwiatkowska tłumaczy, że ona ten wiek to zawdzięcza pracy i temu na górze (dla unaocznienia wskazała palcem na niebo).

I to mnie trochę zmarwiło, przyznaję. Bowiem jeśli babeczka ma prawie setkę, gdyż ciągle pracowała, a ja siedzę w domu i jakoś mi nie spieszno w obecnym stadium mojego życia do roboty, to z lenistwa zemrę nazbyt szybko. Za młodu znaczy. Bom młoda wciąż, tak?

Zatem w obawie przed rychłym zejściem - szukam pracy! Oto moje sivi (odpis skrócony):

Jestem młoda (sic!), atrakcyjna, elokwentna, ynteligentna i utalentowana. Umiem pisać podania i petycje, odbierać telefony i nadawać faksy, robić odbitki ksero oraz odbierać e-maile. Umiem też prowadzić rozmowy na wysokim poziomie, w których to używam słów zaczerpniętych ze Słownika pod red. Władysława Kopalińskiego. Oto przykłady: koreluje, kompiluje, dywaguje, predyspozycja, adekwatność. Mogę też wtrącać makaronizmy, zwłaszcza łacińskie, które nadadzą dyskusjom humanistycznego poloru. Z rękawa sypię sentencjami, mottami i innymi cytatami z Terencjusza, Wergiliusza, Celsjusza i Norwida.

Dodatkowe atuty:

  • nie jestem Fcale asertywna, toteż mój przyszły pracodawca będzie mógł mną orać jak pługiem skibowym
  • mam kręcone włosy oraz wrodzony artyzm

Z wad to:

  • nie umiem chodzić w szpilkach
  • mało komfortowo czuję się w spódniczkach szerokości paska, podobnież w kostiumach.

Z próśb do mojego przyszłego pracodawcy to mam trzy:

  • chciałabym mieć służbowy telefon komórkowy z nielimitowaną ilością połączeń wychodzących
  • chciałabym mieć ze dwie godziny wyjęte z pracy na czytanie blogów i chodzenie po stronach, które mam w zakładkach: u-lu-bio-ne.
  • pragnęłabym mieć też lunch. Bo jak pracowałam za granicOM, to miałam. W ramach tegoż lunchu dostawałam obiad i w ogóle mogłam sobie wyjść na świeże powietrze lub na kawę wypitą po pańsku przy stoliku na chodniku O'Connelstreet na przykład. To takie europejskie jest. Ten lunch.

P.S. Zdjęcia wyślę tylko zainteresowanym mojOM kandydaturOM.

10:19, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 17 września 2007
dywagacje staropanieńskie. nie inaczej.

Zapomniałam żem dodać, że tegoż łikendu spotkałam się też z zaprzyjaźnionym narzeczeństwem, które to stan ów opuści w sposób przemyślany w lipcu 2008. I znów będzie piękny ślub i wierność po grób i ja się popłaczę, bom wrażliwa.

I tak sobie myślę, że czasem fajnie byłoby posiadać męża. Nie tyle dla samego posiadania, ale dla pewnych form towarzyskich:

- pan pozwoli i pani, że przedstawię mojego męża.

- skonsultuję tę decyzję z mężem przy kolacji.

- nie, męża nie ma w domu, jest w delegacji.

w de-le-ga-cji?! a czy w delegacji to się ustawowo zdradza żony?!

Eee, nieważne.

Zatem suknia biała czy ekri?

Halo, cześć kochanie, bo wiesz, musimy poważnie porozmawiać... ;]

12:43, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
niedziela, 16 września 2007
faceci.

Zapomniałam żem dodać, że na tym spotkaniu wypiłam kawę zbyt późno jak na mój skromny system nerwowy, przez co spać w nocy nie mogłam. Z odsieczą przyszła telewizja polska, której to z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować za urozmaiconą ramówkę dla nocnych marków.

Na jedynce "Straszny film". To co z tego, że parodia? Mnie bardziej straszyło niż śmieszyło!

Na dwójce "Miasteczko Twean Peaks" odcinek któryś tam z kolei, co zbytnio mi nie przeszkadza, bowiem jako zagorzała fanka tej psychodelicznej układanki, mogę oglądać to nawet od tyłu. Mogę, ale nie sama! Bo wtedy się boję. Oglądając z kimś też się zresztą boję, co opisałam dość wnikliwie tu.

Grubo po pierwszej szukam mentalnego wsparcia sms-owego u  JeszczeNieMęża:

Kochanie, naoglądałam się Tłinpiksu i teraz drżę.

Cisza! Cisza! Cisza!

Godz. 10 ra-no otrzymuję odpowiedź:

Nadal się boisz, kochanie?

Nie, no ja go chyba rzucę ;]

15:22, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
sobota, 15 września 2007
"my, Cyganie, co pędzimy z wiatrem".

Wczorajszy babski wieczorek dobrze mi zrobił. Dwie trzydziestki. Jedna to świetnie radząca sobie w pracy kobieta sukcesu, żona oraz szefowa ekipy budowlanej remontującej ich mieszkanie. Druga jest kompletnie w lesie. Ta druga to ja, żeby nie było złudzeń ;)

Takie spotkania uzmysłowiają mi, że chyba najwyższa pora dorosnąć. Tkwię w tych postanowieniach przez dobrych kilka dni niczym peerelowski goździk w celofanie, aż wreszcie mi przechodzi.

Wtedy to znów pakuję swoją dyżurną torbę na kółkach: laptop, 5 kilo ciuchów, 2 kilo kosmetyków, 3 kilo książek i jest bujnie i kraśnie i jadą wozy taborami i "u nas błękit, u nas fiolet, u nas dole i niedole, ale zawsze kolorowo jest wśród nas".

Tylko ile jeszcze?

10:22, pusta_literatka
Link Komentarze (10) »
czwartek, 13 września 2007
constans.

U mnie wszystko po staremu.

Nie przybyło mi zmarszczek, nie zdewociałam, nie chodzę w beżowych garsonkach, nie czytam Danielle Steel.

Cały czas stoję tam, gdzie stałam i na razie nie przewiduję zmian.

Tylko wódka wciąż drożeje ;)

____________________________

Za życzenia blogowej braci dziękuję jak nie wiem co, częstując wszystkich wirtualną lampką szampana ;)

17:08, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 10 września 2007
10 września 1977.

No dobra, skończyłam.

Nie, czytać książkę.

Nie, robić sweter na drutach.

Nie, oglądać film.

Jeno trzydzieści lat skończyłam definitywnie i bezpowrotnie takabrutalnaprawda!

W związku ze związku dotkliwie odczuwam eskalację konfliktu z kalendarzem, drogi pamiętniczku.

 

19:52, pusta_literatka
Link Komentarze (33) »
piątek, 07 września 2007
historia z kotem w tle.

Wygrzebana z pawlacza farelka, co ma za zadanie ocieplać, bardziej charczy i śmierdzi niż ogrzewa.

Nic dziwnego, starsza jest chyba od Krzyżej Wieży w Ząbkowicach.

Dobrze, że nie mam kota. Niegdyś pani od chemii opowiadała nam, że nastawiła sobie takie słoneczko podczas srogiej zimy na full i nim zdążyła wygodnie ułożyć stópki przy ujściu ciepła, uplasował się tam jej pers. Po kilku szturchańcach skapitulowała, udając się w poszukiwanie drugiego piecyka.

W tym czasie pławiący się w gorącu kot nawet nie poczuł, jak mu się plecki przypalają. Dopiero swąd okopconej sierści, pchnął pańcię ratować kota.

Takahistoriapszpaństwa.

Tym niemniej zimno.

14:21, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
czwartek, 06 września 2007
VAT blogowy.

A jakby kto pytał, czy jestem za czy przeciw, to mówię, OCZYWIŚCIE, że przeciw.

No bo jeśli mam płacić podatek za kawałek miejsca w sieci, to spokojnie wrócę do czasów głębokiego L.O, kiedy to swoją twórczość radosną publikowałam w szarym zeszyciku w kratkę.

Odnotować, odfajkować i wysłać na Wiejską. Albo najlepiej prosto do Strasburga!

A jakby kto chciał mnie zamknąć, to poproszę o nasłonecznioną celę z dostępem do książek. A po godzinnym spacerniaku, choć chwil parę w cafe internet, cobym mogła sms-a wysłać z darmowej bramki orange do rodziców o treści:

opieka dobra. jedzenie też.

Co poza tym?

Niebo przecieka.

A ja czytam "Bezgrzeszne lata" Kornela Makuszyńskiego:

Czytałem gdzieś o takim jednym, co życie miał tak ciężkie, że wolał umrzeć zaraz po urodzeniu. Nie miałem nigdy zdolności widzenia rzeczy przyszłych, bo urodziwszy się, zamyśliłem się głęboko, wreszcie, machnąwszy ręką, postanowiłem żyć dalej. Teraz dopiero widzę, że był to z mojej strony pomysł dość niefortunny. Tego samego zdania muszą być nieszczęśliwi czytelnicy moich książek.

Gadanie!

12:57, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
środa, 05 września 2007
"frida".

Mam słabość do filmów biograficznych. Im bardziej maczany w skandalu, tym szerzej otwieram oczy.

Wczoraj "kocham kino" zafundowało mi wycieczkę do Meksyku. Śladami "słonia i gołębicy".

Malowniczo.

Boleśnie.

Z mocno uwypuklonym przez pędzel rysem psychologicznym.

Warto.

14:56, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 września 2007
XIII Wielką Fetę Agroturystyczną uważam za zamkniętą.

Z grubsza rzecz biorąc impreza się udała. Bite trzy dni muzyki różnej jakości, z obecnością trzech gwiazd. Rynkowski, Flinta, Big Cyc, z czego ci ostatni dali naprawdę czadu. Zresztą to, że Skiba jest posiadaczem ciętego języka i wie, co zrobić na scenie, przekonałam się już nie raz.

Czarne chmury wisiały w powietrzu, deszcz wkradał się małymi falami, zwłaszcza gdy ja wyłoniłam się przed publiką. Trema puściła, gdy podczas pierwszej piosenki nie miałam prawie wcale odsłuchu. W efekcie weszłam takt później i tylko wtajemniczeni połapali się o co chodzi piosenkarce, znaczy mnie. Chyba się podobało, o czym świadczą następujące przesłanki ;]

  • gdy zaczęłam śpiewać, część ludzi stojących z dala od sceny, wzięła plastiki piwa pełne i podeszła do płota
  • "kawiarenki" w nieco zmodyfikowanej wersji porwały co odważniejsze (albo bardziej pijane?) pary do tańca
  • kilku podchmielonych, e-me-ry-to-wa-nych fanów klaskało właściwie bez przerwy, drąc się na całe gardło: "dawaj lalunia"
  • był bis. sztuk jeden.

Podsumowanie mogłabym śmiało wkleić z poprzedniego roku - widocznych różnic bowiem nie dostrzegłam. Największym aplauzem cieszyły się utwory szybkie, skoczne, melodyjne, w brzmieniu przypominające muzykę chodnikową. Najmniej kawałki ambitne, co dało się wyczuć podczas wykonywania "małych tęsknot" z rep. Krystyny Prońko. Gdy towarzystwo już subtelnie przechodzilo w stan letargu z odsieczą przyszła "szparka sekretarka" z rep. Maryli Rodowicz.

Na tejże imprezie byłam też odpowiedzialna za festiwal przyśpiewek ludowych i co za tym idzie cała przeprawa z leciwymi, upstrzonymi w barwne zapaski kobitkami. Bite dwie godziny "oj dana dana", "głebokich studzienek" i "zosiek, co izby zamiatają". Był też "zielony mosteczek", co uginasie. Potem już tylko dyplomy, uściski, dłoni, pamiątkowe zdjęcia.

Na charytatywną loterię przyszłam za późno. Może to i lepiej, gdyż w zeszłym roku wygrałam  płytę o wdzięcznym tytule: "ćwicz i chudnij - wersja dla pulchnych".

Ja. Ważąca tyle, co średniej wielkości kura ;]

12:14, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 03 września 2007
m jak miłość i inne, czyli reaktywacja tivi.

I dobrze, że już koniec wakacji.

Przynajmniej zaczną się nowe odcinki seriali.

Ciekawam, czy dobudzą Marka z "M jak miłość".

Jakoś w kwietniu zapadł w śpiączkę ;]

14:36, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
niedziela, 02 września 2007
śpiewająco.

A już za parę godzin stanę na wielkiej scenie i śpiewać będę.

Ja i mikrofon. Duet subtelności i mocy.

Dalej publiczność. Setki głów może zasłuchanych, może rozkołysanych, może podśpiewujących.

A ja nie krzyknę "kocham was wszystkich!".

Bo nie potrafię.

A my tak łatwopalni, tak śmiesznie mali, dosłowni zbyt.

11:57, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi