Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
piątek, 29 sierpnia 2008
update.

Dziś byłam ostatni dzień w pracy nie dlatego, że wczoraj piłam.

Wczoraj piłam, ponieważ dziś byłam ostatni dzień w pracy.

czwartek, 28 sierpnia 2008
wiadomości NIE z ostatniej chwili.

Wczoraj w pracy piłam wódkę.

Jutro będę ostatni dzień w pracy.

 

Kali upaść, Kali chcieć pić.

Ja dziś w sklepie jako ten Kali. Nie radząc sobie z zasupłanym wiązadłem u koszulki, z którym to walczyłam dobrych kilka minut, zwróciłam się z prośbą do ekspedientki w te słowa:

- Kudż ju mi rozplątać?

Po czym obie parsknęłyśmy ;)

Ona parsknęła po hiszpańsku. Ja po polsku.

środa, 27 sierpnia 2008
szczyt zmęczenia.

Pokonać trasę praca - dom tramwajem, mimo iż piechotą zajmuje to 20 min.

Wjechać z parteru na pierwsze piętro windą.

krótka wiadomość tekstowa z wczoraj.

Pośliznęłam się na sałacie. Nie, nie, nie. Nie pracuję w szklarni, choć szkoda, bo podejrzewam, że zakres obowiązków miałabym tam mniejszy:

Sadzenie, pikowanie, wyrywanie. Sadzenie, pikowanie, wyrywanie. Sadzenie, pikowanie, wyrywanie.

I tak w koło macieju. A raczej sałaty. No i temperaturę dość zbliżoną do tej w mojej Fabryce Potu bym miała ;)

__________________________

P.S. U Was też wyświetla się "podgląd blogU"?! No na miły BogU, skąd ten wyszukany dopełniacz, drodzy administratorzy?!

 

 

poniedziałek, 25 sierpnia 2008
w ramach zakończenia olimpiady, ja o Chinach.

Ja znów spać nie mogę, toteż piorę. Pralka pierze zasadniczo, a ja nasłuchuję odgłosów pobierania wody i wirowania. Może gdy je wywieszę, płyn waniliowy ukołysze mnie do snu. No chyba że wcześniej sąsiady zaczną walić do drzwi, że cisza nocna, a ja sie tłukę. Wtedy to raczej im nie otworzę, bom sama na włościach i wolałabym, by jakie rozwrzeszczane Arabusy do domu mi nie wlazły. 

Motto na dziś: "Chińskie przysłowie mówi, że jeśli nie wiesz, co powiedzieć, powiedz chińskie przysłowie" ;)

Ja, jak zwykle, wiem, co powiedzieć:

dobranoc.

niedziela, 24 sierpnia 2008
jołłłł, czyli podryw u kosmetyczki.

Wczoraj po pracy udałam się do polskiego salonu piękności "Afrodyta". Ani tam wystroju greckiego nie dostrzegłam, ani urodliwych bogiń też nie. Za wyjątkiem mnie, rzecz jasna ;]

Dostałam miejscówkę tuż przy kolumnach, z których wydobywała się lista przebojów. Zbyt głośno się wydobywała, przez co słabo słyszałam końskie zaloty, jakie w moim kierunku stosowało dwóch Polaków-buraków, czekających na trzeciego Polaka-buraka. Absolutny brak szyi, w skócie ABS, w parze z absolutnym brakiem mózgu, za to białe upięte podkoszulki, mahoniowa opalenizna i złote chomąta. 

Poderwać się nie dałam, ucinając pogawędkę, kiedy tematyka zaczęła oscylować wokół dyskotek dublińskich. Ech, nudziara ze mnie.

Za to z pienknie wyregulowanymi brwiami ;]

piątek, 22 sierpnia 2008
no i tak to.

Nie jest dobrze.

W pracowej Fabryce Potu omal nie pomdlałam z przepracowania. Chyba. I z niedożywienia. I z apatii szerokopojętej. Nie to, żeby mnie w domu głodzili, ale apetytu to ja ostatnio nie posiadam, toteż słaba jestem jako ta klacz hrabiny Krzeszowskiej z "Lalki" abo i i Łęcka we własnej osobie.

Źle sypiam.

Wyczytałam ostatnio w mondrym poradniku dla kobit, że na bezsenność dobry jest olej musztardowy. Hm. Zawsze to lepiej niż gaz musztardowy. Zastanawia mnie tylko, czy z powodu deficytu w mojej kuchni (łazience?!) tegoż, mogę się nasmarować samą musztardą? Sarepską na ten przykład?

A stopy trzymam w folii.

W woreczkach żywniościowych dokładnie rzecz ujmując. Uprzednio nakładając na nie żel nawilżająco-chłodząco-łagodząco-niwelujący oznaki zmęczenia. Nie powiem, lepiej.

Nie wiem tylko, jak pozbyć się siniaka koloru zdrowej oberżyny na wewnętrznej części ręki prawej, którego to nabyłam w wyniku opadnięcia na mnie klapy tostera.

Cisza nocna, a sąsiady z góry delektują się Feelem w wersji techno. Dobiegają do mnie słowa, nie kłamię: "teraz chodź tu do mnie, poczuj się swo-bod-nie, przy mnie bąąąąądź, aaaaa".

A może by tak, kurna, Sonatę Księżycową, cooo?

Ja zwariuję, to pewne!

wtorek, 19 sierpnia 2008
Polish Honey Liguer...

piję. Z każdym łykiem prościej jakoś. Odsuwam świat. Przyciągnę go jutro.

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny (w sierp-niuuu?!?!) Nie mam czasu na sen, odcinam więc powoli nitki. Nożyczki tępe. Ja tępa.

Jak trwoga to do Boga.
Na dwoje babka wróżyła.
Osiołkowi w żłoby dano.

niedziela, 17 sierpnia 2008
kto nie był w dziś w kościele, niechaj się częstuje ;]

holy water 

Z odczynem PH - nie znalazłam ;]

środa, 13 sierpnia 2008
zagadka: co robi literatka...

o godzinie duchów?

Rozmraża lodówkę.

Cisza.

        Pauza.

                 Kapanie.

sobota, 09 sierpnia 2008
ja wiem, ja wiem, ja wiem.

Albo jak kto woli: aj noł, aj noł, aj noł. Że ja od dobrych kilku tygodni nie robię nic inego, jak tylko narzekam, ale jest to podyktowane niejako moim życiorysem, który się pisze. Sam się pisze! Ja stoję z boku i nawet machnąć nóżką mnie się nie chce, by cokolwiek zmienić.

Po pierwsze primo mamy lato, co w Dublinie wygląda mniej więcej tak, że pada evry dej. A już na pewno evry morning, kiedy ja zmierzam pieszo do pracy lub evry afternun, kiedy ja zmierzam pieszo do domu. No mam parasolkę. I to niejedną. Ale deszczyk zacina tak uroczo, że od kolan w dół jestem przemoczona już po kilku minutach marszu. Rozważam toteż, czy nie odziewać się w czarny worek na śmieci, w który na oko cała się mieszczę. To znaczy na oko wyszarpię dziurkę z folii, cobym drogę widziała i wio.

Po drugie primo jestem przemęczona pracą. Mam dość. Chcę urlopu. Beztroski. I drinków z palemką sączonych już niekoniecznie pod palemką, ale choćby pod drzewem oliwnym czy inną mandarynką.

Po trzecie primo aktualnie kradnę czyjś net, gdyż nasz nie działa i nie wiem, czy mnie ów sąsiad nie namierzy i nie naśle służby tajne. Jak mi przetrzebią laptopkę i znajdą te wszystkie nielegalne koncerty Dody, Gosi Andrzejewskiej i Feela, to otrę się o kryminał jak nic! ;]

Po czwarte primo dla ratowania własnego Yntelektu oglądam filmy i czytam prasę. I jedne, i drugie przeterminowane, ale ojtam. I tak też obejrzałam "Wielką ciszę", "Jasne błękitne okna", "Listę Schindlera" oraz coś mistrza Hitchocka, ale tytułu nie pamiętam. Z czasopism to wchłaniam stare "Twoje Style" i "Zwierciadła". Czego ja się z nich nie dowiedziałam!

Ale o tym w następnym odcinku.

piątek, 08 sierpnia 2008
"war has started"?!

Cztery dni internetu nie miałam, odcięta od świata byłam toteż.

Korzystając z chwili, że się pojawił, wchodzę Ci ja, a tu olimpiada w Pekinie oraz wojna w Gruzji...

Że co?!

poniedziałek, 04 sierpnia 2008
day off.

Jako że dziś Bank Holiday, to ja wspaniałomyślnie wybrałam się w miasto. Tamże napotkałam miliony turystów z mapami oraz większość zamkniętych sklepów! Wróciłam jednak nie tak całkiem na pusto, bo z koralami. Kolejnymi do kolekcji zresztą.

W domu dowiedziałam się, że zmarł Sołżenicyn oraz, że dyferencjacja inwentaryzacyjna to nic innego jak pospolita kradzież.

I jedna, i druga wiadomość mnie zaskoczyła.

czwartek, 31 lipca 2008
bez pracy nie ma kołaczy... za to jest garb ;]

W pracy tyle pracy, że nie pozostaje mi nic innego jak uwierzyć w powiedzenie, iż praca uszlachetnia.

Wczoraj na ten przykład zasuwałam w macierzystej placówce przecznicę obok. Z plusów - brak schodów, reszta minusy. Żywię toteż nadzieję, że to roszada jednorazowa była.

Dziś na ten przykład na pytanie wielce zadowolonego pana szefa, bo mu się biznes zaczął naocznie rozkręcać, czy: "evryfing ołrajd pusta_literatko", syknęłam pod nosem: "very kur** ołrajd" i już. Do tej pory nie wiem, czy to usłyszał czy nie. W każdem bądź razie zakasał na chwil kilka rękawy, niosąc mi doraźną pomoc.

Jutro na ten przykład mam dej off.

Uff.

sobota, 26 lipca 2008
kolejny "walor" bycia za granicą.

A już za parę godzin Jula stanie na ślubnym kobiercu.

W odbiciu jego okularów ujrzy swoje szczęście, powie krótkie 'tak' i powiozą ich windą do nieba.

Mnie pozostaje być tam tylko mentalnie...

Ech! 

niedziela, 20 lipca 2008
oj.

Gwoli ścisłości: nie zamykam Graciarni i, póki co, takie myśli nie plączą mi się po głowie. Ja? Grafomanka. Bez bloga? To jakby klauna pozbawić czapeczki, a świnię koryta. No.

Poza tem zimno i nieco kacowo. Nie wiem tylko czy zimno, bo kacowo, czy kacowo, bo zimno.

Poza tem, będąc wczora w gościach naoglądałam się zdjęć z Hiszpanii i ja tam chcę. Lazur nieba i wody w basenach, zieleń palm oraz barwność uliczek w zestawieniu z namacalną burością dublińskich bruków nie wpłynęły na mnie pozytywnie otóż. Że już o tutejszym wietrze i deszczu nie wspomnę. Choć w sumie to nie ma się co czepiać. W zeszłym tygodniu padało tu TYLKO dwa razy: raz trzy dni, a drugi raz cztery.

Poza tem jest lato. Kalendarzowe. Chodzę w krytych butach, bluzkach na długi rękaw i kurtce, porą bardzo ranną to nawet owijam się chustą.

Poza tem dylemat mam, co z tymi koszulkami na ramiączkach zrobić, co je byłam naprzywoziłam z Polszy? Chyba na szmaty do podłogi podrę, albo se ręcznie pozszywam kilka, dorzucę ze dwa trójkąty z manilii i stworzę patchwork. I będę niebanalna artystka. O!

 

piątek, 18 lipca 2008
dlaczego ludzie zamykają blogi?

Bo tęsknią za absolutną anonimowością? Bo mają dość mentalnej prostytucji? Bo tracą wenę, czas, serce do pisania?

Pewnie każdy z innego powodu, co?

A targowisko próżności czynne nadal. Całodobowo. Zmieniają się tylko straganiarze... i ich różnej jakości towar.

wtorek, 15 lipca 2008
so...

... napisałabym tu co nowego, ale nie bardzo mam co. Bo tak: abo siedzę w pracy (tam siedzę! - latam po schodach, o czym już tu chyba Państwu nadmieniłam), abo siedzę w domu (tam siedzę! - ganiam z odkurzaczem, szmatkami, stoję nad garami, piorę, wieszam, układam).

Uprawiam też czasem szerokopojęty shopping (doping, trening, mobbing, petting - to luźne skojarzenia lingwistyczne) i powiem Wam, że u nas, (tam u nas! U nich, w Irlandii znaczy, to już SOM kolekcje jesienne. Mniej cekinów, więcej futerek. W samym epicentrum blichtru się znajduję, to wiem, co mówię. Kolorystyka dość nachalna, fasony niemniej, zatem fenkju very mucz, obkupię się październikową porą w kraju mem rodzinnem. Zresztą ten urlop jesienią to ma też plusy. Zakładam, że pogoda będzie zbliżona do ichniej, słonka się raczej nie nachapię, toteż z mniejszym żalem powrócę tu.

Powrócisz tuuuu, gdzie nadwiślański brzeg,
powrócisz tuuuu, zza siedmiu gór i rzeeek.
Powrócisz tuuuu, gdzie płonie słońcem wrzos i głóg,
gdzie cienie brzóz, piach mazowieckich dróg.

Mazowieckich? Przecie ja ze Śląska. Dolnego na domiar.

A teraz o mem życiu towarzyskim będzie. Krótko będzie. Któryś ze Starszych Panów czy tam innego kabaretu "Dudek" powiedział kiedyś, że "jedyne życie, które ma sens to życie towarzyskie".

Z kraju św. Patryka nadawała dla Państwa zatem literatka_denatka ;]

czwartek, 10 lipca 2008
pracowo.

9 i pół ha w robocie. Nie jest dobrze.

Perspektywa urlopu na przełomie października i listopada nie dodaje mi animuszu. Bynajmniej.

A, a jedną dziewczynę z najdłuższym stażem, co to najlepiej pracowała, przeniesiono do siedziby głównej przecznicę dalej w ramach nagrody (?). Gdzie zapieprza pod okiem szefostwa, kamer i z nikim się dogadać nie może, bo tam podobno angielski kulawy. Smutno jej, śle tęskne sms-y, a pan boss niewzruszony sytuacją dokonuje kolejnych niezrozumiałych roszad personalnych. 

Wnioski czemprędzej wyciągnęłam offkors i w ramach asekuracji serwuję sobie czasem lejzi minyts. Za wyjątkiem dnia dzisiejszego, kiedy to przekonałam się, że założenie niemal barchanowych majtasów nie było pomysłem trafionym. Rzucono mnie bowiem na sektor wyjątkowo ruchliwy i parny, toteż pot mi ciekł (albo cieknął) po d**** i nie ma w tym ani krzty hiperboli literackiej.

wtorek, 08 lipca 2008
liryka, liryka tkliwa dynamika.

Matkoboskojedynokochano! No niech mnie kto trzepnie raz a dobrze, bo jak ja tu zacznę meblować kącik, kurna, poezji, to po Was!

Zresztą mnie się wydawało, że ja już z tego wyrosłam. Ot, jak wyrasta się z miłości do Toma Cruise'a czy ze starego palta. Owszem, w liceum to ja uduchowiona byłam. Norwid, Barańczak, Watt, Wittlin, Szymborska, Kozioł, no i obowiązkowo raz na dzień haiku!

Ale żeby tak po trzydziestce?! Wtykać metaforykę wiersza w swój żywot? Analogii szukać? To przez Irlandię! Jak nic przez Irlandię! I przez przeterminowane (listopad 2007), acz wartościowe "Zwierciadło".

Gwiazda, pyłek na nieba ogromie,
Widząc mnie w dole, rzuca pytanie: "Cóż, żyjemy obok (na poziomie
Różnym wprawdzie): Co tam masz w planie - -
Masz w planie?".

Odpowiadam: "Jeśli się nie mylę –
Czekać, póki mi większych zmian
Nie przyniesie bieg Czasu".  " A, tyle?",
Mówi gwiazda," Cóż, to i mój plan - - 
I mój plan”. 

                    Z antologii Stanisława Barańczaka "Fioletowa krowa"

No. I tyle w tematyce moich planów. U Was pewnie bardziej klarownie, hę? ;]

_________________

A z pytań prozaicznych to mam takowe, jak do cholery na bloxie zrobić normalny enter? Bo ten podwójny to mnie kole!

poniedziałek, 07 lipca 2008
life is brutal.

Z powodu przeludnienia staffu (to opinia pana bossa, ofkors) wyleciała z pracy dziewczyna, choć logicznie rzecz biorąc powinnam wylecieć ja, bom najmłodsza stażem. O incydencie "z dnia na dzień" dowiedziałam się post factum.

Mnie uratowała aparycja i koneksje.

Nie najlepiej się z tym czuję.

Mimo wszystko.

 

sobota, 05 lipca 2008
klamra kompozycyjna - aneks z "jutra", które, jak ktoś słusznie zauważył w komentarzach, jest pojęciem względnym.

10 lat temu moja przyjaciółka z lat szkolnych opuszczała Polskę w poszukiwaniu szczęścia w Irlandii. Znalazła je. Kosztem wielu wyrzeczeń bezsprzecznie: zmieniła kilka prac, osiągnęła wysoki status zawodowy, skończyła Trinity College, wyszła za mąż, kupiła dom w Krakowie. We wtorek wyjechała z Irlandii na zawsze (?). Teraz będzie meblować ów dom i płodzić dzieci.

W ciągu tego czasu nasze drogi wielokrotnie rozwidlały się i schodziły. Ja zupełnie nieplanowo pojawiłam się w Irlandii, ale opuściłam ją równie nieplanowo, potem znów się zeszły, bo ja wróciłam do Irlandii, teraz rozeszły się chyba na dobre. Mimo iż czas bezpardonowo poprzestawiał nasze relacje, schłodził i zdystansował, to w środku pozostał dawny sentyment i serdeczna sympatia.

Gdy wyjeżdzała 10 lat temu z małej mieściny wprost do wielkiego Dublina to ja pomagałam jej się pakować. Wszystko, co cenne musiała zabrać ze sobą w jednej torbie o ustawowej wadze. Na drogę dostała kanapki mojej mamy oraz przysłowiowy krzyżyk.

Teraz znów ja aktywnie uczestniczyłam w jej pakowaniu. Pół domu z 10-letnim dobytkiem i brak czasu na słuszną selekcję. Ona rozedrgana emocjonalnie, ja mocno stąpająca po ziemi. Ja widziałam  jej łzy, ona moich nie.

SMS już z Krakowa ucieszył mnie wielce: "Droga... Bez Ciebie nie ogarnęłabym tego wszystkiego. Dziękuję za zdrowy rozsądek".

A teraz... cóż. Niechaj mebluje. Niechaj płodzi.  

wtorek, 01 lipca 2008
klamra kompozycyjna.

Jutro tu napiszę coś, o czym dziś nie mam ochoty napisać.

niedziela, 29 czerwca 2008
nocne Polaków rozmowy.

Bilet tramwajowy - 1,50. Chleb - 2,50 euro. Pastella z tuńczyka - 2,90. Latte - 3,50. Waniliowy balsam w body shopie - 10 euro. Koszulka w zarze - 11,90. Korale w pull and beer 15,90. Torebka w marksie&spencerze - 29,90. Sukienka w arnotsie - 39,90. Perfumy w debenhamsie - 49. Nocna rozmowa telefoniczna z naprutym, acz bliskim mi wielce kolegą - bezcenna.

I ten jego wtręt w co 4 zdaniu: "Zauważyłaś, że w rozmowie z Tobą co chwilę mówię, o czym ja mówiłem?" ;)

Za wszystko inne zapłacisz kartą mastercard.

 
1 , 2 , 3 , 4
dodajdo.com Najlepsze Blogi