Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
piątek, 31 października 2008
31 października 2008.

Alem głodna. Dziś mam badania. Na czczo. Na 11.30! Czyli rano jak nic! Zważywszy, że ostatni posiłek spożyłam wczoraj wieczoram, to nie wiem, czy w ogóle o własnych siłach doczłapię do rentgena. A, nocą zjadłam pół gruszki. Nie wiem, do której można jeść, coby rano obudzić się na czczo??? Gdzie to sprawdzić???

Poza tym jesień...  jarzębinę w ręku (w koszu? w dłoni?) niesie.

A jutro zapłoną miasta cmentarne...

09:57, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 października 2008
wuwuwu.naszaklasa.peel

Mój wujek w rubryczce "o sobie" napisał całkiem serio:

SERWIS OPON (i pod spodem adres).

Znaczy się public relation, tak? ;>

________________________

W tym osobliwym przypadku uprzejmie proszę o nieporuszanie genetyki ;>

 

17:36, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 października 2008
neurolog.

Zrobił wywiad ustny, po czym przeszedł do czynów. Ostukał mnie młoteczkiem zewsząd. Kazał machać kończynami. Wszystkimi. Na przemian oraz równocześnie. Potem kazał się nie ruszać i sam machał. Moimi, nie swoimi! Uznał, że nie widzi u mnie podłoża padaczkowego (że cooo?!), jeno typowe nocne utraty świadomości (że jaaak?!), ale żeby wykluczyć przypuszczenia neurologiczne, mam się zgłosić do poradni, celem zrobienia EEG głowy i czegoś tam jeszcze.

Po zbadaniu poziomu cukru we mnie pan też postawił na cukrzycę oraz na kardiologię, po czym uznał, że nie zaszkodzi, jak poleżę w szpitalu, wpisując mnie w swój kajecik na 4 grudnia.

Zatem C.D.N. :)

 _________________

Promyczkowa, ślij Klinikę... Gotowam do lektury :)

11:12, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 października 2008
chwilowy spadek formy, czyli szlachectwo stosowane.

Ubiegłej nocy, obudzona niemożebnym pragnieniem picia, wstawszy i udawszy się do kuchni, celem sporządzenia sobie herbaty, wzięłam i zemdlałam.

Jako ta Łęcka normalnie, tyle że z mniejszą gracją. Ona omdlewała z dłonią na skroni, alarmując amantów wkoło, że lada chwila, a zsunie się w dół.

Ja zsunęłam się bez zapowiedzi.

Niemniej dość skutecznie, bo wyważając drzwi wejściowe z zawiasów.

Konsylium rodzinne w osobach mamy i taty ma teorie:

1. nerwica

2. cukrzyca

3. tarczyca

 

16:02, pusta_literatka
Link Komentarze (11) »
niedziela, 19 października 2008
wspomnień czar.

Po tamtym weekendzie zostały tylko miłe wspomnienia, po tym, powiedzmy sobie szczerze, też. Z tymże ten od tamtego różnił się kolosalnie. Bo o ile tydzień temu szarżowałam po Wrocławiu w towarzystwie koleżanek O. i A. tak tego weekendu siedziałam na ogół w kucki na mym szezlongu z trzema książkami na przemian w ręku.

Był oczywiście nalot na galerie fatałaszkowo-perfumeryjne, było obżarstwo w pizza hut, gdzie tradycyjnie od progu dostałyśmy głupawki i w tym nieuzasadnionym stanie z trudem dobrnęłyśmy do końca posiłku, była kawa w kawowym niebie i jazda na gapę też była. Ta miała miejsce podczas powrotu od trzeciej koleżanki, która tuż przed moim przyjazdem postanowiła zachorować na oskrzela i żeby ją ujrzeć, trzeba było się do niej pofatygować osobiście.

Nabyłyśmy też spodnie. Takie same spodnie. Eleganckie spodnie dodam. Ja nabyłam, bowiem jako pracownik kultury w dosłownym tego słowa znaczeniu muszę czasem wyglądać kulturalnie, a nie jak zabłąkana artystka, O. nabyła z dwóch powodów: 1. bo to jedyne materiałowe spodnie w jej rozmiarze zdatne do noszenia, jakie z niej nie zlatywały. 2. bo jako pracownik prawa w dosłownym tego słowa znaczeniu musi czasem wyglądać prawo (???) Godnie znaczy. Należycie. 

Na wrocławskich ulicach miałyśmy też tak zwane branie. Niekoniecznie u stylowych studentów kulturoznawstwa, niemniej ego nam napuchło, gdy pan w wieku naszych ojców konspiracyjnym szeptem rzekł na ulicy Oławskiej (i tu będzie mocna parafraza): że swego siusiaka lubieżnie wsunąłby w nasze wąskie wnętrza. Niesmak wyznania mam do dziś. Podejrzewam, że koleżanka O. podobnież ;]

Drugie branie miało miejsce o zmroku, kiedy to pan w wieku podobnym, co ten wyżej, tyle, że pijany, prosił nas o rozsunięcie mu rozporka... Zasadniczo to prosił o to koleżankę A. która minęła go w stroju atrakcyjnym, acz kusym. Obok niej kroczyłyśmy niczym słuchaczki II roku teatrologii (dżinsy z obrębanymi nogawkami i równie nierzucające się w oczy palta).

Kultury nie zażyłyśmy wcale.

Z przyczyn od nas niezależnych.

Tak jakby.

 

19:14, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 października 2008
piątek, weekendu początek.

Ja już jestem jednom nogom we Wrocławiu, bo się poumawiałam z kobitkami memi kochanemi, pracować z tegoż powodu mnie się nie chce wcale, a tu mi derektor każe obdzwaniać po starostwie i zamawiać kombatantów na 11 listopada, bo to święto narodowe jest.

Matko, czy kombatantów zamawia się jak striptiserki na wieczór kawalerski? Nie, żebym szacunku do historii nie miała, tylko pytam, bo nie wiem ;>

Do tego przyszedł do biura ksionc, oj nie po kolędzie, tylko tak o. Jest nowy to przyszedł.

Jeszcze jak się tu pojawi za chwilę kominiarz, zakonnica lub policjant to ja wychodzę i rozpoczynam weekend. Takiego kolażu osobowości nie zniesę.

15:31, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 07 października 2008
"żadnej pracy się nie boję"?

Wróciłam z kraju, gdzie lało do kraju, w którym leje. Słonka nachapać się nie zdążyłam, ale ludzie mówiom, że lato wróci. Za rok podobno. Więc czekam...

Choć nie powiem, gdy lądowałam 31 sierpnia na praskim lotnisku ozuta w kozaki, pięć sweterków i dwa pulowerki, bo mnie się nie pomieściły w dyżurną torbę na kółkach, to było chyba z 30 stopni Celsjusza. Czar prysnął za dni kilka, toteż chodziłam biała cała, jakby mnie kto przez lato w piwnicy trzymał.

Wróciłam w sobotę, a w niedzielę wystartowałam z nową pracą.

Czyli coby o mnie nie mówić, jestem kobieta pracująca ;]

08:44, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi