Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
środa, 31 października 2007
1 listopada tuż tuż.

W związku z jutrzejszym wielokrotnym przeparadowaniem wzdłuż niejednego cmentarza z kwieciem i lampką pod pachą, to my z szanowną mamusią kupiłyśmy sobie po płaszczyku. Moje dwuletnie palto już mi się nieco opatrzyło i przysięgłam, że albo zdążę kupić coś innego, albo 1 listopada wystąpię w kusej, letnio-jesiennej kurteczce i niech mnie na złość całemu światu owieje! (Na szczęście nie owieje, bowiem nowy płaszczyk zakrywa mi i nerki, i pupę, i nawet kawałek podudzia.)

Jeśli zaś chodzi o szanowną mamusię, to ta zaszalała i to już drugi płaszczyk na jej koncie w tym tygodniu (jest środa!). Pierwszy był o tyle trefnym zakupem, że wychodziły z niego pióra. No normalnie jak z powojennej pierzyny. Toteż będąc wczoraj w gościach, pół wizyty skubałam mamę w przedpokoju, bo jej się cały czarny golf obrał i wełniane spodnie też. A mama wyglądała, jakby przed paroma minutami stoczyła nierówny pojedynek z kurnikowym ptactwem domowym.

A jutro to ja raczej nic nie napiszę, bo mi smutno będzie.

Od siedmiu lat to nawet bardzo smutno...

19:51, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 30 października 2007
"Katyń".

Moją rodzinę raczej omijały drastycznie dziejowe burze. Nikt nie zginął w Oświęcimiu, ani w Majdanku, nikt nie był zesłany na Sybir, nikt nie dostał strzału w potylicę w brzozowym lasku kozielskim. Ale dziadek za zbyt jawne głoszenie prawdy o Katyniu swoje pół roku odsiedział w więzieniu. Wyszedł i potem jeszcze długo, aż do śmierci, miał spaczenie zarówno do Niemców, jak i Sowietów. Na tyle silne spaczenie, że w ich domu był zakaz oglądania produkcji naszych sąsiadów i oprawców zarazem.

_________________________

Tuż po premierze "Katynia" pewien krytyk powiedział, że to "nie jest dzieło wybitne, ale na pewno przejmujące".

Gdy skończył się film, na sali panowała tak dojmująca cisza, że moje nieeleganckie siorbnięcie nosem, zabrzmiało jak świętokradztwo.

A potem to już musiałam się znieczulić.

Ginem z tonikiem.

 

10:57, pusta_literatka
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 października 2007
"rambo 2". i już!

Tak sobie wczora z wieczora przekalkulowałam, że skoro dobrotliwy Czas oddaje mi w swej szczodrości godzinę skradzioną wiosną, to ja tę godzinę bezproduktywnie stracę i wyjdzie na 0.

W związku z tym obejrzałam sobie Rambo 2, gdyż akurat leciał na jednym z kanałów tvp! Wyjaśnijmy sobie na początku, że fanką Stallone'a o smutnych oczach spaniela nigdy nie byłam. Nawet w podstawówce kochałam się w bardziej (w moim mniemaniu oczywiście) przystojnych gwiazdorach, pośród których absolutny prym wiódł pan o białych, niemniej ciut końskich zębach - Tom Cruise. Na drugim miejscu stali egzekwo bracia.

Oj nie Kaczyńscy!!!

Bracia Bros - tacy dwaj krótko przystrzyżeni blondyni z kolczykiem w uchu, chustką na głowie i rozdartych na kolanach portkach dżinsowych. I ich imidż ujął mnie chyba najmocniej, bowiem sama eksperymentalnie pocięłam swoje wszystkie de-ka-ty-zo-wa-ne spodnie na wysokości jabłka Adama i w takich zwykłam chadzać.

Potem było jeszcze wielu innych przystojniaków, do których wzdychałam i których sylwetki ozdabiały moją meblościankę, ale o nich może kiedy indziej, bo to temat rzeka.

Wracając do Rambo, to ten zawsze imponował mi li i tylko siłą, życiowym sprytem i oczami zamontowanymi wokół głowy. Jeden przeciwko całemu Wietnamowi. Przez pół filmu tylko z harcerską finką w ręku, dopiero później wyposażony w karabin z niekończącym się magazynkiem. No bohater jak boga kocham!

I żeby nie było, że ten film to arealna i przewidywalna amerykańska produkcja, pozbawiona duszy i mądrości wszelakich, to ja pozwolę sobie zacytować tytułowego bohatera, który to całkiem poważnie odparł po kolejnej rzezi:

"Największą bronią człowieka jest rozum".

I wtedy mnie oświeciło, dlaczego ja czasem taka irytująco bezbronna bywam ;)

15:19, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
piątek, 26 października 2007
"dzieci z Bullerbyn" - skutki lektury.

A wczora z wieczora zapodałam sobie "Dzieci z Bullerbyn" na dividi. Bo nie widziałam.

Któż nie zna przygód szóstki szwedzkich dzieciątek z malowniczej szwedzkiej wioski? Któż z nas w dzieciństwie nie śledził kartka za kartką ich dość prozaicznych losów? Któż z nas nie pamięta pierwszego zdania z owej biblii niemal każdego siedmio (?) ośmiolatka:

"Nazywam się Lisa. Jestem dziewczynką, co chyba od razu widać z imienia".

dzieci z Bullerbyn

Dzieci jak to dzieci są wesołe, naturalne, spontaniczne, miłe. Kochają przyrodę i prawdomówność,  za pośrednictwem pamiętnika jednej z dziewczynek wprowadzają nas w świat ich niegroźnych psot i figli.

Film jednak (widać, nieuważnie czytałam książkę) pokazał mi absolutnie nowy walor wychowawczy powieści i przyznam, że nie do końca pojmuję intencje pani Lindgren. Otóż tytułowe dzieci w ramach czynu społecznego pomagają starszym, a także w ramach szczerych (zapewne) intencji czytają dziadkowi gazety, jakoże on słabo widział.

Tylko dlaczego oni mu czytali ne-kro-lo-gi? :)

I gdy tak sięgam pamięcią wstecz, dociera do mnie, że ja z moją kuzynką też karmiłyśmy naszą prababcię i babcię, chodzącą o kulach, więc nieco odciętą od świata, podobną tematyką.

My przynosiłyśmy ze wsi plotki kogo zabrało pogotowie na sygnale, kto zemdlał w kościele i kto umarł.

Po takiej czarnej serii życie moich przodkiń od razu nabierało innego tempa.

Nie wiedzieć czemu, zwalniało.

 

12:40, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
czwartek, 25 października 2007
dzieci sieci.

Internet przybył. Bo nie mielim jakiś tydzień. Tragedię pogłębił fakt, iż w tym czasie tatusiowi szanownemu komputer odmówił współpracy, przez co uziemiony był na amen, bo na nawet swoich piosenek z cyklu heimat melodie nie mógł odsłuchiwać.

Teraz znów w domu nastała radość, szczęście i ogólna harmonia. Tato weselszy, bo nie dość, że na zwolnieniu lekarskim do końca października to jeszcze kontakt ze światem sieciowym odzyskany. I Bogu chwała, że odzyskany, bo już się o niego martwić zaczęłam: uciągnięta mina, stawianie pasjansów, mętny wzrok w kierunku bliżej nieokreślonej dali.

Ja nie lepiej: obgryzione paznokcie, "pytanie na śniadanie", "m jak miłość", "pierwsza miłość", "miłość szmaragd i krokodyl" kurna ;]

Tylko mama wciąż normalna.

10:02, pusta_literatka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 23 października 2007
czy jest na sali laryngolog?

JeszczeNieMężowi ucho przytkało. Tak skutecznie, że na nie nie słyszy. Oto rozmowa komórkowa:

on: cześć mała (bo widzi na wyświetlaczu)

ja: cześć głuchoto.

on: halo, słucham?

 

Tośmy se pogadali ;P

piątek, 19 października 2007
orędzie pustej_literatki.

Polityką zainteresowałam się w czasach, kiedy zaczęłam co nieco pojmować, o co w niej chodzi. I choć od tamtej chwili wiele czasu upłynęło, ja niewiele posunęłam się ze swoją wiedzą do przodu, a politycy nie ułatwiają mi zadania.

Przedwyborczą szopką interesuję się szczególnie i chyba będzie mi jej szczerze brakować po 21 października. A może nie. A może jednak tragifarsa będzie trwała nadal, z paroma antraktami i zmianami obsady. Dowiemy się, kiedy i za co Ziobro wsadzi Leppera, czym zaskoczy pan Rokita, gdzie przeniesie się pani Rokita, co zrobi Miller w Samoobronie, a Giertych w UpeeRze (?)

Ja mam tylko szczerą nadzieję, że specjaliści od "niezłomnej woli walki z układem" będą w mniejszości. Bo, że w ogóle będą, jest pewne jak dwa razy dwa to cztery, i na nic wzdychania i żale. W przeciwnym razie, oby nie spotkała nas sytuacja iście z Bangladeszu, gdzie ślepa walka z korupcją skończyła się delegalizacją wszystkich stronnictw politycznych i wojskową dyktaturą.

No!

A na deser, korzystając ze swobody (?) słowa (?) i z ostatnich godzin przed ciszą wyborczą, popełniłam sobie niewinny teścik, do której partii mi najbliżej i na kogo powinnam głosować.

Wyszła mi Polska Partia Pracy, której programu nie znam nawet w zarysie!

To to pryszcz, bo mojej lewicowej mamie - Liga Polskich Rodzin!

I weź tu człowieku ufaj testom ;P

20:42, pusta_literatka
Link Komentarze (21) »
czwartek, 18 października 2007
grzybobranie.

Na grzybach byłam, jak w tytule. Z mamą. Mama jako zbieracz rasowy, ja jako statystka raczej, bowiem na grzybach się ani nie znam, ani ich w lesie nie dostrzegam. Mimo okularów na nosie i pozycji, w której nie widzi się nic oprócz czubka własnych butów wraz z runem leśnym.

Nie, żebym wcale nie znalazła. Nie. Mała reklamóweczka marki empik została skrupulatnie wypełniona. Do połowy. Co na tle wiklinowego koszyka maminego mocno zagrzybionego, nie wyglądało imponująco, niemniej mama chwaliła mnie jak pani przedszkolanka starszaka za poprawnie zasznurowane trampki. 

"O, ślicznie", "No widzisz, jaki PIENKNY kapelusz", "Jeszcze się poprzypatruj tej kępce", O, tej tej", "No zobacz, jak przyjemnie nam się zbiera".

Czy ona aby nie minęła się z powołaniem?

I jeszcze jedno. Co robi się z kurek?

Tylko mi nie piszcie, że rosołek ;)

12:52, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 15 października 2007
śniło mi się, że

muszę koniecznie wyjść z moim świętej pamięci psem (nieżyjącym już od siedmiu lat!), gdyż strasznie piszczał. Za oknem noc bliższa świtowi.

Ocknęłam się w pozycji stojącej, mając już na sobie dżinsy.

Taaa ;]

_________

P.S. Słówko o blogfrogu. Odpuściłam sobie, gdyż albowiem ponieważ spowalniał mi ruchy wszelakie w mojej graciarni, a strony przeładowywał ni mniej ni więcej, tylko pińć minut! Jakoże anielska cierpliwość nie jest moją cechą przewodnią, skończyły mi się pomysły na bluzgi w stronę laptopa (laptopki) i w ogóle nie dopatrzyłam się większej logiki punktacji w tej blogosferycznej akcji, podziękowałam za współpracę. Wszyscy, co się stresowali tymi ikonkami luźnogłosodawczymi, mogą śmiało wchodzić, czytać, komentować, ale już nie oceniać. 

13:50, pusta_literatka
Link Komentarze (9) »
piątek, 12 października 2007
i P.O. debacie.

Jarosław Kaczyński: "Ja zdecydowanie wygrałem". /buta w tonie/

Donald Tusk: "Wygrała Polska". /stoicki spokój/

No, i wszystko jasne.

22:15, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
debata Tusk - Kaczyński.

O, faktycznie fotele są twardsze i płytsze.

Spece od marketingu politycznego tak wymyśliły.

Cicho! ;)

20:02, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
środa, 10 października 2007
boso, ale w ostrogach, czyli subiektywny przegląd przemysłu obuwniczego.

Dwa dni latania po sklepach w poszukiwaniu kozaków i płaszcza (kurtki?, palta?), no okrycia wierzchniego w każdym razie na zimę, zaobfitowało w kolejny dziwaczny pulowerek (dla odmiany z kimono), na widok którego JeszczeNieMąż zapytał głupio "coś Ty założyła, kochanie?".

Dwa dni latania po sklepach w poszukiwaniu kozaków i płaszcza (kurtki?, palta?), no okrycia wierzchniego w każdym razie na zimę, zaobfitowało w daleko idące wnioski pt. Ja a moda.

Wniosek jest krótki: nie na-dą-żam!

W sklepach zapanował wyjątkowo urodzajny wysyp trendi kozaków. A trendi kozaki to:

  • w przyzwoitych, ekologicznych kolorach, za to obficie wyposażone w futerka. Bynajmniej nie tylko wewnątrz obuwia. Z nutri, z tchórzofretki, z samego tchórza, z samej fretki, z królika, z zająca. Co bogatsze damy mogą sobie fundnąć kozaczki obrzucone gronostajem lub łasiczką (w zależności od interpretacji dzieła Leonarda)
  • w nieprzyzwoitych kolorach z futerkiem lub bez futerka, ale wówczas z cekinami, dżetami, sztucznymi kamyczkami. Wersja dla dam - cyrkonie.
  • botki lub nieco dłuższe botki, co to już nie nazywają się botki, jeno saszki. Każda para, każ-da z obowiązkową kokardką uplasowaną tuż przy kostce. (kokardka z tego samego materiału, co cały wyrób, niemniej z racji gabarytów, bijąca po oczach)
  • w panterkę (miłe w dotyku) lub z imitacji skóry węża, zaskrońca, krokodyla, jaszczurki (niemiłe w dotyku) pociągnięte bezbarwnym lakierem w celu wyeksponowania połysku. Ten rodzaj najczęściej wyposażony jest w obcas. Tam w obcas! W szpilkę im dłuższą, tym chudszą, z flekiem żelaznym chyba, bo takie to ciężkie. Wnioskuję, aby do tych butów dorzucać choć jedną kulę ortopedyczną gratis.
  • stylizowane na wzór oficerek rosyjskich. I te gotowam była kupić. Serio! Ciemny brąz, płaska podeszwa, żadnej liniejącej zwierzyny wokół, prostota i asceza. No ale czemuż one takie długie, że po przymierzeniu sięgały mi prawie do ... pachwin?! Szanowni projektanci,  taaakiej zimy to ja raczej nie przewiduję. Chyba że o czymś nie wiem? Chyba że w tym roku szukuje sie globalne oziębienie? To mówcie! Nabędę! I zupełnie nie szkodzi, że te oficerki w ogóle nie zginają mi się w kolanach. Nauczę się w nich chodzić. Skoro rycerze spod Grunwaldu dawali radę w zbroi, to ja też dam...

Dam te 299 zł. i mówcie mi Joanna d'Arc.

Że co? Że ona dziewicą była?

Oj bez czepialstwa, mili Państwo.

10:40, pusta_literatka
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 08 października 2007
nike 2007.

Na wieść o tym, że laureatem został mój faworyt, moje bożyszcze i jeden z najważniejszych dla mnie współczesnych pisarzy, odparłam tonem zarozumiałej znawczyni: "a nie mówiłam?"

http://www.gazetawyborcza.pl/1,81826,4555755.html

"Traktat o łuskaniu fasoli" dostałam w prezencie od JeszczeNieMęża. Miał listę książek, które sobie życzę i wybrał właśnie tę.

Nie, ja jej nie przeczytałam. Ja się nią delektowałam. Przez ponad dwa miesiące.

Smakowałam ją niczym kiper dobrze zleżałe wino podane w grawerowanej w krysztale lampce. Zczytywałam z niej mądrość i wiedzę prostego starca. Co wieczór przenosiłam się mentalnie do letniskowego domku nad rzeką Rutką, siadałam na progu i podparta na dwóch wątłych łokciach, słuchałam opowieści o życiu. Słuchałam szeroko otwartymi oczyma, a moje plecy smagał wiatr historii. Starzec gawędził szkatułkowo o sobie, o innych, o nich, o nas, ludziach.

Gdybym miała jednym zdaniem opisać to wybitnie dzieło, to nazwałabym je długim, wielobarwnym różańcem swojsko rzeźbionych słów.

Piękniej nie umiem, choć tak bym chciała, cholera!

 

22:07, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
niedziela, 07 października 2007
partia kobiet. a po co?

Jestem przeciw, bo:

Nie lubię, gdy osoby świetne w pewnej materii, pchają się tam, gdzie nie powinny. Panią Manuelę cenię jako pisarkę, choć nie jestem jej fanką. "Namiętnik" i "Polkę" połknęłam, przy czym treść tej ostatniej póki co wyleczyła mnie z macierzyństwa. Reszty nie czytałam, z własnego wyboru. I nie chodzi tu o mą tkliwą, subtelną naturę w zderzeniu z brutalnym pisarstwem Gretkowskiej. Ordynarność lubię, ale bardziej w wydaniu choćby mistrza Zoli czy mniej znanej Nepomuckiej.

Nie ufam środowiskom, którym wydaje się, że są samowystarczalne, a już tym bardziej nie ufam skomasowanemu środowisku kobiet.

Nie pojmuję idei feminizmu. Dla mnie to równie niebezpieczne jak idee PiS-u.

Świat sterowany przez kobiety podobał mi się tylko w "Seksmisji". Podobał, bawił, rozśmieszał. Ale to była fikcja, realnie tego nie widzę.

Wcale nie uważam, że kobietę zrozumie tylko kobieta. Mam wrażenie, że czasem bywa zupełnie odwrotnie. Odkąd pamiętam, bardziej ochoczo garnęłam do chłopców. Z nimi wolałam się bawić, kraść jabłka z nie swoich sadów, chodzić po cmentarzach. Byli tacy normalni, niepretensjonalni i swojscy. Dziewczynki były zwykle głupiutkie, wymuskane, egzaltowane, rozhisteryzowane, zazdrosne i trajkoczące. W tym ja, niestety. Szybko to w sobie dostrzegłam, co nieco wyeliminowałam, jednak do tej pory trzymam się mężczyzn. Nie, nie kurczowo, ślepo i konserwatywnie. Raczej zdroworozsądkowo i utylitarnie, acz z potrzeby duszy i ciała. I dla bezpieczeństwa własnego. Pewnie dlatego, iż żaden z nich (przynajmniej dotychczas) nie wywiózł mnie na przysłowiowe manowce.

I sprawa ostatnia: skoro te panie są odważne i nie mają nic do ukrycia, to dlaczego na plakacie wszystkie mają skrzętnie zamaskowane te części ciała, których z założenia wstydzić się nie powinny?

partia kobiet

A na koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa prof. Senyszyn, "państwo to wspólnota poglądów, a nie waginy".

Teraz można pluć na mnie jadem ;]

16:09, pusta_literatka
Link Komentarze (17) »
piątek, 05 października 2007
Blogfrog blogową familiadą, czyli mów mi wuju.

Jako istota mało rozgarnięta w dziedzinach informatycznych, 2 (słownie dwa) dni usiłowałam swoim umysłem ogarnąć nowość bloxową, którą normalny blogowicz opanował w lot i już dawno u siebie ma. 

Jako istota mało rozgarnięta, ale uparta jak wół, wreszcie dotarłam do sedna, o czym świadczą te kraśne ikonki na mojej stronie.

I teraz zastanawia mnie idea całej tej akcji. Rzecz w tym, żeby eksponować blogi interesujące. Czyli jakie? Przekornie zapytuję. Bo to już kwestia wielce subiektywna. 

I dla mnie na przykład większość blogów objętych syndykatem, czyli w domyśle ciekawych, to jakaś nieczytelna papka techniczno-informatyczno-naukowa, w którą staram się nie wchodzić dla dobra swoich szarych komórek (z całym szacunkiem dla ich autorów). Podobnie odnoszę się do blogów większości agorowskich dziennikarzy, których notki trącą nazbyt wydumaną grafomanią pisaną w dodatku pod publikę (no to się naraziłam).

Ja tam wolę sprawnie napisane prozaiczne gnioty o tym, co kto ostatnio czytał, co widział, gdzie był, czy małżonek nie szwankuje, czy żona gotuje, czy pies nie choruje, czy kury się niosą. Pewnie dlatego wolę, bo sama szczodrze prezentuję ów poziom. Swój do swojego ciągnie ;] 

A, i jeszcze słowo o tych głosowaniach pod każdym popisem grafomańskim autora, które z miarodajnością notek mają tyle wspólnego, co ja z hip-hopem. Ale niech tam. Oceny mi niestraszne. Od dziecka byłam poddawana opiniom, osiągając zwykle wysokie noty. Czar prysł, gdy w wieku przedszkolnym podprowadziłam na spółkę z kolegą drabinę spod apteki. Potem już było coraz gorzej...

I tym optymistycznym akcentem się odmeldowuję. Za chwilę mam korepetycje u JeszczeNieMęża z obsługi mojej Japonki i windowsa visty.

Znów dwa dni wyjęte z życiorysu. Ech, trudne jest życie humanistki w dzisiejszym świecie.

18:13, pusta_literatka
Link Komentarze (12) »
czwartek, 04 października 2007
rozstrzygnięcie konkursu.

Zwycięzcą okazała się osoba o nicku 1momencik, prawidłowo stawiając na laptop toshibę. Fanfary!

Jako że uczestnicy konkursu celowo zostali wprowadzeni w błąd, organizator postanawia wyróżnić wszystkich biorących udział, przesyłając im rozmyte lico pustej_literatki. Kto chce, palec pod budkę ;]

P.S. Oswajanie się z prezentem w toku. Na razie boję się JEJ dotknąć ;) Prezentacja jutro.

20:02, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
środa, 03 października 2007
konkurs.

Zakochałam się. Od pierwszego wejrzenia. Tym razem w niej.

To spóźniony prezent urodzinowy, który ma przyjść dziś.

Dostarczą. Nie dostarczą. Dostarczą. Nie dostarczą. Dostarczą (?)

Tymczasem wymyślam dla niej dwa (koniecznie dwa!) imiona, powoli żegnam się z jej poprzedniczką, w oczach mam radość pomieszaną ze smutkiem, ale cóż, umarł król, niech żyje król.

Co dostanie pusta_literatka?

Zwycięzca konkursu otrzyma drogą elektroniczną zdjęcie dowolnie wybranego profilu autorki bloga oraz drogą pocztową pukiel loków tejże. Z uwagi na zawiłe paragrafy Urzędu Skarbowego, nie ma możliwości zamiany nagrody na kwotę pieniężną ;]

_____________________________

Sprostowanie, bo namieszałam z rodzajem gramatycznym. Ona to jest stricte on. Tak jak: ford fiesta, telefon nokia itp.

12:56, pusta_literatka
Link Komentarze (13) »
wtorek, 02 października 2007
lenistwo - wersja activ.

Pragnę donieść, że stan z poprzedniej notki nie opuszcza mnie na krok. Z tą różnicą, że teraz marnuję czas w sposób aktywny.

W ciągu połowy doby pokonuję setki kilometrów, kreśląc trójkąt bermudzki (Dolny Śląsk, Wielkopolska oraz zachodniopomorskie). W Słubicach miejscowe handlary biorą mnie za Niemkę i każda, ale to każ-da mówi do mnie: biteszyn. No ja enszuldigenzibite! Jako że niemieckie kobiety nie grzeszą ani urodą, ani figurą, nie traktuję tych zachowań jako komplementa, lecz jako nie-wy-ba-czal-ne gafy na arenie stosunków międzynarodowych ;]

Oglądam polityczne debaty, chichram się w kułak, gram w scrabble, czytam trzy książki na raz, a wszystko to w pozycji siedząco-leżącej.

______________________

A, i pytanie mam. Ktoś uprzejmy zgłosił moją graciarnię do blogfroga a ja nie wiem, z czym to się je. I w ogóle osochozi?

16:37, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi