Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
poniedziałek, 09 lipca 2012
przeglądarki a ulubione, cdn.

W kwestii zakładek, dziękuję za podpowiedzi. Z firefoxa korzystam w pracy, ale jakoś tak bez przekonania, explorera nie znoszę, przemawia do mnie google chrome i ta nieszczęsna opera. Ponoć na gromadzenie linków jest kilka sposobów:

1. ustawiczne exportowanie ich z przeglądarki na komputer
2. kopiowanie do worda
3. zrobienie osobnego bloga z linkami
4. wrzucanie na pocztę jako mail (jedynie chyba wp.pl ma opcję tworzenia linków)
5. portale do tego przeznaczone np. notatnik.com

Natenczas testuję wszystko po kolei :)

Wczoraj jadłam truskawki, dziś będę jadła jagody. Pomidory natomiast pochłaniam w ilościach hurtowych i o dziwo, nie mam jeszcze wysypki.

W kwestii urządzania mieszkania, sypialnia dalej jest motywem przewodnim moich koncepcji. Upodobałam ją sobie najbardziej. Pewnie dlatego, że tryb leżący bardzo odpowiada mojemu nieskomplikowanemu organizmowi.
Zaprawdę.

19:33, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 lipca 2012
przeglądarka opery? nie, dziękuję!

Czy to przez burze, co tłuką od tygodnia opera zaprzepaściła moje osobiste zakładki??!!

Jestem szczerze wściekła. Straciłam masę mocno potrzebnych linków. Nie umiem odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Odzyskiwać próbowałam. Na próżno. Jak kamień w wodę.

Z drugiej strony patrząc, ludzi spotykają dużo gorsze kataklizmy życiowe. Takie powodzie choćby. Nic to, najwyżej nie napiszę licencjatu, bo w ulubionych sporo zgromadzonego materiału miałam w tematyce Lechonia oraz samobójstw. 

22:15, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 lipca 2012
nie mam konta na facebooku.

jestem wytykana palcami.

13:22, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 czerwca 2012
tytułu brak.

Zasadniczo to powinnam się cieszyć, że przysłowiowym rzutem na taśmę zdałam ten cholerny egzamin. Cieszyłabym się bardziej, gdybym nie miała przed sobą ustnego i to dopiero za dwa miesiące. Jak widać zatem, wakacje klarują mnie się podobnież jak minione, pod znakiem nauki mianowicie. Oraz pisania pracy. Oraz pracy w ogóle, takiej dzień w dzień po 8 ha, a czasem to nawet i we weekendy.

Skończyły się poniedziałkowe teatry, ech. 
Zakończyły się serialowe powtórki, ech.

W środę idę na wesele, ach! 

20:08, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
środa, 20 czerwca 2012
czerwc_owo.

Odbija mi. Przez nadmiar obowiązków mi odbija. I przez burzę, co się przeparadowała po mojej mieścinie.
Z obowiązków to sporo pracy w pracy oraz sporo nauki w domu, bo jeszcze dwa egzaminy i natenczas dziękuję za edukację wyższą w mojem życiu. Dajcie spokój, ileż ja mogę ślęczeć nad książkami?! I po co?! Żebym choć podwyżki miała za kolejne fakultety, albo choć premię, albo rokroczną wycieczkę do krajów nieznanych, acz ciepłych.

Co do wycieczek, to proszę nie pytać o plany urlopowe, ani też nie chwalić się własnymi, bo mnie smutno będzie. Natenczas bowiem żyję z godziny na godzinę. Nie mam czasu dla znajomych, nie mam czasu dla rodziny, nie mam czasu dla przyjaciół, nie mam czasu dla męża. A, nie mam również czasu dla siebie, przez co na przykład brwi mam już krzaczaste i wkrótce złączą się w dołku nad nosem.

W kwestii urządzania naszego mieszkania to obecnie na tapecie (SIC!) jest sypialnia. W sensie szukam tapety w groszki i lampki nocnej... w groszki. Kawa z mlekiem bądź turkus z mlekiem. Oba produkty owszem są dostępne, ale na zagranicznych stronach, gdzie płaci się w dularach i innych kopiejkach. Na domiar dużo się płaci. Póki nie nazbieramy, chyba zainstalujemy sobie fototapetę z widoczkiem na wzburzone morze, mewy, piasek i czerwony kocyk. Tak, z zachodem słońca. Albo wschodem. Jedno i drugie jest równie efektowne, co malownicze.

I powiem Wam, że już mi nerwy przeszły na te mecze nasze polskie. Wybaczam chłopakom, nadal jestem fanką Tytonia oraz wrogiem Lato (Lata, Laty).

A lampka wygląda tak:

lampka w groszki

20:23, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
sobota, 16 czerwca 2012
klęska.

"Polacy nic się nie stało", tak?

WRRRRR.

23:56, pusta_literatka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2012
polskie nastroje, czyli Tytoń jest dobry na wszystko.

Moja Mamuś ma problemy z groźnym nadciśnieniem.
Ja mam problemy z niegroźną nauką.
MążWłasny ma problemy z groźną mną.

Sytuację rozluźnia/spina (skreślić w zależności od sytuacji) euro. Póki co obejrzałam wszystkie mecze, jakie miały do tej pory miejsce. Normalnie odbiło mi i zamiast uczyć się do egazminów, bawię się w domorosłego kibica.

MążWłasny też żyje footbolową atmosferą. Na przykład mecz Polski z Grecją postanowił obejrzeć w męskim towarzystwie za miastem na dużym telebimie. W efekcie telebim nie zadziałał i doma wrócił na drugą połowę wściekły niepomiernie. Ubawiła mnie ta atmosfera setnie, nie powiem.

A jutro to Rosja najpierw staranuje stolycę, a potem nam dokopie 3:1. Tak myślę, niestety. 

20:25, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
środa, 06 czerwca 2012
euro 2012.

Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam, że i mnie dotknie atmosfera euro. Nie żebym brała urlop w pracy na okoliczność pierwszego meczu, ale jak widzę wokół billboardy powitawcze w stu europejskich językach, to odczuwam lekki patos sytuacji.

A! A o co cho z Edytką Górniak i jej biało-czerwonymi ustami? Że zabawna reklama? 

 

19:50, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 maja 2012
to może ja wreszcie opowiem/pokażę, jak było.

Nawiązując do wydarzeń w rocznicę ślubu, to MążPrywatny zgotował mi wieczór nad wyraz miły, czego nie zapowiadał cały dzionek spędzony na zajęciach uczelnianych. Była kolacja w niezwykle klimatycznej pierogarni (ze zarezerwowanym stolikiem u okna na pięterku z widokiem na ratusz i ze świeczkOM w kształcie wanienki kOMpielowej i z bukietem tulipanów, które najpierw były białe, a następnego dnia zrobiły się brudnoróżowe - podobne do takich, jakie miałam na ślubie).

pierogarnia1

pierogarnia2

Był spektakl w Teatrze Komedii pt. "Mayday 2" (tu też należą się pomysłodawcy brawa, ponieważ o ile na ogół wolę sztuki ciężkie w odbiorze, tak po całodniowej dawce nauk wszelakich, dalsze losy taksówkarza - bigamisty były wyborem przednim, obśmiałam się bowiem jak norka). Uwieńczeniem był nocleg w obrzydliwie drogim hotelu. 

I właściwie ów hotel przyćmił całą resztę. Co tu dużo gadać, zachowałam się jak prowincjonalna gąska, co pierwszy raz wyjechała poza rogatki własnej mieściny. Krążyłam po apartamencie w tę i nazad, siadałam, wstawałam, znów krążyłam. Kąpiel w ogromnej wannie + zmęczenie + litrowa butla wina spowodowało, że usnęłam wcześniej, niż zaplanował mój Mąż ;>

scandic

Rano obudził mnie kac. I ból głowy. Z dalszych planów świętowania zmuszeni byliśmy zrezygnować. 2 musujące aspiryny podreperowały doraźnie mój wizerunek, toteż obrzydliwie drogi hotel opuściłam z podniesioną głową, dumnie krocząc wzdłuż holu.

Wieczorny recital Edyty Geppert dopełnił dzieła. Półtoragodzinny koncert ewidentnie wzniósł nas na emocjonalne wyżyny. A sama artystka to mniej smutna i poważna była, niż wykreowana w telewizorni. Nawet się z nami obfotografowała, i płytę podpisała, i życzliwie pokonwersowała, i uścisnąwszy dłonie, życzyła wszystkiego dobrego.

Zatem do następnego! 

MY :)    pierogarnia3

 

 

20:10, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
środa, 23 maja 2012
rozbita_literatka.

Wiem, wiem, że miałam ja to wszystko opisać, co miało miejsce w okolicach rocznicowych. Niestety uczynić tegoż natenczas nie mogie, albowiem mam sesję. Copółroczna galopada myśli, publikacji, literatury i kultury. Wysiadam, jakem trzeźwa!

Chce mi się buczeć nad hinduizmem, judaizmem a nawet buddyzmem. Nad Iwaszkiewiczem, Lechoniem i Nałkowską. Nad kulturą masową wg Kłoskowskiej, nad kulturą a cierpieniem wg Freuda oraz nad symbolem w kulturze wg Pietraszki.

Nie mam czasu. Nie mam ambicji. Nie cieszy mnie słonko, a także nowo nabyte buty. Siedzę w pidżamie, mam obgryzione paluchy, nie posiadam żadnej fryzury.

Acha, i jeszcze do soboty mam oddać część licencjatu, a zasadniczo, to jakby powiedzieć, nie określiłam się jeszcze tematycznie. Przysięgam!

Był temat lalek w kulturze, ale cała sensowna literatura napisana jest w języku niemieckim, więc danke szyn.
Był temat autobiografii, ale ta Iwaszkiewiczowa nudna w gruncie rzeczy (Gabrielle - jeszcze raz dziękuję za pomoc. Wysłałam maila podziękowawczego :) 
Był temat samobójstw, ale w mojej obecnej sytuacji mogłabym go potraktować zbyt dosłownie ;)

 

10:42, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 maja 2012
13 maja - rocznica papierowa ;)

To był piękny dzień. 
To był piątek.
Trzynastego.

W pewnych względach jestem cholernie sentymentalną gęsią...
Wtedy płakałam na Ave Maria, dziś płakałam na koncercie Edyty Geppert.

Ale o tym opowiem jutro :) 

obrączki 

 

23:54, pusta_literatka
Link Komentarze (4) »
piątek, 11 maja 2012
wniosek urlopowy. a nawet dwa.

Wniosek nr 1.

Swój urlop należy ściśle ustalać z planami sąsiadów zza ściany, by później nie zostać zaskoczonym przez ich remont. Grozi to nerwicą reaktywną i pejoratywnie wpływa na postępy w nauce czy pisanie elaboratów.

Wniosek nr 2.

Urlop należy także uzgodnić z pracownikiem Spółdzielni Mieszkaniowej działu Tereny Zielone, by nie musieć wysłuchiwać czterogodzinnego warkotu kosiarki za oknem. Oczywiście, że okno można zamknąć. Przy obecnej pogodzie grozi to jednak uduszeniem w pomieszczeniu zamkniętym.

Literatka_doświadczona. 

 

20:31, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 maja 2012
szczyt głupoty, lenistwa czy pracowitości?

Wziąć 3 dni urlopu celem napisania licznych esejów i nauczenia się 100 pojęć na filmoznawstwo.

___________

Czytelników (NIE) uprasza się o szczerość odpowiedzi ;> 

09:56, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 maja 2012
o snach, pieniądzach i dziwnym małżeństwie Iwaszkiewiczów.

Nie jest dobrze. Nocami śnią mi się Niemcy, co zrzucają buczynę z helikopterów. Ponadto strzelają, przez co muszę kryć się w polach z kukurydzą. To wszystko przez sesję i stos nieprzeczytanych, nienapisanych, nienauczonych materiałów. Jak nic!

Ostatnio nocą wracałam taksówką (to już jawa, nie sen!), mając w torebce trzy tysiące polskich złotych! Wspaniałomyślnie wręczyła mi je A. bojąc sie, że jej nocne eskapady z taką gotówką zakończą się deficytem powyższych. Luuuz. Pal sześć, że mógł mi kto dać w łeb w okolicach Żabki, ale jakby mnie okradli z koperty, to musiałabym zaciągnąć kredyt. W providencie chyba, bo w normalnym banku już mam.

Oraz tradycyjnie źle się odziałam. W Internecie prognoza pogody wskazywała deszcze, burze i globalne ochłodzenie. W efekcie grzało jak cholera, a ja w botkach za kostki, getrach i golfie. 

Jutro idę do pracy w japonkach, choćby, kurna, lało i grzmiało! O! 

A'propos pracy, to ja znów mam prośbę do Was, drodzy Czytacze. Poszukuję otóż pilnie jakniewiemco książki pt. "Dzienniki i wspomnienia" Anny Iwaszkiewiczowej (rok wyd. 2000). Nie ma w bibliotekach, nie ma na aukcjach, nigdzie nie ma.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał... 

 

21:51, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
środa, 02 maja 2012
23 dni do sesji.

1 maja zainaugurowalim grillem 30 kwietnia. Postanowiłam nie pić, toteż nie odpowiem na pytanie, jak smakuje duet: parówki & pałacowa. Teraz nie odpowiem, ale parol daję, iż kiedyś przetestuję ;>

Impreza zakończyła się wtedy, kiedy powinna była. Większość krzyczała, tańczyła oraz traciła przyczepność z podłożem. MążWłasny trzymał się całkiem dzielnie, jednak tuż przed pójściem spać, stanowczo odmówił wzięcia prysznica. Wyluzowałam. Jeszcze by mi się chłop potopił we brodziku.

Powrót w domowe progi natychmiastowo uprzytomnił mi, że maj się zaczął i ewidentnie trza się wziąć do roboty. Stosy książek ustawiły się w porządku priorytetowym. Jedna na drugiej. Na pierwszy ogień idzie Nikifor. Tak, tak, ten malarz z Krynicy. Później się zobaczy.

A, i niejako służbowo muszę założyć stronę (blog?). Strona ma być poważna, nie takie tam pitu pitu, jak tu. Normalnie o kulturze wszelakiej z naciskiem na recenzencki ton. Z imienia i nazwiska, toteż żadnych głupot, prywatnych wynurzeń czy utyskiwań na świat. Ot pusta_literatka - kulturoznawca. No i co za tym idzie, Mleczarnia, póki co, musi być zawieszona, bo przeca nie będę dublować wpisów.

W związku ze związkiem mam dla czytelników 2 zadania domowe, gdyż sama wyczerpałam pokłady umysłowe:

1. Gdzie założyć ową stronę i czy np. blogspot to dobre miejsce? (blox odpada, od razu uprzedzam).

2. Propozycje nazwy, najlepiej 1-2 członowe. Magiel, tygiel... bo to mieszanka kulturowa ma być. Można słać na maila ;>

Dziękuję za uwagę, życzę twórczych myśli i do następnego.

10:09, pusta_literatka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
przedmajówkowy falstart.

Luuudzie, jakie u nas wichury byłyyy. Normalnie halny w środku dnia. Łamało gałęzie, przewracało okoliczne kosze na śmieci, przesuwało ławki parkowe. Przed wyjściem z domu włożyłam sobie po cegłówce do kieszeni oraz przywiązałam się do MężaWłasnego smyczą automatyczną. W razie czego, mówię, łap i nie puszczaj, bo Ci odlecę. Nie wyczułam niepokoju w jego minie, o dziwo!

W markecie wszyscy mieli pomierzwione fryzury, więc mój imidż a'la CC.Catch z lat 80. nikogo zaprawdę nie szokował. Karkówki ani schabu nie było, niczego w sumie nie było! Wszystko wykupione jakby wojna nadchodziła! Nic to, pojedziemy dziś na grilla z parówkami z indykpolu (dzie-się-cio-ma, bo mamy 2 paczki foliowane po 5). Oraz ze wódką pałacową.

A propos wódki, to cena butów poniższych, którą to podlinkowała wczoraj klacz, zmusiła mnie li i tylko do lekkiego upicia się. Lubelską żurawinówką.

