Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
sobota, 30 października 2010
homo homini lupus - "Zagadka Kaspara Hausera".

Dawno temu znalazłam się na "Kasparze" w teatrze. Raczej z przypadku niż z wyboru. Nie wiedząc nic o sztuce czułam chwilowy dyskomfort. Szybko jednak wyśmienita rola głownego bohatera, surowa scenografia i dynamika akcji pokazały, o czym dzieło traktuje. O nauce mówienia w konfiguracji: jeden dorosły człowiek poznający język i trzech nauczycieli wtłaczających mu do głowy pełne propagandy zdania wielokrotnie złożone.

Wyszłam z mieszanymi uczuciami, co opisałam TU.

Gdy przeczytałam już o wszystkim o genezie sztuki, o tle historycznym, o życiu Kaspara, to do tej pory nie wiem, co autor, czyli pani Wysocka miała na myśli. Sprofanowane, poszatkowane i niewierne. Głośne, agresywne i zbyt współczesne.

Dopiero film pokazał mi prawdziwego Kaspara Hausera. Realna postać swoich czasów. Czasów, które bestialsko pograły z jego emocjami.

W dziele pobrzmiewają echa poglądów Freuda.

Kaspar jako dorosły człowiek stoi przed niezapisaną tablicą. Dostaje kredę i zwiotczałą ręką tworzy swoje życie od nowa. Dzień po dniu. Początkowo z perspektywy rozumu ciekawskiego, naiwnego, wrażliwego dziecka. Jedno pomagą mu w tym, inni traktują jak społeczne kuriozum. Okazuje się jednak, że im więcej umie powiedzieć, zaobserwować, wywnioskować, tym staje sie bardziej nieszczęśliwy. Za dużo dylematów i pytań... Do tego sny, których nie umie oddzielić od rzeczywistości. Mieszają mu się więc postaci, wydarzenia, scenerie. Są symboliczne (jak w teorii Freuda).

I mniej ludzi ma do bohatera dostęp, tym on czuje sie bardziej komfortowo. Gdy ktoś zakłóca jego terytorium, włącza mechanizmy obronne. Celowo, (a może wcale niecelowo), izoluje się, ucieka do swej samotni. Tam pisze, gra na pianinie, robi na drutach, "uprawia swój ogródek" niczym Kandyd. Męczą go tłumy gapiów przed teatrem obwoźnym, "wrzeszczący" w koścele ludzie, wyższe sfery na przyjęciach.

- Niechże nam pan opowie, jak było w więzieniu, w tym ponurym lochu? - zapyta wyfiokowana burmistrzowa
- Lepiej niż na zewnątrz - odpowie bezpardonowo, acz szczerze Kaspar.

Kiedy indziej mówi: Jestem zmęczony. Dla mnie ludzie to wilki.

Nasuwa się zatem pytanie, czy to nie kultura i jej twórcz, człowiek, zabiły go? Mimo iż, zdaniem Freuda: "Człowiek nie może istnieć bez kultury, a jego przeznaczeniem jest istnieć jako członek grupy społecznej".

Życie w piwnicy o chlebie i wodzie z drewnianym koniem na sznurku z pewnością było odarte z wrażeń, za to proste i kompletnie bezmyślne. Znaczenia nabrało w zetknięciu z nowym światem. Tym trudniejsze do ogarnięcia, bo bez fundamentów.

Kaspar padł ofiarą czasów, w jakich przyszło mu się narodzić oraz ofiarą społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Miał dostarczać ludziom rozrywki lub materiałów do badań, statystyk, liczb, protokołów... Nawet po śmierci...

"ZAPROTOKOŁOWAĆ"!

kaspar

wtorek, 26 października 2010
recenzencyjnie.

Wczoraj na zajęciach muzycznych wyartykułowałam takie oto zdanie: Jak czujesz, że schodzisz w dół, wsłuchaj się w muzykę. Ona Ci wskaże tor.

Czy ja już mogę wydać Złote Myśli Literatki? ;>

Brodka ta najnowsza bardzo ciekawa. Bogata aranżacyjnie i teksty jakieś niegłupie. A że trąci Peszkówną? To źle? Lepsze takie wzorce niźli inne.

Mrożka zanabyłam drogą kupna w trafficu arkadowym. Łypie na mnie z okładki trochę do Cejrowskiego podobny.

20:12, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 października 2010
deficyt księgarski.

W całym Wrocławiu nie ma Mrożka!

Nie dosłownie.

13:54, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
środa, 20 października 2010
20.10.2010

Ładną dziś datę mamy, prawdaż?

14:43, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 października 2010
kolejność dowolna - LUBIĘ...
  • czytać książki falowo. Jest okres, gdy czytam jedną za drugą, potem przychodzi tzw. posucha intelektualna i przez miesiąc nie czytam niczego.
  • zapach opium. Oraz z łagodniejszych to lawendę. W ogóle już samo słowo lawenda ma w sobie aromat. Miękki, fioletowy, miły.
  • podparta na łokciach gapić się przez okno. Bez celu.
  • wieczory. Im dłuższe, tym lepsze. Bardziej leniwe, niespieszne.
  • notować. Moje, rzadziej cudze zapiski są wszędzie. Na małych karteluchach. Skrawkach z gazet. Paragonach. W kilku folderach laptopki. Przykład treściowy?

Trafikanci ciemności odpływają na dywanach w nabazgrane ołówkami sine dale.

Taaa ;]

  • wsuwać dłonie między fasole, obierać pieczarki, jeść pomidory
  • swoje włosy. Akceptuję je praktycznie zawsze, z wyjątkiem procesu rozczesywania.
  • trudne filmy i łatwe teatry
  • grać w scrabble
  • pracę z dziećmi. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego powiem, ale wbrew wszystkiemu lubię. Ich niesforność, szczerość, naiwność, prostolinijność.

I 3 pkt karne za niewywiązanie się z terminów ;)

  • stwarzać sobie "sztuczne" problemy. Im więcej się nawarstwi, tym szybciej sobie z nimi poradzę. Zanim to jednak nastąpi lubię tkwić w nich, wymyślać, hiperbolizować, przesadzać, dramatyzować, drzeć szaty, itp. aktorskie zapędy.
  • reklamy Plusa. Z Mumio śmieszą mnie absolutnie wszystkie. No kolega tego pastuszka hahah
  • głos Amy Winehouse

Dziękuję za uwagę.
Zwłaszcza lepszej, bo pierwszej oraz ciepłolubnej, co się zwolniła i tyle.

18:37, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
dodajdo.com Najlepsze Blogi