Wyprzedaż faktów i konfabulacji. Hurtowa, detaliczna, na wagę i w szczapach. Zwrotów nie przyjmujemy. Za wyjątkiem wyjątkowej niestrawności. Przewidziane gratisy.
Kategorie: Wszystkie | Bardzo Luźne Ilustracje Pustej = BLIP | konwersacyje MiMo. | literatka znów na uniwersytecie, czyli nie miała baba kłopotu, kupiła se prosię | o czym tu dumać na irlandzkim bruku - Dziady, wyd. II, poprawione.
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
studencka sesja a literackie kanty

Cytuję książki, których nigdy nie miałam w ręku.

sobota, 30 października 2010
homo homini lupus - "Zagadka Kaspara Hausera".

Dawno temu znalazłam się na "Kasparze" w teatrze. Raczej z przypadku niż z wyboru. Nie wiedząc nic o sztuce czułam chwilowy dyskomfort. Szybko jednak wyśmienita rola głownego bohatera, surowa scenografia i dynamika akcji pokazały, o czym dzieło traktuje. O nauce mówienia w konfiguracji: jeden dorosły człowiek poznający język i trzech nauczycieli wtłaczających mu do głowy pełne propagandy zdania wielokrotnie złożone.

Wyszłam z mieszanymi uczuciami, co opisałam TU.

Gdy przeczytałam już o wszystkim o genezie sztuki, o tle historycznym, o życiu Kaspara, to do tej pory nie wiem, co autor, czyli pani Wysocka miała na myśli. Sprofanowane, poszatkowane i niewierne. Głośne, agresywne i zbyt współczesne.

Dopiero film pokazał mi prawdziwego Kaspara Hausera. Realna postać swoich czasów. Czasów, które bestialsko pograły z jego emocjami.

W dziele pobrzmiewają echa poglądów Freuda.

Kaspar jako dorosły człowiek stoi przed niezapisaną tablicą. Dostaje kredę i zwiotczałą ręką tworzy swoje życie od nowa. Dzień po dniu. Początkowo z perspektywy rozumu ciekawskiego, naiwnego, wrażliwego dziecka. Jedno pomagą mu w tym, inni traktują jak społeczne kuriozum. Okazuje się jednak, że im więcej umie powiedzieć, zaobserwować, wywnioskować, tym staje sie bardziej nieszczęśliwy. Za dużo dylematów i pytań... Do tego sny, których nie umie oddzielić od rzeczywistości. Mieszają mu się więc postaci, wydarzenia, scenerie. Są symboliczne (jak w teorii Freuda).

I mniej ludzi ma do bohatera dostęp, tym on czuje sie bardziej komfortowo. Gdy ktoś zakłóca jego terytorium, włącza mechanizmy obronne. Celowo, (a może wcale niecelowo), izoluje się, ucieka do swej samotni. Tam pisze, gra na pianinie, robi na drutach, "uprawia swój ogródek" niczym Kandyd. Męczą go tłumy gapiów przed teatrem obwoźnym, "wrzeszczący" w koścele ludzie, wyższe sfery na przyjęciach.

- Niechże nam pan opowie, jak było w więzieniu, w tym ponurym lochu? - zapyta wyfiokowana burmistrzowa
- Lepiej niż na zewnątrz - odpowie bezpardonowo, acz szczerze Kaspar.

Kiedy indziej mówi: Jestem zmęczony. Dla mnie ludzie to wilki.

Nasuwa się zatem pytanie, czy to nie kultura i jej twórcz, człowiek, zabiły go? Mimo iż, zdaniem Freuda: "Człowiek nie może istnieć bez kultury, a jego przeznaczeniem jest istnieć jako członek grupy społecznej".

Życie w piwnicy o chlebie i wodzie z drewnianym koniem na sznurku z pewnością było odarte z wrażeń, za to proste i kompletnie bezmyślne. Znaczenia nabrało w zetknięciu z nowym światem. Tym trudniejsze do ogarnięcia, bo bez fundamentów.

Kaspar padł ofiarą czasów, w jakich przyszło mu się narodzić oraz ofiarą społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Miał dostarczać ludziom rozrywki lub materiałów do badań, statystyk, liczb, protokołów... Nawet po śmierci...

"ZAPROTOKOŁOWAĆ"!

kaspar

poniedziałek, 27 września 2010
po raz drugi.

Po raz drugi w życiu zdawałam egzamin z filozofii.
Po raz drugi w życiu trafiłam na Heraklita, który bądź co bądź też miał nie po kolei w głowie jak cała reszta presokrateska (Szanuję go jednak za ponadczasowe pantha rei).
Po raz drugi w życiu trafiłam na Kanta, którego przewrót kopernikański do mnie nie przemawia, stąd twórczość tego pana jakoś pomijam na swej naukowej niwie.
Po raz drugi w życiu osoba egzaminująca zachwyciła się moją pamięcią do cytatów oraz załamała się chaosem mojej wiedzy.
Po raz drugi w życiu dostałam z egzaminu czyipół.

Nie popuszczę. Studiując kolejny fakultet, zamierzam osiągnąć te cholerne pięć, rzekłam!

We Wrocławiu byłam krótko, ale ten czas wystarczył, by nałykać się pozytywizmu. Te kilka godzin, a literatka impetu nabrała. Gęba uśmiechnięta. Ciepłe kapcie na stópkach. Laptop na kolankach. W oczekiwaniu na teatr TV. Dziś "Głośna sprawa". Nie widziałam, a już chichotam :)

We Wrocławiu dostałam w ramach promocji podpaskę naturella. Wkrótce pewnie otrzymam tampon, następnie prezerwatywę o smaku botwinki.

Skoro tak o teatrze, to muszę wybrać się na "Smycz". Koleżanka ze studiów zachwala, a jej akurat ufam w tej materii.

Skoro tak o studiach, to mam jeszcze jeden egzamin w tak zwane plecy. Okazuje się, że 70% roku ma. Nosimy się toteż z zamiarem wystosowania pisma do dziekana z prośbą o zbiorowy rabat na warunek. Zważywszy, iż ten sam dziekan wyraził niegdyś zgodę na przedłużenie sesji z powodu mundialu, żywimy nadzieję, że da się to załatwić ;)

piątek, 02 lipca 2010
muzułmanizm. między wierszami.

W tematyce studiów mam jedną wątpliwość egzystencjalną:
Po co mi to kur** było? Mianowicie.

A mogłam wracać w piątek w pracy i rozkoszować się wolnym weekendem.
A mogłam jeździć do Wrocławia li i tylko w celach towarzyskich.
A mogłam po kryjomu w pracy drukować najnowsze kroje sukni ślubnych, a nie no-tat-ki.

A mogłam!

Tymczasem marzy mi się czytanie literatury pięknej na tarasie nadbałtyckiego hotelu, co ollllinkluzif serwuje malibu z mlekiem łaciatym oraz tonik choćby bez dżinu.

Tymczasem poza światem żyję realnym, nie wiem co u moich znajomych na nk, nie wiem, jak starcia prezydenckie, nie wiem kto wyleciał z mundialu. Nic nie wiem normalnie!

Za to w meczecie byłam. Takim prawdziwym, muzułmańskim. A nawet ukradkiem zdjęcia poczyniłam. Oto i one.

meczet1 meczet2

meczet3

poniedziałek, 14 czerwca 2010
"Szpital przemienienia".

Każde istnienie poszczególne jest dla siebie normą i sankcją.
Ja jestem.

wtorek, 26 stycznia 2010
otóż.

Szaleństwo cieszy się pewnym autorytetem. Gdy rozum pogrąża się w pomroce, przyjmuje się, że człowiek zaczyna obcować z twórczymi siłami, od których z dala pozostaje za sprawą natury intelekt.

Roland Jaccard: "Szaleństwo"

Być może jedynymi szaleńcami są ci, którzy szaleńcami nie są. Prawdziwi szaleńcy śmieją się szaleństwu w nos: nie zachodzi ich od tyłu; nie jest intruzem, jest lokatorem.

Tamże

Jeśli spędzę piąty dzień z rzędu nad etnopsychiatrią, schizofreniami, depresjami, nerwicami, psychozami, przeniesieniami i szerokorozumianym szaleństwem to najpierw sama sfiksuję, a później się porzygam.

Lub odwrotnie.

___________________________

Z poważaniem,

literatka - studentka

 

piątek, 27 listopada 2009
"żeby nie bolało" Marcela Łozińskiego.

Od tego filmu zacznę moją studencką kategorię. Nie przypadkowo zresztą...

"Żeby nie bolało" odpowiada niezwykle prosta, wyciszona, łagodna kobieta o męskich rysach. "Tak żyć, żeby nie bolało" - mówi Urszula Flis, bohaterka dokumentu Łozińskiego.

Czyż jej maksyma nie powinna być busolą dla wielu ludzi? Czyż nie powinno się jej cytować tak, jak cytuje się Twardowskiego, Kołakowskiego czy Norwida?

Bo cała siła tej kobiety, która zdecydowała się na wiejskie życie wśród kłosów żyta i zwierzyny domowej, tkwi właśnie w prostocie. Prostocie przeplatanej fikcyjnym światem książek, do którego bohaterka ucieka w samotne wieczory. Ucieka, alienuje się, chadza po gościńcach Anny Kareniny, karmi się innym, może lepszym życiem po to, by rano znów wrócić do swojego rytmu. Nie, ona nie tkwi w ułudzie. Nie oszukuje się. Nie epatuje apoteozą wiejskiej sielanki niczym Janek Kochanowski. Ale jest świadoma. Mocno świadoma własnych ścieżek.

I można by wywody snuć nad szczęściem czy nieszczęściem bohaterki. I wytaczać coraz cięższe argumenty nad winą wścibskiej dziennikarki, usiłującą bezopardonowo ciągać kobiecinę jak kozę na postronku. I celować z magazynku pełnego oskarżeń.

Tylko po co?

Bohaterka czerpie z kultury tyle, ile potrzebuje. Dobrze jej z tym osobistym dozownikiem. Prawdopodobnie jest też szczęśliwa. Bogata wewnętrznie i zapuszczona fizycznie.

Taki jej urok. Żeby nie bolało

________________________

Film jest trudno osiągalny, ale jeśli ktoś z Was będzie miał możliwość zderzenia się z nim, to polecam. Warto poświęcić mu zegarową godzinę. By...

 

dodajdo.com Najlepsze Blogi