Witaj maaaajowa jutrzeeenkoooo!

11:30, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 kwietnia 2012
buty pilnie poszukiwane.

Majówka szykuje mi się bycza, że tak powiem. W książkach, notatkach, kserówkach i innych szpargałach o tematyce kulturowej. Na tendencyjne pytanie: co robicie w dłuuugi weekend, odpowiadam rzewnie: będziemy się uczyć. Wówczas pada przeciągłe: obooojeee?

A nawet jeśli sama, to jakie to ma znaczenie dla reszty? Ano żadnego, skoro reszta też siedzi w domu, bo przeca nie pojedzie zwiedzać Sandomierz czy inny Malbork, kiedy ja mam do napisania milion pińcet esejów i recenzji.

Tyle tytułem narzekania.

A, i dziś wreszcie zaświeciło prawdziwe słonko. Szkoda, że tego nie przewidziałam, wychodząc z domu ubrana w brązowe skó-rza-ne spodnie. W połowie drogi tyłek plus nogi miałam mokre. Po powrocie targały mną obawy, że zedrę je z siebie wraz ze skórą własną. 

W zakresie wizerunku osobistego to poważnie mi odbija. Aktualnie zakochałam się w tym oto obuwiu i ktokolwiek wiedziałby, gdzie takowe nabyć - błagam o kontakt. Cena (nie)GRA rolĘ! ;) 

buty Steczkowskiej

buty Steczkowskiej 1

Zdjęcie pożyczone z Internetu, nogi są własnością Justyny Steczkowskiej. 

Przy okazji mile widziane adresy sklepów z atestowanym sprzętem ortopedycznym ;> 

 

Tagi: moda
22:00, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 kwietnia 2012
list.

Szanowny Panie Ambroży,

mój dorosły mąż podczas prasowania osobistych koszul ogląda Akademię Pana Kleksa z nośnika CD. Na domiar twierdzi, że tak naprawdę woli Podróże... Argumentując to orientalizmem.

Pozdrawiam z Przylądka Gawędziarskiego i czekam na rys psychologiczny wyżej wymienionego,

zdumiona_żona 

17:22, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
23 kwietnia.

Dziś Dzień Książki.
Knigi czytać.
A nie blogi.

;> 

21:56, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
bestseller z matką Madzi, czyli o różnicy między prawdziwą literaturą a papierem toaletowym

Cztery dni siedziałam nad wnioskiem pracowym. Taka pisanina strasznie ogłupia, że już o sensie produkcji tegoż nie wspomnę. Bez odpowiednio szerokich pleców ani minister kultury, ani wojewoda dolnośląski, ani inny ważny w garniturze nie pchnie sprawy dalej. Złote czasy dotacji unijnych skończyły się prawdopodobnie bezpowrotnie, ot co.

W przybytku doradztwa rolniczego wpadłam w ramiona bliskiego kolegi z LO, którego to widziałam ostatnio bodaj na rozdaniu świadectw (nie)dojrzałości. Zmężniał, ożenił się, jest dyrektorem. Z zawodu ;>

Wpadłam również w wir zakupów allegrowych, czego szczerze Wam odradzam. Wpierw kupiłam palto za małe, następnie kupiłam palto za duże. Oba w rozmiarze M, czyli taki, w jakim zwykłam chadzać. W efekcie mam 2 palta, które dumnie wiszą w mojej przesuwnej, efektownej szafie, a ja odziewam się w zimową odzież wierzchnią.

Poza tym wszystko u mnie w porządku. I zaprawdę cieszę się, że żyję w kraju, w którym z winnej, nieodpowiedzialnej i niedorosłej matki robi się ofiarę nagonki medialnej, przefarbowując jej dla niepoznaki włosy. I jeszcze czyni się z niej bohaterkę książki o jakże wymownym tytule: Wybaczcie mi. Wiara, nadzieja, miłość.

Pani autorce szczerze gratuluję przebiegłości marketingowej. Do tej pory wydawało mi się, że prawdziwe hieny można spotkać tylko w zoo... O!

08:37, pusta_literatka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 kwietnia 2012
ale za to niedzieeela, ale za to niedzielaaa...

Niedziela minęła mi niepostrzeżenie. W dużej mierze z mopem w dłoni oraz praniu w garściach. Tak, wiem, w niedzielę należy od-po-czy-wać (Ty pocziwaj ać ja pobruszę). Ponieważ jednak w tygodniu nie dysponuję wystarczającą ilością nadmiaru wolnego czasu, sprzątam wtedy, gdy czas mam. O!

MążWłasny też sprząta. A także gubi soczewki. Notorycznie. Skutkuje to zaczerwienionymi oczami i okładami nań z dobroczynnego ziela o nazwie rumianek. 

Skoro tak przy chorobach jestem, to mnie udało się okiełznać nadchodzący milowymi krokami ból głowy. Dość banalnie. Aspiryną migrene (koniecznie 2 tabletki musujące na raz).

Przed tym tygodniem muszę rozpędzić się solidnie. Jeszcze dziś. 

 

19:30, pusta_literatka
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 kwietnia 2012
kalendarium - lapidarium.

Wczoraj było święto czekolady, dziś jest piątek trzynastego.

Dzień święty święcić. Tak to leciało? 

22:21, pusta_literatka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 kwietnia 2012
mentalny detoks.

Od godziny pani z telefonii komórkowej marki orange próbuje się do mnie dodzwonić celem namówienia na to, bym została z nimi przez kolejne dwa lata. Właściwie powinnam odebrać i jej grzecznie podziękować. Lub nawet niegrzecznie. Ale odebrać. Takie uciekanie to głupota...

Czasem tak mam, że uciekam. Od siebie. Od innych.
Często źle obrany kurs zmusza do powrotu.
Często dobrze obrany kurs zmusza do powrotu.

Dziś kołyszę się na dziurawej łajbie. Ani nie mam wiosła, ani nie umiem pływać.
Dziś przytłacza mnie brak słońca, zimny kaloryfer oraz cena jajek.  

Chciałabym uzależnić się od jakiegoś serialu. Tymczasem uzależnia mnie umysł.

Bynajmniej nie piękny. 

18:22, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 kwietnia 2012
wielka sobota.

Z koszykiem przybranym barwinkiem poszlim poświęcić jadło. Ja i Mąż. WłasnyMąż. Tam okazało się, że z podstawowych dań do święcenia brakuje nam dwóch. Dwóch na cztery. Bo nie spakowałam:

1. chleba
2. soli

Dzięki wspólnej wizycie w przybytku bożym dowiedziałam się również, że przed ołtarzem leży krzyż i ten krzyż należy po-ca-ło-wać. Przysięgam, że nigdy wcześniej ani go nie widziałam, ani nie znałam rytuału. 

Nie pocałowałam. Mam zajad. W lewym kąciku. Wolałam nie zarażać całuśnych następców. 

Wesołego Alleluja! 

22:37, pusta_literatka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012
przy wielkim czwartku.

Sprawa wygląda tak, że kiedy wreszcie kupiłam lżejszy płaszcz, co fachowo trenczem jest zwany i zaczęłam w nim chadzać, to przyszło globalne oziębienie, deszcze, mżawki oraz grady. Chciałam na święta prezentować się szykownie i wiosennie, przyjdzie mi ozuć się w kozaki po uda i owinąć się szalem po oczy, tak ino ino, by świat widzieć zza.

Gdy dziś w pracy "zaprzyjaźnione" stowarzyszenie, co ma siedzibę u nas na salonach wpadło z całym zarządem dzierżąc w dłoni talerz pełen jajek, to myślałam, że komizmu sytuacji nie zniesę. Miły to gest był, nie powiem, ale jakże obłudny.

W Dino sprzedają masło w kształcie baranka. Nie kupiłam. Miałabym dylemat, czy zacząć od głowy czy od d***, zadka znaczy.

A, podobno mama Madzi zostawiła list mężowi i uciekła z domu. Podobno już ją znaleźli. Rutkowski ma dość. Naród ma dość. Co wytrwalsi dalej opłacają abonament TV.

 

 

 

19:46, pusta_literatka
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
dodajdo.com Najlepsze Blogi